Wieści parafialne

Wrzesień 19, 2016                 Autor BaS

Parafia rzymskokatolicka świętej Jadwigi i świętego Jacka
46-324 Biskupice, 93, woj. opolskie
Tel: 34 359 98 10
do parafii należy także kościół świętej Marii Magdaleny w Boroszowie
Proboszcz: ksiądz doktor Bernard Paweł Joszko
joszko.bernard@interia.pl


Zabytkowy drewniany kościół pod wezwaniem świętej Marii Magdaleny w Boroszowie - widok od strony kaplicy przedpogrzebowej

ARCHIWUM OGŁOSZEŃ PARAFIALNYCH NA STRONIE WSI BISKUPICE
http://www.solectwobiskupice.com/parafiaogloszenia.html

http://www.polskieszlaki.pl/drewniany-kosciol-w-boroszowie.htm

Informacja,- ze wzglęu na malowanie (od 25 lipca 2016r.) kościoła św. Marii Magdaleny msze św. dla Boroszowa będą odprawiane w kościele św. Jadwigi w Biskupicach.

Niebo na kościelnym suficie rozbłysło nowymi gwiazdami!

W dniu 05.09.2016 r. w wieku 78 lat zmarł 
ś.p. Józef Jokiel
Pogrzeb w dniu 08 września 2016 roku
  na cmentarzu parafialnym w Boroszowie.
O godz. 11.00 msza pogrzebowa w kościele św. Jadwigi w Biskupicach.
Różaniec w intencji zmarłego: wtorek o godz.17.30, w środę o godz.18.00 w sali OSP

Zdjęcia Norbert Krawczyk

KOŃCA PRAC JESZCZE NIE WIDAĆ

Usuwanie starych powłok malarskich powoli dobiega końca.

W przypadku prac renowacyjnych w obiektach zabytkowych niezbędna jest precyzja.

Taki wygląd wnętrza kościoła pamiętają jeszcze starsi mieszkańcy Boroszowa. Historyczny wygląd świątyni zostanie przywrócony.

Fragment starej dekoracji, po odnowieniu nabiera nowego blasku! 

Prace wykonuje FIRMA OSIECKI z NYSY.

Zdjęcia: Norbert Krawczyk

P o r z ą d e k   N a b o ż e ń s t w

/29 sierpnia -25 września 2016 r./

Poniedziałek

29 sierpnia

 

1900

Wspom. męczeństwa św. Jana Chrzciciela

/B o r o s z ó w/Za + Teresę Pacek w 30 dz. śmierci

Wtorek

30 sierpnia

1900

Za ++ Gertrudę i Edmunda Jabłonka + Janusza Pawelec ++ z tego miejsca

Nie będzie mszy św. w środę!

Pierwszy czwartek

1 września

 

1730

1800

1830

Wspom. bł. Bronisławy, dziewicy, patronki diecezji

Okazja do spowiedzi św. dla dzieci i młodzieży na rozpoczęcie nowego roku szk.

G o d z i n a    Ś w i ę t a  - Adoracja N. Sakr. – prowadzi Róża Róż. św. Gabrieli Kowalskiej

Msza św. - do Ducha Św. na rozpoczęcie nowego roku szk. w int. dzieci, młodzieży, nauczycieli i rodziców. Pierwszoklasiści otrzymają specjalne błog. kapł.

Pierwszy piątek

2 września

1730

 

1900

  /B o r o s z ó w/ Do NSPJ z podz. za otrzymane łaski z prośbą dalsze o Błog. Boże, zdrowie i pomyślność  w rodzinach Krawczyk i Waldorf nab. do Serca P. Jezusa

msza św. Do S. Pana Jezusa za czcicieli Serca Bożego, bractwo i parafian i nab. do S.P. Jezusa

Pierwsza sobota

3 września

1200

Ślub nowożeńców  D a w i d  K u s –  S a b i n a   F r ą c z e k

DWUDZIESTA

TRZECIA

NIEDZIELA

ZWYKŁA

4 września

  730

 

900

 

1030

 

1200

Za + męża i ojca Gintra Witek ++ rodzicami obu stron ++ z rodzeństwa ++ z rodziny Witek i Huć + siostrę Edeltraudę + Idziego Globisz ++ z pokr.

B o r o s z ó w Przez wstaw. N M P z podz. za otrzymane łaski z prośbą dalsze o Błog. Boże, zdrowie i pomyślność dla rodziny Skwara i Wilke.

Do Op. Bosk. z podz. za otrzymane łaski z prośbą o dalszą Opiekę Bożą, zdrowie i pomyślność dla Urszuli Roj i w rodzinach dzieci i wnuków

Za ++ z rodzin nowożeńców  D a w i d  K u s –  S a b i n a   F r ą c z e k

Poniedziałek

5 września

1900

Do Op. Bosk. z podz. za otrzymane łaski z prośbą o dalszą Opiekę Bożą, zdrowie i pomyślność dla rodziny Alfreda i Hildegardy Wloczyk i w rodzinach dzieci

Wtorek

6 września

1900

/B o r o s z ó w/Za + Ewalda Grill ++ rodziców ++ teściów++ z rodziny Grill i Piechota

Nie będzie mszy św. w środę !

Czwartek

8 września

 

1700

Święto Narodzenia N M P   - podczas mszy św. poświęcenie ziarna i nasion

/M s z a  ś w. s z k./Za + matkę Jadwigę Kulesa  w 20 r. śm. + męża Pawła ++ z rodziny i pokr. Spotkanie dla rodziców i dzieci, które w przyszłym roku przystąpią do Pierwszej komunii św.

Piątek

9 września

1800

/B o r o s z ó w/Do Op. Bosk. z podz. za otrzymane łaski z prośbą o dalszą Opiekę Bożą, zdrowie i pomyślność dla Edwarda Grus z ok. 50 r. ur. i dla całej rodziny

 Sobota

10 września

1200

Przez wstaw. św. Anny, św. Jadwigi Śl. i św. Jacka z  podz. za otrzymane łaski z prośbą o dalszą Opiekę Bożą, zdr. i pomyślność dla Rudolfa i Rozalii Książek z ok. 60 r. ślubu i dla ich dzieci, wnuków i prawnuków.

DWUDZIESTA

CZWARTA

NIEDZIELA

ZWYKŁA

11 września

730

 

 

 

900

1030

 

1430

Za + matkę Jadwigę Kulesa w 20 r. śm. + ojca Pawła Kulesa ++ dziadków + ciocię Marię Wróbel z mężem Janem ++ rodziców chrzestnych + matkę chrzestną Gertrudę Wróbel + Aleksandra Kus+ męża Józefa Wolny+ teścia Franciszka Wolny + ciocię Monikę Paprotny + Michała Sikorę +  Franciszkę Wieńcierz ++ z rodziny i pokr.

/B o r o s z ó w/ Za ++ z rodzin Roj i Foryta

Do Op. Bosk. z podz. za otrzymane łaski z prośbą o dalszą Opiekę Bożą, zdrowie i pomyślność dla rodziny Renaty i Bernarda Brzóska z ok. 30 r. ślubu i w rodzinie syna Piotra

Udzielanie sakramentu chrztu św.

Poniedziałek

12 września

1900

Za ++ rodziców Agnieszkę i Jerzego Maciol + męża i ojca Erharda Wójcik ++ kapł. ++ z rodziny i pokr. i o Błog i  zdrowie  w rodzinie syna Adriana

Wtorek

13 września

1800

K. św. Jadwigi – N a b o ż e ń s t w o     F a t i m s k i e

 

 

Środa

14 września

 

900

Święto Podwyższenia Krzyża św.

Za + męża i ojca Antoniego Biskup ++ rodziców Roberta i Rozalię Wiencierz ++ teściów Tomasza i Wiktorię Biskup ++ Agnieszkę i Elżbietę Wiencierz + Konrada Pluskota + Huberta Koloch + ks. prob. Pawła Tkocza ++ z tych rodzin i pokr.

Czwartek

15 września

1700

/M s z a  ś w. s z k./ Do Op. Bosk. z podz. za otrzymane łaski z prośbą o dalszą Opiekę Bożą, zdrowie i pomyślność dla rodziny Krzysztofa i Donaty Pakuła

Piątek

16 września

1800

/B o r o s z ó w/ Do Op. Bosk. z podz. za otrzymane łaski z prośbą o dalszą Opiekę Bożą, zdrowie i pomyślność dla Janusza i Anity Jurczyk

 Sobota

17 września

1400

1700

Ślub nowożeńców  A d r i a n  G e r n i g  - J u s t y n a  P y k a

O Błog. Boże i zdr. oraz wszelką pomyślność dla Joanny Werner z ok.18 r. ur.

DWUDZIESTA

PIĄTA

NIEDZIELA

ZWYKŁA

18 września

730

 

900

 

1030

 

Za ++ rodziców Tomasza i Gertrudę  Jaroń + matkę Annę – Marię Chuć + Bronisława Lipińskiego ++ z rodziny i pokr.

 /B o r o s z ó w/ Za + Hildegardę Kansik z rodzicami + matkę Marię Kansik  + ojca Konrada Pietras + brata Jerzego + Teresę Niemczyński ++ z rodziny i pokr.

Do Op. Bosk. z podz. za otrzymane łaski z prośbą o dalszą Opiekę Bożą, zdrowie i pomyślność dla rodziny Henryka i Eweliny Paśmionka

Poniedziałek

19 września

1830

Przez wstaw. św. Stanisława Kostki w int. dzieci i młodzieży naszej parafii, pomszy św. spotkanie dla wszystkich klas gimnazjum.

Wtorek

20 września

1830

Za + męża Stanisław a Topolskiego ++ rodziców Rozalię Noworolnik + Franciszka Topolskiego Józefa i Joannę Szyjka + brata Kazimierza ++ Adolfa Ochman i Jerzego Giza ++ siostry zakonne Liliozę i Sebastianę

Środa

21 września

1830

Za + żonę i matkę Mariannę Danek + ojca Bogdana Dyrka ++ z pokr. obu stron

Czwartek

22 września

1700

/M s z a  ś w. s z k./ Za ++ rodziców Jana i Jadwigę Gajdecka ++ Józefa i Franciszkę Wieczorek + brata Antoniego i szwagra Bernarda ++ z rodzin Gajdecka, Wieczorek i Konieczko

Piątek

23 września

1800

/B o r o s z ó wDo Op. Bosk. z podz. za otrzymane łaski z prośbą o dalszą Opiekę Bożą, zdrowie i pomyślność dla Marii i Ericha Stencel i dla całej rodziny

 Sobota

24 września

900

Przez wstaw. N M P Róż. za żyjące i zmarłe członkinie Róży Róż. św. Gertrudy Kopyto

DWUDZIESTA

SZÓSTA

NIEDZIELA

ZWYKŁA

25 września

730

 

900

 

1030

Za + matkę Teresę Buś + matkę chrzestną z mężem i synem ++ rodziców Jana i Helenę Kowalskich ++ braci Jana i Jerzego

/B o r o s z ó w/ Do Op. Bosk. przez wstaw. św. Marii Magdaleny z podz. za otrzymane łaski z prośbą o dalszą Opiekę Bożą, zdr. i pomyślność dla Bernarda i Eryki Bartoszek z ok. 30 r. ślubu

Za + męża i ojca Alojzego Barteli w 3 r. śm. + zięcia Gerarda Kerner

O g ł o s z e n i a   P a r a f i a l n e


1.       W niedzielę 11 września odpust w Kościeliskach, a niedzielę 25 września odpust  w Sternalicach.

2.       W piątek 2 września od g. 900 odwiedzanie chorych

3.       W przyszłą niedzielę 4 września po mszach św. przed kościołem zbiórka ofiar dla osób poszkodowanych w wyniku anomalii pogodowych w naszej diecezji

4.       W sobotę 10 września udajemy się na Górę św. Anny na obchody kalwaryjskie. Proszę o zgłaszanie się tych co chcą pojechać autobusem. Szczegóły wyjazdu zostaną podane w przyszłą niedzielę.   

5.       W niedzielę 18 września na Górze św. Anny ogólno-diecezjalne dożynki. Nasz dekanat gorzowski będzie reprezentować w tym roku parafia Kozłowice. Początek uroczystości o g. 1100.

6.        W pon. 19 września  o g. 1900 msza św. z okazji święta św. Stanisława  Kostki  dla dzieci i młodzieży.

7.       Z a p o w i e d z i : M a ł g o r z a t a   B r a u n, c. Jana i Beaty z d. Marcinowska , ur. 1995 zam. w Drogach Bisk., panna  i P r z e m y s ł a w   J a n i k , s. Tomasza i Iwony z d. Wręczycka, ur.1993 zam. w Kostrzynie par. Starokrzepice zam. , kawaler, zap.I  – 11 IX ;II – 18 IX.; 25 IX  


P o r z ą d e k   N a b o ż e ń s t w

22 – 28 sierpnia 2016 r.

Poniedziałek

22 sierpnia

1900

Do Op. Bosk. z podz. za otrzymane łaski z  prośbą o dalszą Opiekę Bożą, zdrowie i pomyślność dla rodziny Hildegardy i Rudolfa Stefan    we wtorek – nie będzie mszy sw.

Środa

24 sierpnia

 

1900

Święto św. Bartłomieja, Apostoła

Do Op. Bosk. z podz. za otrzymane łaski z  prośbą o dalszą Opiekę Bożą, zdrowie i pomyślność dla rodziny Piotra i Ewy Ochman

Czwartek

25 sierpnia

 

1700

Wspom. św. Ludwika

Do Op. Bosk. z podz. za otrzymane łaski z  prośbą o dalszą Opiekę Bożą, zdrowie i pomyślność dla rodziny Marcina i Edyty Pigło z okazji  20 r. ślubu

 Piątek

26 sierpnia

 

1900

U r o c z y s t o ś ć   N M P   C z ę s t o c h o w s k i e j

/B o r o s z ó w/ - Za + Paulinę Wodarczyk w pierwszą rocznicę śmierci

Sobota

27 sierpnia

 

1400

1600

1700

Wspom. św.Moniki

Chrzest św. dziecka Wiktorii Oliwii Kansy

Chrzest św. dziecka Ilony Moniki Kozok

O Błog. Boże i zdr. oraz wszelką pomyślność dla Żanety Topolskiej z ok.18 r. ur.

DWUDZIESTA DRUGA

NIEDZIELA

ZWYKŁA

28 sierpnia

730

 

900

1030

 

1400

Za ++ ojców Konrada Pisula i Alfonsa Galus + córkę i wnuka ++ Otylię i Józefa Wengel + Annę Brol + Marię Pierzyna, o bł. i zdr. w r. Galus, Brol, Gisert i Pisula

/B o r o s z ó wD o ż y n k i -  Z a   p a r a f i a n

Do Op. Bosk. z podz. za otrzymane łaski z  prośbą o dalszą Opiekę Bożą, zdrowie i pomyślność dla Reginy Pietrzok z ok. 75 r. ur. i całej rodziny

M s z a  ś w. R a d ł ó w  - G m i n n e   D o ż y n k i



Opowiadanie  Żona idealna Mułła siedział w sklepie z herbatą, gdy przyszedł sąsiad, by z nim porozmawiać.– Mułła, przygotowuję się do ożenku – powiedział. – Jestem tym bardzo podekscytowany. Czy ty nigdy nie myślałeś o tym, by się ożenić? Mułła odrzekł: – Tak, myślałem o tym. Kiedy byłem młody, bardzo chciałem to zrobić. Chciałem znaleźć doskonałą żonę. Zacząłem podróżować, by ją znaleźć. Udałem się do Damaszku, tam znalazłem piękną kobietę, pełną wdzięku, uprzejmą i uduchowioną, ale nie znała spraw świata. Udałem się więc w dalszą podróż, do Isphahanu. Tam znalazłem kobietę zarówno uduchowioną, jak i światową, piękną pod wieloma względami, ale nie mogliśmy się porozumieć. W końcu udałem się do Kairu i po długich poszukiwaniach znalazłem ją. Była głębokiego ducha, piękna pod każdym względem, umiała zarówno znaleźć się w świecie, jak i żyć tym, co przekracza ludzki wymiar. Wiedziałem, że znalazłem doskonałą żonę. Na koniec przyjaciel zadał mu kolejne pytanie: – Mułła powiedz, dlaczego jej nie poślubiłeś?.

Och... – odrzekł ten kiwając głową. – Również ona szukała idealnego męża.



NIE UMIERA TEN, KTO TRWA W SERCACH I PAMIĘCI NASZEJ

W dniu 29.07.2016 r. w wieku 72 lat zmarła 

ś.p. Teresa Pacek

Pogrzeb w dniu 03 sierpnia 2016 roku

          na cmentarzu parafialnym w Boroszowie.

O godz. 11.00 msza pogrzebowa w kościele św. Jadwigi w Biskupicach.

Najbliżsi, sąsiedzi i znajomi od dnia śmierci do pogrzebu spotykali się w sali OSP (kościół w remoncie) Boroszów i odmawiali różaniec w intencji zmarłej.
W dniu pogrzebu zwłoki zostały wystawione w kaplicy przedpogrzebowej przy kościele św. Jadwigi w Biskupicach.

Następnie przetransportowano je do kościoła św. Jadwigi wyznaczonego jako kościół zastępczy na czas remontu kościoła w Boroszowie.

Ksiądz Proboszcz Bernard Joszko odprawił uroczystą mszę pogrzebową w czasie, której wymienił szereg przymiotów zmarłej i jej zasług dla lokalnej społeczności.

W mszy żałobnej obok najbliższej rodziny: męża Henryka, dzieci Iwony i Piotra, wnuków Aleksandry, Martyny, Krzysztofa i Magdaleny uczestniczyli przedstawiciele bliższej i dalszej rodziny. 

Zmarłe wcześniej rodzeństwo reprezentowały dzieci bądź wnuki. Z odległych stron poczynając od Bydgoszczy po Kraków. Przez Częstochowę, Piotrków, Radomsko zjechali kuzynowie. Także przedstawiciel rodziny z dalekiej Australii i Włoch.

Byli sąsiedzi i znajomi, delegacje z dawnego miejsca pracy.

Za najbliższymi zmarłej zasiedli jej brat Stanisław, szwagrowie Edward, Marian, Zygmunt i Bronek z dziećmi i ich rodzinami.

Wśród żałobników nie mogło zabraknąć siostry Haliny i jej córki Wiolety jedynej chrześniaczki ś.p. Teresy, wspieranych przez małżonków i dzieci.

Ś.p Teresa zorganizowała i prowadziła jedną z róż różańca świętego. Przedstawicielki uczestniczyły w kondukcie niosąc zapalone świece.

Po mszy, trumna ze zwłokami została przewieziona do Boroszowa.

Pośród słów o zmarłej ksiądz Bernard przypomniał historię sprzed 20. lat. "Być może wciąż żyję tylko dzięki ś.p. Teresie. To jej natychmiastowa pomoc w trudnej sytuacji zagrażającej mojemu życiu uratowała mnie. Po wielokroć to przypominałem, a wdzięczność zachowywałem i nadal pozostanie w mojej pamięci".

W kondukcie pogrzebowym kroczyło bardzo wielu przybyłych na ostatnie pożegnanie ś.p. Teresy. Schorowany mąż Henryk wymagał pomocy. Otaczały i wspierały go dzieci oraz wnuki.

Dopisywała pogoda słoneczna ale nie upalna.





Żałobnicy zatrzymali się przed wejściem do remontowanego kościoła św. Marii Magdaleny w Boroszowie.



Trumnę wniesiono do przedsionka by chociaż symbolicznie mogła przekroczyć progi tak ukochanej przez zmarłą świątyni.

Grupa żałobników otoczyła wybrane miejsce spoczynku na boroszowskim cmentarzu.



W imieniu rodziny ksiądz podziękował wszystkim, którzy czynnie uczestniczyli w modlitwach za zmarłą i uczestniczyli w jej pogrzebie.

Z prochu powstałaś i w proch się obrócisz wypowiedział ksiądz posypując trumnę ziemią. To ostateczny symbol rozstania z doczesnością.





Po pogrzebie był czas na wspomnienia. Syn ś.p. Teresy Piotr stanął do zdjęcia z rodzicami chrzestnymi, których wybrali jego rodziciele.

W czasie tradycyjnej stypy wspomnieniom o zmarłej nie było końca. Wszyscy przypominali jej dobre uczynki. Spontaniczną radość, otwartość na ludzi i szczerość. Gotowość do niesienia pomocy. Stale uśmiechniętą twarz.

Miny w większości poważne choć nie brakowało wesołych wspomnień.

Przez 50. lat zamieszkiwania w Boroszowie wiele się wydarzyło, wspomnień nie brakowało więc!

Miejsce ostatecznego spoczynku pokryła gruba warstwa kwiatów.

Żadne słowa nie są w stanie wypowiedzieć żalu i tęsknoty najbliższych po utracie ukochanej osoby. Żadne kwiaty nie ubarwią i nie wypełnią pozostawionej pustki. Tylko czas i oparcie w pozostałych przy życiu najbliższych może ukoić tęsknotę w jakiej przyjdzie rozpoczynać następne dni.


zdjęcia: Norbert Krawczyk

ODPUST PARAFIALNY

W dniu 22 lipca obchodzimy imieniny Marii Magdaleny. Pod takim wezwaniem jest kościół w Boroszowie. W niedzielę poprzedzającą tj. 17 lipca odbyły się uroczystości odpustowe.

NIE UMIERA...

Po blisko 35. latach stary pomnik był uszkodzony. Wnuczki zdecydowały o postawieniu nowego, a nie likwidacji grobu!

GOŚĆ

Do kościoła zajrzał nieoczekiwany gość. To młody kos szukający bezpiecznego schronienia po opuszczeniu gniazda. Żadne modlitwy nie pomogą by w tym miejscu znaleźli i nakarmili go skrzydlacI rodzice.

foto. Norbert Krawczyk



Opowiadanie


Kłębek wełny   Z okazji uroczystości związanych z przybyciem króla do stolicy dwór królewski hucznie świętował. W świątecznej komnacie król przyjmował dary i ofiary od poddanych. Wszystkie dary były bardzo wartościowe: bogato zdobiona broń, srebrne kielichy, drogie płótna haftowane złotem. Gdy orszak ofiarodawców już się rozrzedzał, pojawiła się wiekowa wieśniaczka. Szła w ciężkich drewniakach, utykając i wspierając się na lasce. W ciszy wyjęła z wiklinowego kosza podarunek starannie zawinięty w płótno. Rozległ się wybuch śmiechu, gdy złożyła u stóp króla kłębek białej wełny. Uzyskała ją od swoich dwóch owiec – całego jej dobytku, i uprzędła w czasie długich zimowych wieczorów.  Król bez słowa pokłonił się z godnością. Gdy staruszka powoli opuszczała komnatę, odprowadzana pogardliwymi spojrzeniami, król dał znak, by rozpoczynać świętowanie. Staruszka z trudem podjęta nocną wędrówkę w kierunku swojej chaty znajdującej się w lasach królewskich, gdzie dotychczas tolerowano jej obecność.Jednak teraz, gdy ujrzała swój dom, przestraszyła się panicznie. Chata była okrążona przez żołnierzy króla. Wokół biednego domostwa wbijano paliki i rozciągano między nimi białą wełnianą przędzę.Mój Boże – westchnęła ze ściśniętym sercem – mój dar obraził króla... Teraz straże aresztują mnie i wtrącą do więzienia...Gdy dostrzegł ją komendant wojska, skłonił się i uprzejmie oznajmił:Moja pani, na rozkaz naszego dobrego króla, ziemia, którą może otoczyć nić z waszego kłębka wełny, od tej chwili należy do was. Obwód jej nowej posiadłości odpowiadał długości wełny w kłębku. Otrzymała tą samą miarą, z jaką obdarowała.


KOLEJNY JUBILEUSZ


W dniu 25.06.2016 r. parafianie z Biskupic i Boroszowa świętowali kolejne (69) urodziny swojego proboszcza.

Pośród składających życzenia nie mogło zabraknąć ministrantów. To ONI asystują księdzu Bernardowi w każdych okolicznościach wymagających uroczystej oprawy.

Rada parafialna z Boroszowa szanuje i docenia księdz Bernarda Joszkę zawsze. Nie zawsze jest jednak okazja by wręczyć Mu kwiaty!

W imieniu orkiestry życzenia jubilatowi złożyła Kinga Adamek.

Przy tak znaczącej uroczystości nie mogło zabraknąć urodzinowego STO LAT...

zdjęcia Norbert Krawczyk


KOLEJNY REMONT

Nie ulegało wątpliwości, że posadzka w przedsionku boroszowskiego kościoła była mocno popękana i wymagała remontu.

Początek czerwca 2016 r. to dobry moment na rozpoczęcie remontu - zdecydował ksiądz proboszcz. Uzgodniono szczegóły z grupą chętnych do pracy parafian.

Roboty ruszyły pełną parą. Rozkruszono i wywieziono starą posadzkę oraz część znajdującego się pod nią gruntu.

Nikt się nie wyróżniał. Wszyscy zaangażowali się na miarę swoich możliwości.

Po wykonaniu nowej podsypki i ułożeniu izolującego styropianu, powstanie nowa betonowa wylewka.

foto: Andrzej Grabiński

Zbliża się odpust (17 lipca), prace ruszyły pełną parą. Czas by przedsionek kościoła także zapachniał nowością. Układano nawierzchnię nowej posadzki.

Posadzka w przedsionku już gotowa. Odpustowi goście zobaczą nową. Od 25 lipca zacznie się malowanie wnętrza kościoła.

foto.  Damian Krawczyk





2.       Z a p o w i e d z i : K r z y s z t o f   G o r z o ł k a, s. Rudolfa i Anieli z d. Wonchała, ur. w 1989 r. zam w Boroszowie, stanu wolnego i  A g n i e s z k a   K u z a j, c. Krystiana i Anny z d. Piontek ur. w 1991 r. zam. w Wojciechowie (parafia Olesno), ST. Wol., zap. pierwsza 1 maja ; druga 8 maja; trzecia 15 maja.

R o l a n d   F a m u ł a, s. Huberta i Edyty z d. Pisula, ur. 1984 r.zam w Kościeliskach, stanu wolnego i  M a g d a l e n a   G r u s, c.  Edwarda i Bożeny z d. Rutkowska, ur. w 1991 r. zam. w Boroszowie, stanu wolnego, zap. pierwsza 1 maja ; druga 8 maja; trzecia 15 maja.


Na wesoło : 

U dentysty w fotelu siedzi przerażony ksiądz: - Panie doktorze, jeszcze jedno pytanie. Czy na pewno potrafi pan bezboleśnie wyrwać zęba? - No, nie zawsze. Tydzień temu, na przykład, podczas wyrywania zwichnąłem sobie rękę.

Mężczyzna skarży się lekarzowi: Panie doktorze, jak tylko zaczynam pracę to zaraz   zasypiam. A gdzie pan pracuje? W punkcie skupu. A co pan tam robi? - Liczę barany.

       Przychodzi Jasiu do mamy i pyta: - Mamo co robisz? - Sieję ogórki.  - A jakie: kiszone czy   konserwowe?

Ojciec pyta syna: - Co robiliście dziś na matematyce?  - Szukaliśmy wspólnego mianownika - mówi syn. - Coś Ty?! Gdy ja byłem w szkole, też go szukaliśmy. Że też nikt go do tej pory nie znalazł...

Proboszcz w ramach podziękowania postanowił zabrać kościelnego i organistę na kolację do restauracji. Po skończonym posiłku mówi do kelnera: - Bardzo nam smakowało. Intryguje nas nazwa restauracji. Dlaczego nazywa się ona „Wielkie Oczy”? - Dowie się ksiądz jak przyniosę rachunek.


To fakt! 

- Amerykanie wybierają Kościół Katolicki. W noc Wigilii Paschalnej w tym roku wiarę przyjęły w tym kraju tysiące osób. W Stanach Zjednoczonych w tę noc zostało  ochrzczonych i wyznało  wiarę katolicką tysiące osób w różnym wieku.

- W Baltimor ochrzczono 292   katechumenów, a wiarę katolicką wyznało 516 osób, w tym 14 latek, który odnalazł wiarę w Jezusa walcząc z rakiem.  Archidiecezja Detroit powiększyła się dokładnie o 1000 osób, w tym o całą 5 osobową rodzinę. Jeszcze więcej nowych katolików przybyło w Newark: prawie 1100 i w Waszyngtonie: prawie 1400. W Nowym Jorku ochrzczono lub przyjęto na łono Kościoła ponad 1600 osób, a w największej amerykańskiej diecezji, czyli w Los Angeles 1638.


WESOŁEGO ALLELUJA 2016

Adoracja przy Bożym Grobie dla Boroszowa, w kościele parafialnym pod wezwaniem świętego Jacka w Biskupicach.

Wartę honorową przy grobie Pańskim pełnili strażacy - Krzysztof Gorzołka i Jakub Bartoszek

zdjęcia: Norbert Krawczyk




                          

Wszystkim Parafianom i Gościom życzę głębokiego duchowego przeżycia Liturgii Wielkiego Tygodnia i błogosławionych Świąt Zmartwychwstania Pańskiego! Szczęść Boże!

      Wielkanoc 2016 r.                                 ks. Bernard Joszko,  proboszcz


OŁTARZ POWRÓCIŁ!


Przed renowacją

 Po renowacji

zdjęcia: Norbert Krawczyk

W dniu 19 marca 2016 roku, na swoje miejsce powrócił po renowacji ołtarz z kościoła w Boroszowie. Prace konserwatorskie przy ołtarzu wykonała Pracownia Konserwacji Dzieł Sztuki Jolanty Dudały w Nysie. Konserwatorzy zabytków przywrócili mu oryginalne kolory (takie jakie zostały odkryte pod warstwami ostatniej farby). Czy "nowy" ołtarz spodoba się obecnym wiernym? Przed wiekiem, tak widzieli go ówcześni twórcy!




Uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Jezusa kobietę, którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz?”.Dlaczego przyprowadzono do Jezusa kobietę pochwyconą na cudzołóstwie? Czy ktoś chciał ją naprawdę ukarać? A może ktoś chciał jej pomóc? Odpowiedź, którą daje dzisiejsza Ewangelia, nie pozostawia żadnych wątpliwości. Nikt, poza Jezusem, grzechem tej kobiety się nie interesował. Nikt nie zwracał uwagi na jej godność, tragiczną sytuację i lęk, który z pewnością jej towarzyszył. Faryzeusze uczynili z niej przedmiot własnych rozgrywek. Przyprowadzono ją do Nauczyciela, jak Go pięknie (czytaj: przewrotnie) nazwano, by usłyszeć, jak neguje i zmienia Prawo Mojżesza. Przyprowadzono grzesznicę, aby ukarać Sprawiedliwego. Zaskakująca odpowiedź Chrystusa niweczy jednak przewrotne zamiary. „Kto z was jest bez grzechu...” - za tym jednym, prostym zdaniem kryje się cała historia ludzkiego życia. Naszego życia. Gdy dochodzi ono do naszych uszu, nie sposób uniknąć spojrzenia wstecz, na ostatnie godziny i dni, na minione miesiące i lata... Kto jest bez grzechu? Ja? Na pewno - nie.Problem spoglądania na innych, osądzania ich, wytykania palcami nie tylko ewidentnego zła i przewrotności, ale także drobnych błędów i uchybień, powraca nieustannie. Zwłaszcza wtedy, gdy człowiek czuje, że i jemu sumienie coś wyrzuca. Niech dzisiejsza Ewangelia będzie zachętą do rachunku sumienia, co stoi za naszymi osądami. Jakie są ich motywy. Czy nie kryje się za nimi przewrotność faryzeuszów? Egoizm? Traktowanie wszystkich jak rywali - brak miłości bliźniego? Chęć, by przygotować sobie teren pod osobiste sukcesy? 


Patron tygodnia – św. Matylda – 14 marca Matylda von Ringelheim urodziła się w 895 r. w Westfalii. Młode lata spędziła w klasztorze benedyktynek, gdzie zasmakowała w modlitwie i w służbie Bożej.Mając 14 lat, w 909 r., poślubiła Henryka Ptasznika, który w roku 919 został królem Życie królowej upływało w spokoju. Mąż dał jej zupełnie wolną rękę w czynieniu dobra. Dla Bożej chwały i dla dobra ubogich nie żałowała pieniędzy. Z mężem swoim Matylda przeżyła jako wzorowa małżonka 25 lat. Mieli pięcioro dzieci. Po śmierci męża musiała patrzeć na wojnę domową, jaka wybuchła o tron królewski pomiędzy jej synami: Ottonem i Henrykiem. Zwycięzcą został Otton, a Henryk jako rekompensatę otrzymał księstwo bawarskie. Nowy władca wiele przykrości wyrządził matce, oskarżając ją o to, że jest zbyt rozrzutna na cele religijne. W 955 r. królowa Matylda przeżyła śmierć swojego najstarszego syna, Henryka, a dziesięć lat później - najmłodszego, św. Brunona, arcybiskupa. Pod koniec życia dotknęło ją jeszcze jedno bolesne przeżycie - śmierć wnuka, biskupa Wilhelma z Moguncji, którą sama przewidziała. W ostatnich latach życia Matylda oddała się wyłącznie modlitwie i uczynkom miłosierdzia. Codziennie przy swoim stole gościła ubogich, widząc w nich samego Pana Jezusa. Hojnie wspomagała kościoły i klasztory ze swoich osobistych majętności. Wystawiła dwa duże opactwa: benedyktynów w Northausen i benedyktynek w Kwedlinburgu. Dlatego ikonografia często przedstawia Świętą z kościołem i klasztorem w ręce. W opactwie w Kwedlinburgu spędziła końcowe lata życia. Tam też przeszła do wieczności 14 marca 968 roku w wieku 73 lat. Pochowano ją obok męża w Kwedlinburgu w kaplicy zamkowej. Św. Matylda jest patronką fałszywie oskarżonych, wdów, dużych rodzin, rodziców którym zmarły dzieci.

Rekolekcje wielkopostne 2016

 prowadził o. Salezy Jarosław Szuper z Borek Wielkich.



Czy pójdę na rekolekcje wielkopostne? W czasie czterdziestu dni Wielkiego Postu warto zaplanować czas rekolekcji, czas zastanowienia się nad sobą i nad swoim życiem. Zatrzymać się na chwilę, wyciszyć i zamyślić. Spotkać Boga i spotkać się sam na sam ze sobą. Trzeba wyjść na pustynię, bo tam jest cisza, spokój i milczenie. Wtedy można usłyszeć siebie. A może właśnie tegoroczne nauki rekolekcyjne będą dla mnie swoistą pustynią, powrotem do źródeł?Rekolekcje wielkopostne to taki szczególny i wyjątkowy czas w roku liturgicznym Kościoła. Jest to czas próby, czas lekcji i nauk, kiedy uczymy się roztropności, mądrości ducha i stajemy się lepsi. Czas rekolekcji jest bardzo znanym aktem pokutnym w Kościele od wieków – aktem duchowych ćwiczeń. Dlatego rekolekcje odprawiają wszyscy: papież, biskupi, kapłani, zakonnicy i zakonnice, małżonkowie, rodzice, dziadkowie, studenci, uczniowie, osoby chore i niepełnosprawne, osoby samotne i rozwiedzione… Kościół naucza i przygarnia wszystkie owieczki rozproszone na całym świecie. Ktoś kiedyś napisał: „Trudniej jest dzień dobrze przeżyć, niż napisać księgę…”. To prawda, nie będzie nam łatwo stać się lepszymi po godzinie lub po kilku godzinach nauk rekolekcyjnych. W ciągu kilku chwil nie da się naprawić całego duchowego rozgardiaszu. To jest praca na całe życie. Ale warto od czegoś zacząć, warto w tych rekolekcyjnych dniach postawić sobie odważne pytania:   Czy ja mam jeszcze wiarę? Czy jestem w stanie uwierzyć jeszcze więcej Bogu i mocniej Mu zaufać? Czy kocham Go ze wszystkich sił, wszelkim myśleniem i całym sercem? Muszę sobie także odpowiedzieć na pytanie: Czy ja się jeszcze modlę? Czy potrafię rozmawiać z Bogiem? W czasie rekolekcji wielkopostnych warto także przeczytać coś, co pomoże inaczej myśleć, zobaczyć bliźniego i z nim się pojednać.  Same zaś rekolekcje mają dodać sił, odwagi, otuchy i nadziei, aby pójść pod krzyż i zobaczyć Ukrzyżowanego. Żeby mieć odwagę podnieść oczy, zapłakać i zapytać: „Panie, czy Ty mi jeszcze raz przebaczysz? Czy przygarniesz mnie ponownie do swego serca?”.  Odpowiedź usłyszysz na pewno… Zobaczysz ją w oczach i rozpiętych ramionach Chrystusa, w przebitym sercu Jezusa. Sam dojdziesz do wniosku: „To nie gwoździe Cię przybiły, lecz mój grzech”, moje słabości, namiętności, moja niewierność, moja zdrada i oddalenie…


ŚWIADECTWO SPRZED WIEKU

Jednym z etapów remontu kościoła w Boroszowie jest odnowienie ołtarza. Po zdemontowaniu został on przewieziony do pracowni konserwatorskiej. Rozbiórkę podmurówki ołtarza wykonywali: Bernard i Jakub Bartoszkowie, Krzysztof Gorzołka, Roch Grabiński, Henryk Krawczyk i Joachim Moczygemba.


W mensie ołtarzowej odkryli trzy zalakowane butelki. W jednej znajdował się list sporządzony przez ówczesnego proboszcza Józefa Patasa. Opisał w nim historię kościoła, miejscowości i jej mieszkańców. W drugiej butelce był list napisany przez rzemieślnika wykonującego remont w 1902 roku. Opisał zakres wykonywanych prac i wskazał kto je wykonywał. W trzeciej butelce znajdowało się cygaro?

foto. Henryk Krawczyk

Szczegółowy opis dokumentów i ich treść znajdzie się w nowej książce księdza proboszcza zatytułowanej „Słuchali dzwonów.. z dwóch kościołów”.

Znaleziskiem sprzed ponad wieku zainteresowała się ekipa z TVP Opole. O okolicznościach znalezienia opowiedział Joachim Moczygemba. Kontekst historyczny omówił ksiądz proboszcz Bernard Joszko. Nagranie wyemitowano w dniu 26.02.2016 roku na antenie regionalnej i ogólnopolskiej.

W dniu 27.02 parafię w Biskupicach odwiedzili też dziennikarze z katolickiego "Radia DOXA" w Opolu. Historyczne znalezisko sprzed wieku zainteresowało także ich.

Spotkanie stało się okazją do zaprezentowania całej parafii. O jej historii opowiedział ksiądz proboszcz Bernard Joszko. O okolicznościach znalezienia dokumentów w rozbieranej mensie ołtarzowej boroszowskiego kościoła opowiedział Bernard Bartoszek, który był jednym z dokonujących rozbiórki. O parafii opowiadali także Norbert Krawczyk i Sylwia Kus z rady parafialnej.
Nagrania będą emitowane na antenie radia DOXA w audycji "Puls regionu" codziennie od godz. 18.35 w dniach 29.02 - 04.03.2016 r.

ODSŁUCHAJ TAKŻE

http://doxa.fm/audycja/z-wizyta-w-parafii-biskupice-odnalezione-skarby-w-boroszowie/

Od lutego do lipca 1858 roku Matka Boża 18 razy objawia się Bernadetcie Soubirous, prostej, obdarzonej dużym temperamentem, nieco upartej, ale niezwykle uczciwej nastolatce z prowincjonalnego Lourdes na południu Francji. Do miasteczka zaczynają przybywać pielgrzymi, dochodzi do cudownych uzdrowień, a wieść o Lourdes obiega świat…

             

U progu kolejnego Wielkiego Postu trzeba sobie uświadomić stan własnej duszy, własną małość i grzeszność. Nie poprzestawajmy na posypaniu głowy popiołem. 
Coraz większą popularnością, również w Polsce, cieszą się baseny, siłownie, gabinety odnowy biologicznej. Nie tylko ludzie młodzi, ale i ci w sile wieku spacerują, uprawiają gimnastykę, by być w dobrej kondycji fizycznej. Czy jednak sprawne ciało jest w perspektywie życia wiecznego najważniejsze? Dla nas, chrześcijan, mobilizacją do podejmowania postu są postawy wielu osób opisane na kartach Pisma Świętego. Kiedy prorok Jonasz oznajmił mieszkańcom Niniwy niebezpieczeństwo kary Bożej za popełnione grzechy, postanowili oni podjąć post, by przebłagać Boga (por. Jon 3, 7–9). Bóg zobaczył ich skruchę i „nie zesłał na nich kary” (Jon 3, 10). Podobnie Achab – król Izraela, który zgrzeszył wobec Jahwe, oddając cześć innym bogom, gdy został upomniany przez proroka Eliasza, „rozdarł szaty, włożył wór na ciało oraz pościł” (1 Krl 21, 27). Wielu też ogłaszało post, umartwiało się, by uprosić Boga dla siebie i swoich najbliższych szczęśliwą drogę i opiekę nad ich dobytkiem (por. Ezd 8, 21–23). Ważnym tekstem biblijnym, zachęcającym każdego z nas do podejmowania postu jako przygotowania do świąt Zmartwychwstania Pana, jest scena kuszenia Jezusa na pustyni. Chrystus, odpowiadając na pokusy szatańskie, pokazuje, że nie samym chlebem żyje człowiek. Potrzebuje czegoś więcej, czegoś duchowego. Aby to osiągnąć, musimy ćwiczyć nie tylko ciało.   
Czterdzieści dni postu Najstarsze świadectwa o praktykowaniu przez chrześcijan postu jako przygotowania do Paschy pochodzą z III w. Tertulian (ok. +240 r.) podaje, że post trwał tylko 40 godzin, w Wielki Piątek i Wielką Sobotę, ale był bardzo surowy. Pod koniec tego samego wieku wydłużono go do tygodnia. Sobór nicejski w 325 r. postanowił, że czas pokutny przed pamiątką Zmartwychwstania Pańskiego trwać będzie 40 dni. W Kościele wschodnim rozpoczynano go osiem tygodni przed Wielkanocą, wyłączając z niego soboty i niedziele. Kościół Zachodni przyjmował sześć tygodni postu, bez niedziel, gdyż każda niedziela jest pamiątką Zmartwychwstania Pana. Papież Grzegorz Wielki, pod koniec VI w., ujednolicił w całym Kościele okres Wielkiego Postu, ustanawiając dokładnie 40 dni wielkopostnego przygotowania. Okres ten rozpoczyna się Środą Popielcową, kilka dni przed pierwszą niedzielą Wielkiego Postu. Dlaczego właśnie 40 dni? Liczba 40 w Biblii jest „zarezerwowana” dla dzieł oczyszczenia i przygotowania. 40 dni trwał deszcz i potop, Mojżesz przebywał na Synaju przez 40 dni i 40 nocy, 40 lat Izraelici błąkali się na pustyni... Chrystus pościł 40 dni na pustkowiu. Pamiętać jednak trzeba, że liczba 40 nie jest rozumiana w Biblii w sensie matematycznym, lecz symbolicznym.


Refleksja 

Serafiny stały ponad Nim; każdy z nich miał po sześć skrzydeł. I wołał jeden do drugiego: Święty, Święty, Święty jest Pan Zastępów. Cała ziemia pełna jest Jego chwały”.
Dwa razy w Biblii możemy zobaczyć uwielbienie przed tronem Boga. W Księdze Izajasza (z której wyjęto dzisiejsze pierwsze czytanie) i w Apokalipsie św. Jana. Aniołowie stojący przed Najwyższym są pełni zachwytu, podziwu, świętej bojaźni. Ogromu wielkości Boga nie da się wyrazić nawet w najpiękniejszych i najbardziej zgrabnych słowach. Intuicja wiary może nam podpowiadać niezwykłą atmosferę, która towarzyszy temu niebiańskiemu uwielbieniu.
W trakcie każdej Mszy świętej powtarzamy słowa aniołów, dodając komentarz proroka Izajasza, że „cała ziemia pełna jest Jego chwały”. Jak rozumiemy te słowa? Jeśli rzeczownik „chwała” bierze się od czasownika „chwalić”, to powyższe stwierdzenie staje się mało wiarygodne, bo przecież tak wielu ludzi nie tylko, że nie chwali Stwórcy, ale w ogóle o Nim zapomina! Sięgnijmy myślą do biblijnego opowiadania o wędrówce Izraelitów przez pustynię i do namiotu spotkania. Tam słowo „chwała Boża” znaczyło tyle, co „obecność”. Cała ziemia jest pełna obecności Boga. Bóg tu jest! Nie tylko tu, ale także tam, gdzie wydaje się, że go nie ma. Cicha, wierna, ale te skuteczna obecność Boża, to przede wszystkim zaproszenie - „Zawsze i wszędzie możesz Mnie chwalić. Nic, ani nikt nie musi ograniczać twojej miłości do Mnie”. Nie szukaj okazji do modlitwy, bo Bóg całe Twoje życie uczynił taką wielką „okazją”.

Patron tygodnia – św. Teodora II, cesarzowa – 11 lutego Teodora przyszła na świat ok. roku 800 w Paflagonii w Małej Azji. Kiedy wybuchło prześladowanie obrazów i relikwii świętych, rodzice Teodory pozostali wierni wierze. Niemniej żarliwym czcicielem, obrońcą obrazów relikwii świętych była Teodora. W roku 826 umarł cesarz Michał II i objął po nim rządy jego syn, Teofil. Ten wziął sobie za małżonkę Teodorę. Rządy Teofila należały do najboleśniejszych dla Kościoła. Nowy cesarz był bowiem zagorzałym zwolennikiem obrazoburców, odsunął zupełnie swoją małżonkę od rządów i zlecił jej opiekę nad dziećmi, których miał siedmioro. Najmłodszy z nich, Michał, był upatrzony na następcę tronu.
Dnia 20 stycznia 842 roku zmarł cesarz Teofil. W zastępstwie trzyletniego Michała rządy w charakterze regentki objęła jego matka, Teodora. Wykorzystała skwapliwie okazję, by dekretem odwołać prześladowanie świętych wizerunków i relikwii. Prawowierni biskupi zostali odwołani z wygnania, otworzyły się więzienia. Zwolennika herezji ikonoklastów, patriarchę Konstantynopola, Jana, Teodora zwolniła z urzędu, a na jego miejsce mianowała św. Metodego, po jego zaś śmierci (+ 847) - św. Ignacego (+ 877). Dla pozyskania dla wiary Bułgarów zwolniła ich najprzedniejszych jeńców wojennych, a innych wymieniła za jeńców bizantyńskich. W roku 843 zwołała do Konstantynopola synod, który potwierdził dekrety soboru Nicejskiego II (787), potępiające herezję obrazoburców. Na pamiątkę zakończenia wielu lat prześladowania obrazów i relikwii Teodora ustanowiła osobne święto Ortodoksji, czyli prawowierności, które miało być odtąd obchodzone w każdą pierwszą niedzielę Wielkiego Postu Ostatnie lata były dla Teodory prawdziwym męczeństwem. Kiedy do władzy doszedł jej syn Michał, okazał się człowiekiem bezwolnym. Rządził nim wuj cesarski, Bardas. Skazał on Teodorę na przymusowy pobyt w klasztorze, a sam objął niepodzielne rządy (856-867). Papież św. Mikołaj I napisał do niej pokrzepiający list. Odeszła po nagrodę doPana11lutego1867roku.

Na wesoło

Katechetka   oddaje Jasiowi zeszyt z wypracowaniem  domowym i mówi:
- Same błędy! Znów niedostateczny! Jasio mruczy pod nosem:
- Biedny tato...
------------------------------------------------------------------------------------------------
Mrówka gotuje słoniowi obiad. Zniecierpliwiony słoń wchodzi do kuchni i pyta:
- Mrówko! Kiedy będzie ten obiad? - Idź stąd! Nie plącz mi się pod nogami!   



K O Ś C I E L N E   U L E P S Z E N I A


Wcześniejszy sposób zabudowy organów nie pokazywał całego instrumentu i tłumił dźwięki. Ksiądz proboszcz postarał się o zgodę konserwatora zabytków na przebudowę kościelnego stropu.

Po podwyższeniu stropu dzwięk organów jest lepiej słyszalny i harmonijniej oddaje możliwości akustyczne zabytkowego instrumentu. Pozwala też dostrzec jego piękno.
foto. Norbert Krawczyk

Patron tygodnia – bł. Euzebiusz z Ostrzyhomia, prezbiter – 20 styczniaEuzebiusz urodził się w Ostrzyhomiu (dzisiejszym Esztergomie na Węgrzech) około roku 1200. Pochodził z bogatej, chrześcijańskiej rodziny. Już w dzieciństwie i wczesnej młodości stronił od pustych zabaw, dowcipów i ucztowania. Naukę rozpoczął w szkole katedralnej w swoim mieście. Tam też otrzymał święcenia kapłańskie, a potem był kanonikiem katedralnym. Już wtedy wyróżniał się pobożnością i niezwykłą hojnością wobec biednych. Podczas najazdu Tatarów w roku 1241 ratował swoje życie ukrywając się w lasach Pilisium (Pecs), gdzie spotkał wielu świętych mężów, żyjących samotnie. W 1246 r., rozdawszy cały swój majątek biednym, za zgodą biskupa z kilkoma towarzyszami rozpoczął życie pustelnicze w pobliżu Szanto. Było ono wypełnione pokutą i kontemplacją. Wspólnota w klasztorze pod wezwaniem Świętego Krzyża przyjęła tę samą surową regułę, co eremici z drugiego klasztoru św. Jakuba, założonego w 1215 r. przez biskupa Bartłomieja z Peczu, na górze Patacs. Wkrótce Euzebiusz doprowadził do połączenia tych klasztorów i został przełożonym pustelników naddunajskich. Nadał nowemu zgromadzeniu nazwę Zakon Braci św. Pawła, Pierwszego Pustelnika, i już jako prowincjał zabiegał o jego zatwierdzenie przez Stolicę Apostolską. W 1263 roku na kapitule przyjęto tę nazwę. Papież Klemens V zatwierdził zakon paulinów w 1308 roku. Euzebiusz z Ostrzyhomia zmarł 20 stycznia 1270 r. Jego ciało pochowano ze czcią w klasztorze Św. Krzyża. Niestety, podczas najazdów Turków na Węgry w XIII w. jego grób uległ zniszczeniom. Mimo to kult Euzebiusza w zakonie paulinów nadal się rozwijał. Mimo że nigdy nie był beatyfikowany, przypisywano mu tytuł błogosławionego. Uznając racje tego zakonu, Kongregacja Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów  zatwierdziła     16 listopada 2004 r.

 Na wesoło 
- Ksiądz na religii pyta Rafała: - Do jakiego państwa uciekała Święta Rodzina z małym Jezuskiem?
- Nie odpowiem, bo jestem ateistą – odpowiada chłopiec
- Nie wygłupiaj się, Rafał. Czekamy na odpowiedź!
- Naprawdę jestem ateistą. Jak Boga kocham!


- Fryzjer pyta klienta- Pan już u nas kiedyś był? - Nie, ucho straciłem na wojnie. 


Cuda św. Ojca Pio - TAK DZIAŁA BÓG ! 

Jest bardzo trudno zdefiniować słowo cud. Cudami można nazwać wydarzenia nadprzyrodzone, wydarzenia nie z tej ziemi. Cudami także nazywamy fenomen kiedy serce idzie za wewnętrzną siłą: wolą Boga!

Życie Ojca Pio było pełne cudów, ale tylko cudów niebiańskich. Dlatego Ojciec Pio zachęcał ludzi aby dziękowali Bogu który jest jedynym źródłem cudów.

- Pierwszy zanotowany cud Ojca Pio wydarzył się w roku 1908. Mieszkał w tym czasie w klasztorze Montefusco. Jednego dnia Ojciec Pio zebrał w pobliskim lesie kasztany do torby i wysłał w prezencie do Pietrelcina do jego cioci Darii. Kobieta otrzymała kasztany, zjadła je, a torbę zatrzymała na pamiątkę. Kilka dni później szukała czegoś w szufladzie gdzie jej mąż zwykle trzymał proch do pistoletu. Był wieczór więc oświetlała sobie pokój świeczką. Nagle szuflada zapaliła się od świeczki, a od niej ciocia Daria. Szybko złapała torbę którą przesłał jej Ojciec Pio i przyłożyła do twarzy. Momentalnie, ból zniknął, a żadnych ran, blizn i poparzeń nie pozostało na jej twarzy.

- Podczas drugiej wojny światowej, we Włoszech, racjonowano chleb. W Ojca Pio klasztorze bywało dużo gości oraz biednych którzy żebrali o jedzenie. Jednego dnia zakonnicy poszli do refektarza i zauważyli że w koszyku był tylko 1 kilogram chleba. Bracia pomodlili się i siedli żeby się posilić. Ojciec Pio wszedł do kościoła, a wychodząc po chwili, niósł kilka bochenków chleba w rękach. Przełożony zapytał Ojca Pio: Skąd wziąłeś te bochenki?  Ojciec Pio odpowiedział: Pielgrzym przy drzwiach mi je dał. Wszyscy milczeli, ale każdy wiedział że tylko Ojciec Pio mógł spotkać takiego pielgrzyma

- Raz w klasztorze Ojca Pio, zakonnik zapomniał konsekrować wystarczająco Hostii na Komunię Świętą. Z tego też powodu była ich mała ilość do rozdania. Ale gdy po spowiedzi Ojciec Pio udzielał Komunii, dużo więcej Hostii pozostało niż było konsekrowanych.

- Pani Cleonice, córka kościoła Ojca Pio, opowiadała: Podczas drugiej wojny światowej mój siostrzeniec trafił do niewoli. Nie mieliśmy żadnych wieści o nim przez rok i zaczęliśmy obawiać się, że nie żyje. Jednego dnia matka tego chłopca wybrała się do Ojca Pio, uklękła przed jego konfesjonałem i zrozpaczona rzekła doń: Ojcze, powiedz mi, czy mój syn żyje. Nie odejdę stąd, dopóki nie otrzymam od Ciebie odpowiedzi. Ojciec Pio współczuł jej serdecznie i ze łzami w oczach powiedział: Wstań i idź w pokoju, niewiasto. W kilka dni później, nie mogąc znieść już cierpienia jego rodziców, zdecydowałam sama poprosić Ojca Pio o cud. Ojcze, napiszę list do mojego siostrzeńca Giovannino. Na kopercie napiszę tylko jego imię i nazwisko, bowiem nie wiemy gdzie obecnie się znajduje. A Ty i Twój Anioł Stróż znajdą go i sprawią, że ten list zostanie mu doręczony. Ojciec Pio nic nie odpowiedział więc ja szybko wzięłam się za pisanie listu. Wieczorem, przed pójściem spać położyłam go na stoliku, koło łóżka. Następnego ranka, ku mojemu wielkiemu zdumieniu i przerażeniu list zniknął. Udałam się więc do Ojca Pio aby złożyć mu dzięki lecz on powiedział: Złóż dzięki Naszej Pani.



ZŁOTY JUBILEUSZ


Przed pięćdziesięciu laty w kościele MBWW w Kluczborku związek małżeński zawarli Teresa i Henryk Packowie. Złoty jubileusz świętowali w Boroszowie, gdzie przez wszystkie te lata zamieszkiwali. Ksiądz proboszcz złożył im życzenia oraz pogratulował w imieniu własnym oraz opolskiego biskupa.

Proboszcz podarował też złotym jubilatom artystyczną grafikę przedstawiającą miejscowy kościół.


Tradycyjna szopka w boroszowskim kościele budzi zainteresowanie odwiedzających kościół. Dzieci uwielbiają figurkę-skarbonkę, po wrzuceniu monety kiwa w podziękowaniu głową.

Bornisław Pacek odwiedził wraz z wnukami kościół parafialny ze swojego dzieciństwa.



Opowiadanie Król i dworzanie

Raz pewien król, wjeżdżając do miasta, ujrzał rabbiego, który nauczał swoich uczniów, usadziwszy ich wokół siebie. Zaciekawiony król spytał: - Rabbi, czy wiesz, że posadziłeś swoich uczniów w koło, tak samo, jak ja rozstawiam wokół siebie mój dwór? Może znasz rządzące nim zasady? - Nie znam - odrzekł rabbi. - Powiedz mi, jak rozmieszczasz swoich dworzan, a ja ci powiem, jak sadzam moich uczniów. - Pierwszy krąg całego koła - odparł król - składa się z tych, co korzystają z moich szczególnych łask; są mi najbliżsi. Drugi zastrzeżony jest dla dygnitarza i ambasadorów. Trzeci obejmuje mniej znaczne osoby. - Tutaj rzeczy mają się całkiem inaczej - odpowiedział rabbi. - Ci, co siedzą tuż przy mnie, są przygłusi; w ten sposób mogą usłyszeć, co mówię. Środkowa grupa składa się z ignorantów; tym sposobem mogą zwrócić więcej uwagi na moje nauki. Zewnętrzny krąg zastrzeżony jest dla tych, co już znają Prawo; w ten sposób mogą bez uszczerbku ronić moje słowa.

        DRODZY PARAFIANIE ! Życzę wszystkim mieszkańcom parafii i gościom na terenie naszej parafii błogosławionych i obfitych w łaski Boże Świąt Narodzenia Pańskiego, a także pomyślnego Nowego Roku Pańskiego 2016. Niech dobry Bóg wszystkim błogosławi! Wasz ks. prob. Bernard Joszko

 Roku Pańskiego 2016. Niech dobry Bóg wszystkim błogosławi! Wasz ks. prob. Bernard Joszko


 Opowiadanie  Anioł Stróż pilnuje


Pewna pobożna rodzina postanowiła się wybrać o poranku do Kościoła, aby zacząć dzień z Jezusem Chrystusem. Syn Maksymilian miał w tym dniu wycieczkę do krainy magii i iluzji. Po powrocie z Mszy Świętej syn poprosił rodziców o klucze do domu, mówiąc że chce sam wszystko pootwierać. Bez wahania się zgodzili. Gdy wchodził do windy, klucze wpadły mu do szybu windy. Na różne sposoby tato próbował je wydostać, ale mu się nie udało, a czasu do wycieczki było coraz mniej.  Postanowili zadzwonić do babci, bo ma zapasowe klucze, a mieszka nie daleko. Tylko, że nie mieli telefonów przy sobie, więc pobiegli do sąsiada i zadzwonili. Nie odbierała, może wyszła na spacer z psem. Tato poszedł jej szukać, nie znalazł jej. Po jakimś czasie oddzwoniła do sąsiada, mówiąc że jest w domu. Za parę chwil rodzinka miała klucze, ale wycieczka już wyjechała. Mama zadzwoniła do nauczycielki i umówiła się na trasie. Jakby kłopotów tego poranka było mało, okazało się, że po drodze były potworne korki. Kolejny telefon i zmiana miejsca, w którym syn miał wsiąść do autokaru. Ale historia się powtarza: na drodze korki i koniec końców autobus odjeżdża. Zachęceni przez mamę otwierają Biblię i trafiają na fragment:  - Lepiej jest iść do domu żałoby, niż iść do domu wesela (Koh 7, 2) Modlą się dalej, pytając co to wszystko znaczy, i otwierają Pismo Święte na Ewangelii św. Łukasza:  - I dlaczego sami z siebie nie rozróżniacie tego, co jest słuszne? (Łk 12,57) - No tak – powiedziała mama – dlaczego tak łatwo przyjęliśmy, że Maks ma wziąć udział w wycieczce do krainy magii i iluzji? - To nie byłoby dobre – odpowiedział tato – a anioł stróż wiedział co robi, rzucając nam kłody pod nogi

Św. Jan Paweł II o życiu konsekrowanym

Maryja jest wzniosłym przykładem doskonałej konsekracji, wyrażającej się pełną przynależnością do Boga i całkowitym oddaniem się Jemu ” (VC 28). Gdy patrzymy na nasze kościoły i kaplice, to mamy przekonanie, że są one miejscami świętymi, ze względu na mieszkającego w nich Jezusa. Jego obecność je uświęca. Pomyślmy podobnie o Maryi. Ta, która nosiła pod sercem Syna Bożego sama stała się świątynią. Duch Święty ją konsekrował. Osoby konsekrowane, podobnie jak Maryja, „noszą” w sobie Jezusa, który je uświęca.




Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka, jak potrzask”.Co tak naprawdę jest lepsze: dokładnie wiedzieć kiedy nadejdzie koniec świata, czy żyć w błogiej nieświadomości, pozwalając, aby przychodzący Chrystus nas zaskoczył? Jeślibyśmy wiedzieli kiedy to ma się stać, zaczęlibyśmy zbierać myśli, przygotowywać bilans zysków i strat, żegnać się z bliskimi i koniec końców, czy takie czekanie nie stałoby się nieznośne? Może owe „znienacka” jest lepszym rozwiązaniem? Dzisiaj żyjemy, jak gdyby nigdy nic, a jutro już tego świata nie ma. Proste? Nikt się nie zamartwia, nie liczy skrupulatnie dobrych uczynków (tak jakby one miały decydujący głos o naszej przyszłości…). W adwencie naszego życia nie chodzi o neurotyczne spoglądanie na zegarek, ale o to, by „serca nie były ociężałe”. Warto więc stawiać sobie pytanie: co jest ciężarem w moim sercu? I co ciekawe, to pytanie wcale nie ma nam przypominać o konieczności dźwigania krzyża, a jeśli już, to chodzi o „krzyż”, który sami sobie nakładamy. Jeśli zasypiasz wieczorami, nie żegnając się z codziennością, to w adwencie Bóg chce Ci pomóc, abyś był choć troszkę bardziej wolny.

 

Złota myśl tygodnia

Człowiek żyje, dopóki czeka. (Benedykt XVI)

Na wesoło

Jasiu poważnie narozrabiał i znalazł się na językach całej okolicy. Po kilku dniach spotyka księdza: Wiesz, Jasiu... my to się chyba w niebie nie zobaczymy  Tak? A co ksiądz takiego złego zrobił?

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------

       Na lekcji matematyki nauczyciel pyta dzieci:

Nad rzekę poszło piętnastu chłopców. Pięciu z nich rodzice nie pozwolili wchodzić do wody. Ilu się kąpało?

 Piętnastu, panie psorze! - wyrywa się Krzyś.

       ----------------------------------------------------------------------------------------------------------

Patron tygodnia – bł. Maria Aniela Astorch, dziewica – 2 grudnia

         Maria urodziła się 1 września 1592 r. w Barcelonie. Gdy miała pięć lat, straciła rodziców. Aby być bliżej swej starszej siostry, w jedenastym roku życia przywdziała habit sióstr kapucynek. Właściwy nowicjat rozpoczęła w 1606 r. Przeszła potem okres wewnętrznego opuszczenia, który został ukoronowany darem głębszego rozumienia Pisma świętego i znajomością łaciny. Uczestniczyła potem w zakładaniu nowego domu zakonnego w Saragossie. W wieku 23 lat została tam mistrzynią nowicjuszek. Zredagowała wtedy „Directorio”, które było chyba pierwszym z jej pism. Poprzez urzędy wikarii i kierowniczki junioratu doszła potem do stanowiska przełożonej. Gdy je opuściła, na rok usunęła się do „nowicjatu" i tam przygotowywała się na „zaślubiny duchowe”. Stawszy się apostołką świętości, prowadziła krucjatę modlitw, w których prośby za dusze w czyśćcu łączyła z nabożeństwem do Najświętszego Serca Jezusowego. W szerzeniu tego ostatniego nabożeństwa natchnienie czerpała z pism św. Gertrudy, rozpowszechnianych wtedy na terenie Hiszpanii.

W roku 1645 zajęła się nową fundacją w Murcji. Jak w Saragossie, tak i tu nie obeszło się bez przeciwności i komplikacji. Powódź dwukrotnie niszczyła skromny klasztor, który pośród trudów trzeba było budować na nowo.

Pod koniec życia Maria Aniela nie kontaktowała się już z otoczeniem, zachowywała jednak jasność umysłu. Tuż przed śmiercią odzyskała nagle mowę, zaintonowała śpiew hymnu „Pange lingua” i pogrążyła się w ekstazie. Zmarła 2 grudnia 1665 r. w wieku 73 lat. Starania o jej beatyfikację rozpoczęto już w 1729 r., ale dokonał jej dopiero św. Jan Paweł II w roku 1982.



ODSZEDŁEŚ OD NAS

W dniu 26.11.2015 r. w wieku 83 lat zmarł 

ś.p. Alojzy Stencel

Pogrzeb w poniedziałek 30-11-2015 r.  o godz. 11.00

          na cmentarzu parafialnym w Boroszowie.

O godzinie 12.30 głos strażackiej syreny alarmowej w Boroszowie obwieścił wszem, że do ziemi złożono doczesne szczątki zasłużonego strażaka. Cześć jego pamięci!

.

Po wyremontowaniu organów przyszedł czas na odnowienie stacji drogi krzyżowej i krzyża noszonego w czasie procesji.  Rozważana jest także renowacja ołtarza.


W 1902 roku roku w kościele została umieszczona nowa Droga krzyżowa. Było to 14 obrazów namalowanych na płótnie farbą olejną przez artystę malarza Jana Gajdę z Żor

Droga krzyżowa została poświęcona przez księdza proboszcza Patasa 26 października 1902 roku na podstawie dekretu księdza kardynała Koppa z dnia 10 września 1902 roku. Była to fundacja parafianina Alberta Kulesy z Boroszowa.


przed renowacją

po renowacji

Ksiądz Bernard po odnowieniu obrazów drogi krzyżowej i procesyjnego krzyża powiedział "kościół w Boroszowie  nabrał nowego blasku "

foto. Norbert Krawczyk - wrzesień 2015 r.

 


Przed obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej na Jasnej Górze rzuciła kule i zaczęła chodzić. Dziś jej przypadek jest uznawany za jeden z największych jasnogórskich cudów. Historię Pani Janiny przedstawił dziennik łódzki. Przypadek Janiny Lach, mieszkanki Białej koło Zgierza, uchodzi za jeden z największych cudów, który miał miejsce w Częstochowie, przed obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej. Wszystko zaczęło się w latach 70. Janina miała 19 lat, gdy zachorowała. - Zaczęłam tracić przytomność, czułam, że moje nogi robią się bezwładne - wspomina. - Jeszcze dziś słyszę diagnozę lekarzy: pierwszy rzut stwardnienia rozsianego. Wtedy nie zdawałam sobie sprawy, jak straszna to choroba. Żyła tak jak wiele dziewczyn w jej wieku. Wyszła za mąż za Waldka. Urodziła się Ewa, potem Adam. Mieszkali wtedy w Łodzi. Jednak choroba zaczynała dawać znać. - Po kolejnym rzucie choroby nie wróciłam już do pracy w biurze łódzkiego MPK. Dostałam pierwszą grupę inwalidzką, zaczęłam chodzić o kulach - mówi pani Janina. W tym czasie odszedł od niej mąż. Ewa miała dwa lata i osiem miesięcy, a Adam rok. - Zostałam z nimi sama, a z każdym miesiącem stan mojego zdrowia był coraz gorszy - opowiada pani Janina. - Posłuszeństwa odmawiały nie tylko nogi, ale i ręce. Coraz gorzej widziałam, przestały pracować jelita. Zdałam sobie sprawę, że ostrzeżenia lekarzy się sprawdzają. Mówili, że powinnam się cieszyć, że jeszcze chodzę, a nie powinno to trwać długo. Będę kilka lat leżeć w łóżku i czekać na śmierć. Lekarstwa na tę chorobę nie wynaleziono. Miałam świadomość, że gdy stwardnienie rozsiane zaatakuje rdzeń kręgowy, to ze mną koniec. Ale ja chciałam żyć, dla dzieci! To mnie trzymało przy życiu. Marzyłam, by zostać z nimi jak najdłużej. Oprócz babci, nie miałam rodziny. Wiedziałam, że po mojej śmierci Ewa i Adam trafią do domu dziecka. Przyśniła mi się Matka Boska. Zima w styczniu 1979 roku była mroźna, ze śnieżnymi zaspami. W którąś z takich mroźnych styczniowych nocy Janina Lach miała sen. Przyśniła się jej Matka Boska. Ciąg dalszy nastąpi !Stanęła przed nią i powiedziała: - Przyjedź do mnie, na Jasną Górę! - Janina Lach zapewnia, że wcześniej nie wierzyła w sny. Jednak wtedy coś wewnątrz podpowiadało jej, że trzeba jechać do Częstochowy. - Miałam 28 lat, ale nigdy wcześniej nie byłam w Częstochowie - mówi.  
Miałam 28 lat, ale nigdy wcześniej nie byłam w Częstochowie - mówi. - Postanowiłam jechać, choć był to dla mnie wielki wysiłek. Zabrałam ze sobą Ewę, która miała wtedy niecałe siedem lat. Adama zostawiłam u babci. Był 28 stycznia 1979 roku. Do Częstochowy pojechały pociągiem. Potem taksówkarz zawiózł je pod sam klasztor. Gdy weszła z córką do kaplicy, w której znajduje się cudowny obraz Matki Boskiej Jasnogórskiej, była odprawiana msza święta. Głównym celebransem był ojciec Jerzy Tomziński. - O tych kulach zaczęłam iść w kierunku krat, oddzielających cudowny obraz od wiernych - wspomina. - W pewnym momencie zaczęła bić stamtąd w moim kierunku jasność, poczułam, że ogarnia mnie wielkie ciepło. Zobaczyłam twarz Matki Boskiej, miałam wrażenie, że coś mówi do mnie. Więcej nie pamiętam. Czułam, że jestem w jakiejś ekstazie. Po chwili zobaczyłam, że stoję bez kul. Mała Ewa krzyczała: - Oddajcie mamie kule! A kule trzymały w rękach dwie kobiety - Wanda Kilnar z Głuchołaz i siostra zakonna Rafaela Marek z Częstochowy. Potem Wanda Kilnar opowiadała mi o tym, co się wtedy wydarzyło. Miała wrażenie, że kule same odchodzą od moich rąk! Pani Wanda i siostra Rafaela zaprowadziły mnie do zakrystii i powiedziały ojcom paulinom, co się stało. Gdyby nie one, to pewno nikt nie dowiedziałby się o tym cudzie. Potem okazało się, że podobny przypadek cudownego uzdrowienia jasnogórskie kroniki zanotowały 50 lat wcześniej, 14 września 1929 roku. Cudu doświadczył wtedy 52-letni Michał Bartosiak. Od dziewięciu lat był sparaliżowany, nie mógł chodzić. Przed obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej wstał i poszedł o własnych siłach... Janina Lach nie mogła uwierzyć, że wyszła z kaplicy na swoich nogach, bez kul. Czuła się tak szczęśliwa, że nie była tego w stanie wypowiedzieć słowami. Córeczka też nie wierzyła w to, co się stało. Mówiła: - Mamo, przewrócisz mnie, to ja muszę ciebie prowadzić. Jednak po kilkunastu minutach zaczęła oswajać się z myślą, że jej mama normalnie chodzi. Zaprowadziła ją na małą ślizgawkę, która była na dziedzińcu jasnogórskiego klasztoru. Zaczęły się razem ślizgać. Pierwszy raz w życiu! Gdy wróciła do Łodzi, babcia, która wychowywała Janinę Lach, dotykała wnuczkę, płakała, nie mogła uwierzyć w to, co się stało. Mały Adaś nie odstępował mamy na krok. - Gdy byłam chora, narzekał, że nigdy nie mogę wziąć go za rękę i pójść na spacer - opowiada pani Janina. - Tak jak inne mamy chodzą ze swoimi dziećmi. Teraz mogłam nie tylko z nim spacerować, ale nosić go, przytulać. Po kilku dniach odwiedził mnie sąsiad, zapytał zdziwiony: Pani bez kul? Po cudownym uzdrowieniu poszłam pieszo na Jasną Górę, z Warszawy, żeby było dalej. W sumie byłam sześć razy. Brałam ze sobą też dzieci. Janina Lach nie mogła uwierzyć, że wyszła z kaplicy na swoich nogach, bez kul. Czuła się tak szczęśliwa, że nie była tego w stanie wypowiedzieć słowami. Córeczka też nie wierzyła w to, co się stało. Mówiła: - Mamo, przewrócisz mnie, to ja muszę ciebie prowadzić. Jednak po kilkunastu minutach zaczęła oswajać się z myślą, że jej mama normalnie chodzi. 

W niedzielę, 26 stycznia 2014 r. pani Janina Lach uczestniczyła we Mszy św. odprawionej w południe w Kaplicy Matki Bożej. Eucharystii przewodniczył o. Mariusz Małkiński.  „35-ty rok dziękuję Matce Najświętszej. Po to właśnie tu przyjeżdżam. Cała jestem oddana Maryi. Dlatego trzeba przyjechać, do Niej się przytulić, trzeba powiedzieć: ‘Matko, dziękuję Ci jak dziecko, jak małe dziecko. Przepraszam za wyrządzone Ci jakieś krzywdy, potknięcia życiowe, losowe. I prowadź dalej Matko’ – mówi pani Janina – Cały czas się czuję jak Jej dziecko, a Ona moja ukochana Mama. Wyszło to z moich lat dziecięcych, kiedy nie miałam mamy, i od dziecięcych lat przychyliłam się do Matki Najświętszej. Ta miłość do Maryi się pogłębiała z miesiącami, z latami. Teraz jestem całkowicie Jej oddana. Zawierzam Jej wszystko”. Wracając do wydarzenia cudownego uzdrowienia pani Janina wspomina, że zobaczyła Matkę Bożą we śnie, i usłyszała, że ma przyjechać na Jasną Górę. „To nie był zwykły, prosty sen, tylko to było wezwanie. Przyjdź do mnie na Jasną Górę, tu otrzymasz łaski, tu zostaniesz uświęcona. Więc ja tu przybyłam z ufnością, ale nigdy nie odczuwałam czegoś takiego, że przyjechałam tu po coś, żeby coś otrzymać, a tym bardziej łaskę uzdrowienia”.  Świadkiem wydarzenia były: s. Rafaela Marek i pani Wanda Kilnar z Głuchołaz, matka o. Nikodema Kilnara, paulina. „Siostra od razu wiedziała, że jest to cud, bo widziała, jak ja się zachowywałam, obserwowała mnie, jak weszłam do Kaplicy, doszłam do krat. A osoba świecka, pani Kilnar, odebrała kule, i powiedziała: ‘ojej, ja widziałam chyba cud’ – opowiada Janina Lach – Z tymi kulami s. Rafaela poszła na zakrystię. Wtedy Mszę św. odprawiał o. Jerzy Tomziński, który dzieli się z którymś z braci, i mówi tak: ‘Ty wiesz, że dzisiaj ja czułem, jak gdyby Matka Najświętsza była na ołtarzu, wśród nas. Ty wiesz, że ja coś czułem’. A s. Rafaela powiedziała: ‘Dobrze ojciec czuł’, i podniosła do góry kule. I ojciec powiedział: ‘No tak, nic się nie pomyliłem’. A ja spacerowałam po zakrystii demonstrując, że dobrze chodzę, w jednej chwili”.  W 2005 r. Janina Lach podczas głoszenia świadectwa wiary młodzieży gimnazjalnej w Parznie koło Łasku uległa wypadkowi, w którym straciła wzrok. „Po kilku miesiącach córka mnie tu przywiozła, na Jasną Górę – mówiła pani Janina - Ciepło powiało na moje oczy i widzę. Nikt mi nie wierzy, że ja widzę, bo moje badania, dokumenty wskazują, że jestem osobą niewidzącą”.  „Jestem wdzięczna Matce Najświętszej za cuda, jakich mama doznała. I proszę o pomoc, o otoczenie naszej rodziny dalszą opieką, ale przede wszystkim w moim sercu jest wielka wdzięczność dla Matki Najświętszej” – mówi Ewa, córka pani Janiny, która była świadkiem drugiego cudu, kiedy mama odzyskała wzrok. „Czułam, że ten przyjazd nie będzie bezcelowy, bo Matka Najświętsza dużą opieką otacza mamę, i nas” – wyznaje. 
Podczas wizyty na Jasnej Górze pani Janinie Lach towarzyszyli także sąsiedzi – Elżbieta i Jarosław Walczak. „Staramy się dziękować za ten cud podwójnego uzdrowienia razem z panią Janiną” – mówi Elżbieta Walczak. „To, co się czyta w Piśmie Świętym o cudach, które tam są, to tu mamy namacalny cud, którego praktycznie możemy dotknąć. To jest dla nas zaszczytem, że możemy w czymś takim uczestniczyć” – dodaje pan Jarosław.



W dniu 19 lipca obchodzono uroczystości odpustowe w kościele pod wezwaniem Marii Magdaleny w Boroszowie.

Sumę odpustową odprawił Ojciec Eryk Katulski ofm - misjonarz z Boliwii .

 http://www.polskieradio.pl/37/225/Artykul/763513,Misjonarz-na-rzekach





          Dnia 03-07-2015r. w wieku 60 lat zmarł

          śp. Jan Moczygemba
 Pogrzeb odbędzie się w dniu 07 Lipca 
o godz. 11.00 

         na cmentarzu parafialnym w Boroszowie.


Nie cały odszedłeś ...
A czyny Twe niech sławią imię Twoje

 Ku rozpaczy najbliższych, wieko trumy skryło na zawsze Twe oblicze Ksiądz Bernard Twój proboszcz i wdzięczny przyjaciel nie omieszkał wspomnieć o Twych licznych zasługach. W łacińskiej sekwencji stwierdził, że nie cały odszedłeś - pozostawiłeś na swej drodze liczne dzieła i uczynki, głównie dobre uczynki, które nie pozwolą zapomnieć Twojej osoby Janku. 

Brat Joachim i siostra Krystyna ze swymi rodzinami wyruszyli bezpośrednio za trumną. Tak każe tradycja. Jednak wszyscy zgromadzeni byli swymi sercami tuż przy Tobie.

W kondukcie pogrzebowym znaleźli się także ci, którzy Cię kochali i szanowali. Były delegacje z zakładu pracy, Cechu Rzemiosł Różnych w Oleśnie. Rady Sołeckiej i Parafialnej, Grupy Odnowy Wsi, a także Twoi druchowie - strażacy. Modlitewna Róża różańcowa, do której należałeś.










W swej ostatniej drodze spocząłeś na chwilę w kościele. Ksiądz przypomniał, że nie było mszy, którą opuściłeś bez przyczyny. Zawsze posługiwałeś jako kościelny. Całą swą wiedzę poświęcałeś by Dom Boży stawał się piękniejszy.







Niekiedy śmierć przychodzi niezapowiedziana, … że nie zdążyliśmy się nawet pożegnać. Niekiedy Nas zupełnie zaskakuje, … gdy mieliśmy jeszcze tyle planów. Niekiedy przychodzi zbyt szybko, … bo nie zdążyliśmy się nawet przeprosić, a niekiedy przychodzi jak wyzwolenie, gdy kończy czas choroby i trudnego cierpienia.



Drogi Świętej Pamięci Janku.

Dziękujemy dzisiaj Panu Bogu za dar Twojego życia. Twoje przedwczesne odejście napełniło nas bólem i bardzo nam Ciebie brakuje.
W ośrodku Caritas w Lourdes istnieje Zegar Miłosierdzia, bez wskazówek, który nie odmierza czasu, bo dobroci i miłosierdzia nie mierzy się czasem. Ty Janku, również nie liczyłeś czasu i nie da się zmierzyć Twojej dobroci.
Miałeś czas dla każdego – swego Najlepszego Przyjaciela Pana Jezusa i Matki Boskiej, swojej ukochanej Matki ziemskiej, którą tak niedawno pochowałeś, dla całej rodziny, a szczególnie dla ukochanego rodzeństwa: brata Joachima i siostry Krystyny z rodzinami, dla sąsiadów, księdza proboszcza, sołtysa, mieszkańców naszej wioski, wspólnoty parafialnej Parafii Biskupice, Róży Różańcowej, strażaków, Grupy Odnowy Wsi, Pracodawcy, współpracowników oraz uczniów, dla których byłeś kiedyś wyrozumiałym majstrem.



Zżyliśmy się z widokiem uśmiechniętego Świętej Pamięci Janka, który w swoim ubraniu roboczym, z nieodzowną skrzynką z narzędziami, spieszył do wszystkich potrzebujących pomocy.

Nigdy nikomu nie odmówiłeś pomocy, rady i wsparcia.
Godziłeś obowiązki domowe z pracą na rzecz naszych wszystkich społeczności. Twoje życie przeminęło, ale owoce Twojej pracowitości pozostały wokół nas; w ukochanej przez Ciebie świątyni, w której zgromadziliśmy się, aby okazać Ci naszą wdzięczność i Cię pożegnać, w naszych parafialnych kościołach, kaplicy przedpogrzebowej, na cmentarzu, w klubie, w strażnicy oraz w naszych domach.

Żeby wszystko wymienić i niczego nie zapomnieć powstałaby długa litania.
Nasze krzyże: w kościele, na cmentarzu, krzyż misyjny i krzyże przydrożne, będą po wsze czasy świadectwem Twojej wiary i poświęcenia dla Boga oraz bliźniego.






Po szerokich krosnach życia biegną nitki wzdłuż i wszerz, i krzyżują Twoje życie, nie pytając czy tak chcesz…
Nasz Brat Janek tak bardzo chciał żyć, ale posłuszny na twe wezwanie, odszedł do Ciebie Panie.

Chciał nacieszyć się jeszcze swoim domem, w którym dzisiaj był po raz ostatni… ale teraz w wieczności, w Swojej niebiańskiej ojczyźnie, ma pałac, tam hen poza chmurami, wśród gwiazd, w tym jasnym niebie, gdzie młodość wciąż trwa, gdzie łzy nie płyną, wszystkie troski przeminą, tam Mu Nasz Zbawca, którego figurkę Zmartwychwstałego, tak chętnie w swoim życiu nosił - koronę da.
Pielgrzymował do górnych stron, tam dostanie nagrodę i wieczny dom.

W ostatnią niedzielę Swego życia, gdy choroba uniemożliwiła Mu pielgrzymowanie na Górę Św. Anny, wspomniał, że byłaby to jego 43 pielgrzymka mężczyzn.

Nasz Drogi Świętej Pamięci Janku.

W Swoim ziemskim ogrodzie zostawiłeś kwitnące róże, ale najpiękniejszy bukiet, z niezliczonych Twoich dobrych uczynków, zabrałeś ze Sobą, w ten lipcowy pierwszy piątek miesiąca, przed Boży Tron Ojca Niebieskiego i Matki Przenajświętszej


Dziękując Ci za wszystko dobro, każdemu z nas wyświadczone, zapewniamy Cię, o naszej modlitewnej pamięci i mówimy do zobaczenia u niebieskich bram, gdzie Chrystus Pan, mieszkania przygotował wszystkim Nam.

Bóg Ci zapłać. Za Twą pracę, a ostatnio cierpienie i ból, niech Cię nagrodzi Chrystus Król.

Spoczywaj w pokoju…

( Mowa pożegnalna wygłoszona przez sąsiadkę Irenę Anczurowską w imieniu mieszkańców).




Byłeś przy mnie także w trudnych chwilach


Janku, przyjacielu, było dla mnie zaszczytem, że tak mogłem Cię nazywać. Swą ziemską pracą dawałeś ludziom radość, czasami spełniałeś ich marzenia. Swą rękę przykładałeś do większości dzieł, które sławiły Boroszów i jego mieszkańców. Czasami wspominałeś dzieciństwo i nasze zabawy. Zabawki robiliśmy sami. Dawały nam niezapomnianą radość. Na jakiś czas nasze drogi rozeszły się. W ostatnich latach poznawałem Cię na nowo. Podziwiałem Twą wiedzę i zaangażowanie. Wspomagałeś mnie i uczyłeś gdy realizowałem własne pasje. Twa osoba zainspirowała mnie do ustanowienia medalu „Dębowej gwiazdy” jako szczególnego wyróżnienia dla osób pracujących na rzecz boroszowskiej społeczności. Wyróżnienie przyjąłeś jednocześnie z księdzem Bernardem Joszko. Wasze zasługi choć w różnych kategoriach czyniły Was równymi. Zabrakło Ci życiowego szczęścia. Dowodzi tego niejako Twa niespodziewana i przedwczesna śmierć. Pojęcie szczęścia nie znajduje jednolitej definicji. Chcę wierzyć, że oceniałeś swe życie jako szczęśliwe. Nigdy nie zapomnę słów Twojej Matki „Janek już taki jest, każdemu uczyni, swoje zostawi ale odmówić nie potrafi”. To stanowiło sens Twego życia. Urodziłeś się by wspierać innych i dawać im szczęście. Swoje szczęście brałeś natomiast z tego co mogłeś dać innym. Jako jedyny z mieszkańców wchodziłeś w skład  zarządów wszyskich organizacji wiejskich. Czynione innym dobro odwzajemniano zaufaniem. Starałem się by Twoje czyny nie zostały zbyt szybko zapomniane. By splotły się z lokalną historią. Dziś z ust księdza proboszcza usłyszałem zapewnienie, że nie myliłem się. Ksiądz także opisze Twoją osobę w parafialnych księgach, co gwarantuje historyczną pamięć. Wierzę w Twą ponad czasową przyjaźń i ze spokojem oczekiwał będę ponownego spotkania w lepszym świecie. Niech się stanie!
Stanisław Banaśkiewicz



Na wesoło W mieszkaniu dzwoni telefon.

Słuchawkę podnosi ojciec trzech dorastających córek i słyszy, jak ktoś ciepłym barytonem pyta:  Czy to ty, żabko?  Nie, tu właściciel stawu...


Bandyta wpada do pociągu i krzyczy:  Nie ruszać się, to jest napad!  Jakiś pasażer z ulgą:

Ojej, aleś mnie pan wystraszył… już myślałem, że to konduktor. 


Patron tygodnia – bł. Maria Romero Meneses, zakonnica – 7 lipca Maria urodziła się 13 stycznia 1902 roku w Granadzie w Nikaragui. Była jedenastym z trzynaściorga rodzeństwa. Od ojca, Feliksa Romero Menesesa, który był ministrem rządu, a równocześnie człowiekiem wrażliwym na ludzką nędzę, Maria nauczyła się miłości do potrzebujących. Odkryła w sobie powołanie do życia zakonnego i w 1923 r. wstąpiła do zgromadzenia Córek Maryi Wspomożycielki, popularnie zwanych salezjankami. Po odbyciu nowicjatu złożyła czasowe śluby zakonne w San Salwador, a profesję wieczystą w Nikaragui. Pierwszą placówką, na której przyszło jej pracować, była szkoła żeńska w San Jose, w Kostaryce. Maria łączyła pracę wychowawczą w szkole z działalnością charytatywną. Gromadziła biedne i opuszczone dziewczęta w oratorium, a do pomocy angażowała uczennice. Grupę tych pomocnic nazwała „małymi misjonarkami”. Wkrótce Maria zrezygnowała z posady nauczycielki i poświęciła się katechizowaniu dzieci i dorosłych oraz opiece nad potrzebującymi. Założyła specjalną wioskę dla najuboższych rodzin, zapewniając każdej z nich własny dom. Siłę do pracy charytatywnej czerpała z nabożeństwa do Najświętszego Sakramentu i do Matki Bożej Wspomożycielki Wiernych. Dzięki jej staraniom w centrum San Jose został zbudowany kościół poświęcony Najświętszej Maryi Pannie. Z czasem powstało 36 oratoriów, w których zbierały się dziewczęta, dzieląc się z siostrami troskami i marzeniami. Pod kierunkiem s. Marii uczyły się katechizmu i otrzymywały pomoc materialną. W 1955 roku około sto rodzin otrzymywało regularnie pomoc, a ponad pięć tysięcy dzieci uczęszczało na katechezę. Siostra Maria zmarła na zawał serca 7 lipca 1977 roku w Nikaragui. Rząd Kostaryki ogłosił ją honorową obywatelką swego kraju, a rada miasta San Jose jej imieniem nazwała jedną z ulic. Do grona błogosławionych zaliczył ją papież św. Jan Paweł II w dniu 14 kwietnia 2002 roku.




JUBILEUSZ

W dniui 25-06-2015 r. w Biskupicach, w kościele św. Jadwigi została odprawiona msza święta z okazji 68 urodzin proboszcza, księdza prałata Bernarda Joszko.

W  imieniu rady parafialnej z Boroszowa życzenia złożyli:  Eryka Bartoszek, Agnieszka Grabińska i Agata Krawczyk.

Życzenia od przedstawicieli rady parafialnej z Biskupic , Dróg Biskupskich i Kolonii Biskupskiej.

Informacja: Norbert Krawczyk


W dniu 21 czerwca przy kapliczce Serca Pana Jezusa w Boroszowie odbyło się popołudniowe nabożeństwo.


Po nabożeństwie biesiada przy kawie i domowych wypiekach przygotowane przez gospodynie z Boroszowa .






foto. Norbert Krawczyk


Opowiadanie Głodny kogut  Pewien głodny i bardzo zdenerwowany z tego powodu kogut, gorączkowo szukał czegoś do jedzenia. Dziobał wszędzie: pod kawałkami drewna, wśród liści, wokół kamieni i nawet pod nimi. Nagle się zatrzymał. Ujrzał przed sobą kamień zupełnie inny od pozostałych, błyszczący w szczególny sposób. Kogut zaczął wpatrywać się w to dziwne zjawisko. Wtedy zrozumiał. To nie był zwykły kamień. Wskazywał na to jego kształt, rozmiary i ten szczególny blask.  - Ludzie nazwaliby cię diamentem - mruknął głodny kogut - ale, zwykły czy niezwykły, dla mnie nie jesteś więcej wart niż ziarnko ryżu - stwierdził i odwrócił się, by dalej dziobać w poszukiwaniu jedzenia. Ci, którzy są zajęci szukaniem jedynie tego, co przyziemne, przechodzą obojętnie obok cennych wartości, nawet jeśli je dostrzegają. Aby odkryć to  co się liczy naprawdę, trzeba chcieć to odnaleźć.

OSTATNIE POŻEGNANIE
Dnia 08-06-2015r. w wieku 92 lat zmarła
śp. Zofia Więcławik

Pogrzeb w dniu 11-06-2015r.(
czwartek) o godz. 14.00 na cmentarzu parafialnym w Boroszowie.

Patron tygodnia – bł. Maria Karłowska, zakonnica – 6 czerwca

                Maria Karłowska urodziła się 4 września 1865 r. we Słupówce w Wielkopolsce jako jedenaste dziecko rodziny ziemiańskiej. Wychowywała się w atmosferze głębokiej pobożności, karności i szczerego patriotyzmu. Dzieciństwo i młodość spędziła w Poznaniu, gdzie w roku 1882, mając 17 lat, na ręce swego spowiednika złożyła ślub dozgonnej czystości. Po śmierci obojga rodziców w 1882 r. Maria odbyła kurs kroju i szycia w Berlinie i podjęła pracę w prowadzonej przez swą siostrę pracowni haftu i szycia jako instruktorka zatrudnionych tam dziewcząt. Oddawała się też z zapałem działalności dobroczynnej wśród chorych, ubogich i potrzebujących, wśród wielodzietnych rodzin i rozbitych małżeństw w najnędzniejszych dzielnicach miasta.

            Od 1892 r. poświęciła się opiece nad dziewczętami słabymi i zagubionymi moralnie. Miejscem ewangelizacji były dla niej bramy kamienic, cmentarz, ulica, dom publiczny, więzienie, oddział w szpitalu miejskim przeznaczony dla kobiet z chorobami wenerycznymi. Dzięki Bożej pomocy udało się jej otworzyć 9 ośrodków wychowawczych, wyposażonych w różnorodne warsztaty pracy, gdzie wychowanki miały możliwość rehabilitacji społecznej i religijnej.

            W roku 1894 Maria Karłowska założyła Zgromadzenie Sióstr Pasterek od Opatrzności Bożej, którego zawołanie brzmi: „Szukać i zbawiać to, co zginęło”. Zmarła w opinii świętości 24 marca 1935 r. w Pniewitem na Pomorzu.

6 czerwca 1997 r. św. Jan Paweł II podczas swojej wizyty w Zakopanem ogłosił Marię Karłowską błogosławioną.

W dniu 07-06-2015 roku w Boroszowie przygotowano cztery ołtarze, do których odbyła się procesja związana ze świętem  Bożego Ciała.


Przystrojony przez rodzinę Kajda - Korzonek

Przystrojony przez rodzinę Grobelny

Przystrojony przez rodzinę Kopeć

Przystrojony przez rodzinę Famuła

Procesję poprowadził nowo wyświęcony ksiądz Dawid Kontny z Wysokiej.

Po mszach świętych ksiądz Dawid Kontny udzielił wiernym błogosławieństwa prymicyjnego.




Na twarzy księdza Dawida widać radość, że także dzieciom pozwolono przyjść do niego. Błogosławieństwo prymicyjne posłuży im także w dorosłym życiu.

foto. Norbert i Damian Krawczykowie

        Papież Franciszek, mówiąc o Duchu Świętym, odwołuje się do sytuacji z życia rodzinnego: „Pomyślcie o mamie w domu z dziećmi: kiedy jedno z nich robi jedno, inne myśli o drugim, i biedna matka biega z jednego krańca w drugi z problemami dzieci. A kiedy mamy się zmęczą i nakrzyczą na dzieci, czy jest to mądrość? Czy nakrzyczenie na dzieci jest mądrością? Co mówicie, jest to mądrość, czy nie? Nie! Natomiast kiedy matka bierze dziecko i delikatnie je strofuje, mówiąc: „Ale tego się nie robi, z tego, czy innego powodu...”, i cierpliwie wyjaśnia - czy to jest Boża mądrość? Tak! To jest to, co nam daje w życiu daje Duch Święty”. Ile razy w naszej codzienności, mimo dobrych chęci, odczuwamy niesmak związany z tym, że to i owo nie wyszło? Wiemy, co jest dobre i do czego powinniśmy dążyć, ale często nie wiem jak. Okazuje się, że słowo, które wypowiedzieliśmy w danej chwili nie było najlepsze i może wprowadziło niepotrzebny niepokój, albo było na tyle mocne, że zadana przez nie rana przysłoniła naszą dobrą intencję.„Mamy w sobie, w naszym sercu Ducha Świętego – wyjaśnia papież - Możemy Go słuchać, albo nie. Jeśli słuchamy Ducha Świętego, to uczy On nas drogi mądrości, obdarowuje nas mądrością, pozwalającą nam postrzegać rzeczywistość oczyma Boga, słyszeć uszami Boga, miłować sercem Boga, osądzać rzeczy Bożym osądem. To właśnie jest mądrość, jaką nas obdarza Duch Święty, a my wszyscy możemy ją posiadać”.Jeśli zastanawiasz się po co kolejny raz przeżywać Zesłanie Ducha Świętego, to może właśnie po to, by uświadomić sobie, jak wiele może On przez Ciebie i w Tobie uczynić.

Opowiadanie Nad przepaścią

Pewien buddyjski mnich spokojnie wracał do swego położonego w górach klasztoru, gdy znienacka zaatakował go wygłodzony niedźwiedź. Mnich rzucił się do ucieczki, a niedźwiedź za nim. Nagle mnich dostrzegł, że znajduje się na krawędzi głębokiej przepaści. Miał do wyboru: rzucić się w otchłań lub też pozwolić, by niedźwiedź rozszarpał go na strzępy. Wygłodniałe zwierzę zbliżało się i już pokazywało swe groźne kły. Mnich skoczył w przepaść, lecz zupełnie niespodziewanie udało mu się uchwycić za gałąź krzewu wyrastającego na położonym niżej występie. Spojrzał w dół i ujrzał tam rozwścieczonego z głodu tygrysa z wyszczerzonymi kłami.I tak nieszczęsny mnich trwał, uczepiony kurczowo gałęzi, podczas gdy ponad nim niedźwiedź wydawał groźne pomruki, a poniżej czyhał na niego tygrys. W tej właśnie chwili, zaniepokojone hałasem, wyszły ze swej nory dwie małe myszki i zaczęły obgryzać gałąź, której trzymał się mnich. Sytuacja była rozpaczliwa. Nagle mnich dostrzegł krzak dzikich truskawek z kilkoma dojrzałymi czerwonymi owocami, wprost stworzonymi do tego, by je natychmiast zjeść. Wyciągnął rękę, zerwał dwie truskawki, włożył do ust i z zachwytem zawołał:- Jakie dobre! Cóż za wspaniały smak!Nikt nie może znaleźć się w sytuacji na tyle rozpaczliwej, by nie móc znaleźć żadnego powodu do radości. Umiejętność odkrycia go wypływa z siły duchowej i poczucia humoru.

RELIGIJNE WYDARZENIA


W dniu 31 maja 2015 roku do Pierwszej Komunii Świętej przystąpił min. Filip Wincer z Boroszowa. Z tej okazji najserdeczniejsze życzenia od całej wspólnoty parafialnej. 



NOWA KAPLICZKA

Na placu pomiędzy plebanią, a kościołem w Biskupicach wybudowano nową kapliczkę. Jej oryginalność polega na tym, że wkomponowano ją w pień usychającego kasztanowca.


Upamiętnia dzień kanonizacji papieża Jana Pawła II. Ma zachęcać do modlitwy i kultu tego Wielkiego Polaka.

W dniu 22 października obchodzone jest święto Świętego Jana Pawła II. W tym też dniu 2014 roku ksiądz proboszcz Bernard Joszko poświęcił nową kapliczkę.

Ozdobny daszek kapliczki wykonali górale z Jasła. Świetnie komponuje się ona z pozostałymi kasztanowcami, szczególnie w porze kwitnienia drzew.

 

Obraz ukazany w dzisiejszej Ewangelii można by podsumować żartobliwie stwierdzeniem, że chrześcijanin to niezwykły człowiek — jego duch musi mieć wiele kilometrów wzrostu, tak, aby mając głowę w chmurach, jednocześnie mocno stał na ziemi. Wystarczy przywołać dzisiejszą scenę z Dziejów Apostolskich: ludzie zgromadzeni podczas wniebowstąpienia Chrystusa wpatrywali się w niebo nawet wtedy, gdy nie było już niczego widać. Musiało to trwać bardzo długo, skoro Bóg posłał na ziemię dwóch aniołów. Pocieszyli oni osamotnionych uczniów zapewnieniem, że przecież Zbawiciel powróci. Jednakże w ich pytaniu: „Dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo?” tkwił też delikatny wyrzut: „Nie stójcie tak. Czeka na was wiele zadań, trzeba głosić Ewangelię całemu światu”.

Oczywiście są ludzie, których powołaniem życiowym jest wyłącznie modlitwa i kontemplacja, ale dla „zwykłych” świadków Chrystusowych modlitwa i czyn muszą iść w parze. Dlatego właśnie aniołowie zostali posłani do grupy obserwującej wniebowstąpienie Jezusa — musieli przypomnieć, że oczekiwanie na powtórne przyjście to nie tylko wpatrywanie się w niebo i wychwalanie Boga, ale także konkretny czyn wynikający z przesłania Ewangelii.

Dziś misja aniołów polegała by na czymś odwrotnym. Dzisiaj powiedzieliby raczej do wyznawców Chrystusa: „Zatrzymajcie się czasem w waszym zabieganiu i spojrzyjcie w niebo. Pan przyjdzie powtórnie na ziemię”. Pamiętajmy o tym w codzienności naszych przepełnionych różnorodnym działaniem dni.  

Patron tygodnia – św. Rita z Cascia, zakonnica – 22 maja Rita urodziła się około 1380 r. w rodzinie ubogich górali w Rocca Porena, niedaleko Cascii (Umbria) jako jedyne dziecko. Według podania miała być dzieckiem wymodlonym przez pobożnych rodziców. Na chrzcie otrzymała imię Małgorzata (Rita jest jego zdrobnieniem). Na życzenie rodziców wyszła za mąż. Porywczy, brutalny mąż był powodem wielu jej dramatów. Rita znosiła swój los z anielską cierpliwością. Mąż Rity zginął zabity w porachunkach zwaśnionych rodów.

Rita była matką dwóch synów, z którymi miała kłopoty wychowawcze. Prosiła Boga, aby raczej zabrał ich ze świata niż mieliby stać się zabójcami. Bóg wysłuchał tej prośby. Obaj młodzieńcy, którzy planowali pomścić ojca, zmarli podczas epidemii. Rita jako trzydziestokilkuletnia wdowa wstąpiła do zakonu augustianek, które miały swój klasztor w Cascii. Ponieważ była analfabetką, została przyjęta do sióstr, które były przeznaczone do codziennej posługi w klasztorze. Często w ciągu dnia i nocy całowała z miłością obrączkę zakonną, która symbolizowała jej mistyczne zaślubiny z Jezusem.

Miała szczególne nabożeństwo do Bożej męki. Widziano ją nieraz, jak leżała krzyżem, zalana łzami. Prosiła gorąco Jezusa, by dał jej zakosztować męki. W czasie modlitwy poczuła nagle w głowie silne ukłucie. Na tym miejscu wytworzyła się bolesna rana, która zadawała jej nieznośne cierpienia przez 15 lat, aż do śmierci. Aby jednak uniknąć sensacji, Rita prosiła Chrystusa, by rana była ukryta, nadal jednak sprawiając cierpienia. Rita odznaczała się posłuszeństwem, duchem modlitwy i cierpliwości. Będąc prostą i niewykształconą osobą, osiągnęła szczyty kontemplacji. Zmarła na gruźlicę 22 maja 1457 r. w Cascii. Klasztor i kościół w tym mieście, w którym została pochowana, jest miejscem tłumnych pielgrzymek. Papież Urban VIII w roku 1628 zatwierdził jej kult. Uroczysta kanonizacja św. Rity odbyła się 24 maja 1900 r. Dokonał jej papież Leon XIII. Św. Rita jest patronką w sprawach trudnych i beznadziejnych.

Św. Jan Paweł II o życiu konsekrowanym„Ci, którzy otrzymali święcenia, są żywymi wizerunkami Chrystusa - Głowy i Pasterza, prowadzącego swój Lud, który wędruje przez rzeczywistość doczesną, pomiędzy „już” a „jeszcze nie”, w oczekiwaniu na Jego przyjście w chwale” (VC 16)Nie sposób pomyśleć o dobrej pielgrzymce bez kompetentnego przewodnika. Na drogach naszego życia Chrystus nie zostawia nas samych, ale posyła wyświęconych „przewodników”, aby pomagali nam dotrzeć do celu, którym jest dla nas zjednoczenie z Bogiem.



W niedzielę 10 maja 2015 roku odbyła się msza święta  przez wstawiennictwo świętego Floriana w intencji strażaków.

Ksiądz proboszcz Bernard Joszko w uznaniu dla strażackiego trudu nadaje mszy bardziej uroczysty charakter.




Nie mniej uroczyście prezentują się strażacy w galowych mundurach i ze sztandarem jednostki.


Nawrócił się tuż przed egzekucją  Egzekucja w Libii.  W środku - Ich Bóg jest moim Bogiem – w ten sposób jeden z zakładników Mathew Ayairga porwanych przez terrorystów z Państwa Islamskiego wyznał wiarę w Chrystusa. Został za to ścięty. Wcześniej był niewierzący. Ujawnione zostały nazwiska 21 mężczyzn z Kościoła Koptyjskiego, którzy zostali porwani z miasta Syrta w Libii, gdzie pracowali zarabiając na swojerodziny, a następnie brutalnie zamordowani przez bojowników Państwa Islamskiego w lutym tego roku.Początkowo uważano, że mężczyźni ścięci za swoją wiarę pochodzili z ubogich wiosek w Egipcie. Jednak po ukazaniu się w Internecie nagranego przez ISIS materiału filmowego z egzekucją, przyjacielerozpoznali na nim Mathew Ayairgę. Mathew był jedną z ofiar, której tożsamość nie była początkowo znana. Według agencji prasowej Ahram-Canadian pochodził z Czadu i zaginął w styczniu 2015 r. Film pokazuje porwanych mężczyzn ubranych w pomarańczowe kombinezony, klęczących na plaży oraz stojących za nimi ubranych na czarno oprawców. Mężczyźni byli kolejno ścinani. Film wyraźnie pokazuje wielu z mężczyzn modlących się „Panie Jezu Chryste” w swoich ostatnich momentach życia. Zgodnie z doniesieniami, Mathew nie był chrześcijaninem. Jednak na chwilę przed śmiercią, gdy bojówkarze ISIS domagali się od niego przejścia na islam, odmówił. Zdecydował się zostać naśladowcą Chrystusa prawdopodobnie w wyniku świadectwa wiary współtowarzyszy. Na filmie jeden z terrorystów pyta Mathew: „Czy zapierasz się  Chrystusa?”, na co on odpowiada: „Ich Bóg jest moim Bogiem”. Po tym dołączono go do grupy przeznaczonej na śmierć. 

Patron tygodnia – bł. Gizela, ksieni – 7 maja  Gizela Bawarska urodziła się w 985 r. w okolicach Ratyzbony. Jej ojcem był Henryk II, książę Bawarii, a matką - Gizela Burgundzka. Była siostrą cesarza, św. Henryka II. W dzieciństwie była prawdopodobnie uczennicą św. Wolfganga z Ratyzbony, który wcześniej był misjonarzem na terenie Węgier i miał namawiać Gizelę do wyjazdu na dwór w Ostrzychomiu, by przypieczętować pokój między Niemcami i Węgrami. Miała zaledwie 10 lat, kiedy ówczesnym zwyczajem została zaręczona ze św. Stefanem, późniejszym królem Węgier. Ślub odbył się nieco. Orędownikiem tego małżeństwa był podobno św. Wojciech, który ochrzcił (lub bierzmował) św. Stefana. W tym świętym małżeństwie urodziło się prawdopodobnie czworo dzieci, z których dwoje zmarło zaraz po urodzeniu. Znamy imiona dwóch synów: Otto i Emeryk. Obaj z ojcem zostali ogłoszeni świętymi.Według świadectw kronik Gizela była nie tylko kochaną małżonką św. Stefana, ale także mądrą współrządzącą państwem, które dopiero dźwigało się z pogaństwa. Korzystając z tego, że święty małżonek zajęty sprawami politycznymi dał jej wolną rękę w czynieniu dobra, była szczodrą w rozdawaniu jałmużny i ofiar na cele kościelne. Ufundowała kilka klasztorów i kościołów, przez co wielce się przysłużyła utrwaleniu chrześcijaństwa na ziemi węgierskiej. Jej staraniom przypisuje się wystawienie katedry w Veszprem (gdzie obecnie znajduje się część jej relikwii). Uposażyła również wiele kościołów w sprzęty i paramenty liturgiczne. Po śmierci św. Stefana w 1038 r. Gizela musiała przejść cały szereg udręk i prześladowań ze strony pretendentów do tronu, którzy chcieli przywrócić na Węgrzech pogaństwo. Przy pomocy brata, Henryka II, powróciła w 1045 r. do Niemiec, do Niederburga w pobliżu Pasawy, gdzie wstąpiła do benedyktynek, by tam dopełnić lat swojego życia. Zmarła jako ksieni tego opactwa w 75. roku życia w 1060 r. Zachował się do dziś jej oryginalny grobowiec z XI stulecia. Błogosławioną została ogłoszona przez bł. Pawła VI w 1975 roku.

W okresie wielkanocnym w czasie mszy świętych urządzane są procesje wokół kościoła





Kapłani katoliccy na „Titanicu”

Powszechnie wiadomo, że feralnej nocy z 14 na 15 kwietnia 1912 roku, gdy tonął „Titanic” do końca grała orkiestra. Gdy oceaniczne fale wdzierały się na kolejne pokłady i jasne się stało, że wszystkie szalupy są już pełne, orkiestra zaczęła grać dla tych co pozostali na głównym pokładzie (i dla siebie) pieśn „Być bliżej Ciebie,  o Boże mój”. Na pokładzie „Titanica” było trzech księży katolickich oraz jeden irlandzki seminarzysta. Tylko ten ostatni przeżył katastrofę. Tych trzech kapłanów znalazło się wśród ofiar tragicznej kolizji statku z górą lodową. Wszyscy odrzucili  propozycję zejścia do łodzi ratunkowej i uratowania swego życia. Ci kapłani trwali do samego końca z powierzonymi im ludźmi, niosąc im  nie słowa grozy, ale pocieszenie płynące z sakramentów i modlitwy. Jednym z księży był 27 -letni ks. Józef Montwiłł. Był Litwinem. Miał pracować w Ameryce. Na pokład „Titanica” zabrał około sześciuset rękopisów ludowych pieśni litewskich zebranych przez kleryków sejneńskiego seminarium duchownego, które miały być wydane w USA.  Drugim księdzem był 41 - letni niemiecki zakonnik benedyktyn ks. Joseph Peruschitz. Do końca udzielał ludziom rozgrzeszenia oraz prowadził modlitwę różańcową. Trzecim był ks. Thomas Byles, który aż dwukrotnie odrzucił propozycję zejścia do łodzi ratunkowej na rzecz udzielenia pomocy duchowej innym ofiarom tragedii, kiedy szedł na dno "niezatapialny" statek.  42-letni angielski konwertyta (nawrócił się z wiary anglikańskiej na katolicką) , ks. Byles zmierzał do Nowego Jorku, aby odprawić mszę ślubną dla swojego brata, William'a. Sprawozdania mówią, że odmawiał brewiarz (modlitwy kapłańskie) na górnym pokładzie, kiedy Titanic uderzył w górę lodową w nocy, 14 kwietnia 1912 r.  Była to druga niedziela wielkanocna obecnie - Miłosierdzia Bożego. Tego dnia ksiądz Byles – i dwaj inni kapłani – odprawił swoją ostatnią Mszę Świętą. Świadkowie dobrze zapamiętali słowa, które kapłan wypowiedział wówczas podczas swojego ostatniego – jak się okazało – kazania. A mówił o groźbie stania się „duchowym wrakiem w czasach pokusy” i nawoływał do „korzystania z szalup ratunkowych w postaci modlitwy i sakramentów". Według relacji świadków, kiedy statek zaczął iść na dno ksiądz pomagał kobietom i dzieciom wsiadać do łodzi ratunkowych, potem słuchał spowiedzi, udzielał rozgrzeszenia i prowadził wspólnie odmawiany Różaniec. Jedna z ocalałych  pasażerek, powiedziała, że kiedy statek tonął ksiądz Byles "stał na pokładzie z katolikami, protestantami i Żydami klęczącymi wokół niego". "Ks. Byles odmawiał różaniec i modlił się o wieczny odpoczynek dusz tych, którzy mieli zginąć" - powiedziała dla dla gazety "New York Telegram". Według słów przyjaciela księdza Bylesa - ks. Patricka McKenna " mówił, że jego obowiązkiem jest pozostać na statku dopóki jest tam chociaż jedna dusza, która potrzebuje jego kapłańskiej posługi"


Adoracja przy Bożym Grobie 2015





W czasie adoracji dla Boroszowa w kościele parafialnym pod wezwaniem św. Jacka w Biskupicach wartę przy grobie pełnili Jakub Bartoszek i Andrzej Grabiński



                                 Na radosne święta wielkanocne wszystkim parafianom i gościom na terenie parafii życzę obfitych łask Chrystusa Zmartwychwstałego!   ks. Bernard Joszko, proboszcz

PRZYJMIJ MNIE PANIE

W dniu 16.03.2015 roku w wieku 89 lat zmarła:
Śp. Helena  SOLARZ
Pogrzeb w dniu 21 marca o godzinie 12.00 na cmentarzu parafialnym w Kluczborku.

Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz...






Najserdeczniejsze podziękowania dla wszystkich, którzy uczestniczyli w ostatniej drodze śp. Heleny Solarz zd. Jurczyńska
http://kluczbork.artlookgallery.com/grobonet/start.php?id=wyniki&name=Solarz

             R e f l e k s j a  „Łaską jesteście zbawieni przez wiarę. A to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga: nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił”. W Wielkim Poście często patrzymy na Chrystusa cierpiącego i umierającego. Znajdujemy w nim nadzieję, że wszystkie nasze troski rozumie i przez to jest Bogiem bliskim. Odczuwamy żal za nasze grzechy i zaniedbania, bo przecież „to nie gwoździe Cię przybiły, lecz mój grzech”. Skoro Jezus tyle za nas cierpiał, to warto, abyśmy się poprawili, pracowali nad sobą z nową gorliwością. W tej wielkopostnej mobilizacji jest mała pułapka. Jaka? Nasza aktywność i nasz wysiłek. Św. Paweł przypomina w Liście do Efezjan, że łaską jesteśmy zbawieni. Ratunek nie przychodzi przez to, że tyle i tyle poszczę, tyle i tyle się modlę, czy daję jałmużnę, ale przez Jezusa i Jego ofiarę. W Ewangelii św. Mateusza uczniowie pytają Chrystusa: „Któż więc może się zbawić?” Jezus spojrzał na nich i rzekł: „U ludzi to niemożliwe, lecz u Boga wszystko jest możliwe” (Mt 19, 25-26). Najgłębszym sensem naszych wielkopostnych medytacji jest odkrycie daru zbawienia – Chrystus z darmowej miłości, umarł za nas „gdyśmy byli jeszcze grzesznikami” (Rz 5, 8) i ofiaruje nam zbawienie w darze, a my przez wiarę możemy je przyjąć. Wówczas nasze uczynki i wysiłki są zewnętrznym wyrazem naszego oddania Jezusowi. Jeśli wiarę nazwalibyśmy „zawartością serca” to uczynki, posty, starania, byłyby „opakowaniem”. List św. Jakuba stawia nam za wzór Abrahama, którego wiara „współdziałała z jego uczynkami i przez uczynki stała się doskonała” (Jk 2, 22).

Patron tygodnia – św. Benedykta od Bożej Opatrzności – 21 marca –

             Benedykta przyszła na świat w dniu 2 października 1791 roku w Langasco we Włoszech. Już w dzieciństwie obudziło się w niej pragnienie życia w klasztorze, ale rodzice byli temu przeciwni. Zgodnie z ich wolą w dniu 7 lutego 1816 roku wyszła za mąż za Giovanniego Battistę Frassinello. W dwa lata po zawarciu sakramentu małżeństwa Benedykta wraz z mężem postanowili żyć w czystości, jak brat z siostrą, by całkowicie poświęcić się służbie Bogu i bliźnim. Za zgodą męża, Benedykta w 1825 r. wstąpiła do klasztoru sióstr urszulanek w Capriolo. Giovanni został natomiast bratem zakonnym w zgromadzeniu ojców somasków. Po kilku miesiącach Benedykta zrozumiała, że jej powołaniem nie jest kontemplacja, lecz apostolstwo czynne. Wróciła do domu rodziców w Pawii i, mimo ogromnych trudności, głównie materialnych, opiekowała się młodymi dziewczętami. Za radą miejscowego biskupa w 1826 roku założyła dla nich ośrodek pomocy. Tak powstało dzieło apostolskie wspomagane przez licznych dobroczyńców i wolontariuszy. W tej pracy pomagał jej Giovanni. W 1827 roku oboje złożyli przed biskupem ślub czystości. Benedykta założyła szkołę dla dziewcząt, zwaną Domem Opatrzności, a później dom dla opuszczonych dziewcząt, szkołę, sierociniec oraz żeńskie kolegium. Pragnąc zapewnić trwałość swemu dziełu, zorganizowała Zgromadzenie Sióstr Benedyktynek od Opatrzności. Przyjęła imię Benedykta od Bożej Opatrzności. Benedykta zmarła w opinii świętości w Ronco Scrivia w dniu 21 marca 1858 roku. Do grona błogosławionych wprowadził Benedyktę w dniu 10 maja 1987 roku św. Jan Paweł II. Kilkanaście lat później, w dniu 20 grudnia 2001 roku, ten sam papież zatwierdził cud przypisywany wstawiennictwu Benedykty i w dniu 19 maja 2002 roku, na placu św. Piotra w Rzymie, ogłosił ją świętą.

Na wesoło: Lekcja religii, katecheta omawia przykazania Boże. Kiedy skończył czwarte przykazanie o szanowaniu rodziców, zapytał:  - A czy jest jakieś przykazanie, które mówi o tym, jak traktować swoje siostry i braci?  - Tak, piąte - nie zabijaj! - odpowiedział Jaś.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------                 Żona przechodziła z pokoju do pokoju i nagle słychać głośny huk. Tuż za nią spada duży zabytkowy zegar, który wisiał nad drzwiami. Roztrzaskał się w drzazgi. Mąż podniósł głowę z nad gazety i z przekąsem mówi:  - Zawsze się spóźniał.

           Rekolekcje wielkopostne to taki szczególny i wyjątkowy czas w roku liturgicznym Kościoła. Jest to czas próby, czas lekcji i nauk, kiedy uczymy się roztropności, mądrości ducha i stajemy się lepsi. Czas rekolekcji jest bardzo znanym aktem pokutnym w Kościele od wieków – aktem duchowych ćwiczeń. Dlatego rekolekcje odprawiają wszyscy: papież, biskupi, kapłani, zakonnicy i zakonnice, małżonkowie, rodzice, dziadkowie, studenci, uczniowie, osoby chore i niepełnosprawne, osoby samotne i rozwiedzione… Kościół naucza i przygarnia wszystkie owieczki rozproszone na całym świecie. Ktoś kiedyś napisał: „Trudniej jest dzień dobrze przeżyć, niż napisać księgę…”. To prawda, nie będzie nam łatwo stać się lepszymi po godzinie lub po kilku godzinach nauk rekolekcyjnych. W ciągu kilku chwil nie da się naprawić całego duchowego rozgardiaszu. To jest praca na całeżycie. Ale warto od czegoś zacząć, warto w tych rekolekcyjnych dniach postawić sobie odważne pytania:  
           Czy ja mam jeszcze wiarę? Czy jestem w stanie uwierzyć jeszcze więcej Bogu i mocniej Mu zaufać? Czy kocham Go ze wszystkich sił, wszelkim myśleniem i całym sercem? Muszę sobie także odpowiedzieć na pytanie: Czy ja się jeszcze modlę? Czy potrafię rozmawiać z Bogiem? W 
czasie rekolekcji wielkopostnych warto także przeczytać coś, co pomoże inaczej myśleć, zobaczyć bliźniego i z nim się pojednać.  Same zaś rekolekcje mają dodać sił, odwagi, otuchy i nadziei, aby pójść pod krzyż i zobaczyć Ukrzyżowanego. Żeby mieć odwagę podnieść oczy, zapłakać i zapytać: „Panie, czy Ty mi jeszcze raz przebaczysz? Czy przygarniesz mnie ponownie do swego serca?”.  Odpowiedź usłyszysz na pewno… Zobaczysz ją w oczach i rozpiętych ramionach Chrystusa, w przebitym sercu Jezusa. Sam dojdziesz do wniosku: „To nie gwoździe Cię przybiły, lecz mój grzech”, moje słabości, namiętności, moja niewierność, moja zdrada i oddalenie…Wtedy, gdy poprawnie odczytasz odpowiedź płynącą z krzyża, podejmiesz skruchę, wolę poprawy i wyspowiadasz się. A potem wrócisz do krzyża i ucałujesz przez łzy przebite stopy Chrystusa.

         I to będą twoje prawdziwe rekolekcje. Zobaczysz, że inny jest świat, inna rzeczywistość, inni będą ludzie, a ty przeżyjesz prawdziwe nawrócenie. Podczas rekolekcji wielkopostnych trzeba „załatwić” wiele spraw nie tylko z Bogiem, ale i ze współmałżonkiem, z rodzicami, z dziećmi i bliźnimi. Rekolekcje są po to, aby wyprostować to wszystko, inaczej zmarnujemy dni, które zostały nam dane na uleczenie duszy.


Patron tygodnia  bł. Piotr z Castelnau, mnich i męczennik - 16 lutego

Piotr urodził się ok. 1170 r. na zamku Castelnau niedaleko Montpellier we Francji. Zarówno w życiu świeckim, jak i w życiu mniszym odznaczał się niezwykłą inteligencją, pobożnością i oddaniem. W 1199 r. został archidiakonem Maguelone (Francja). Około 1202 r. wstąpił do opactwa cystersów w Fontfroide. Został legatem papieskim i inkwizytorem za czasów Innocentego III. Wysłano go do albigensów, aby przyprowadził ich z powrotem do jedności z Kościołem (albigensi, wśród których wyróżnić można katarów, wandelsów i bogomiłów, odrzucali człowieczeństwo Jezusa Chrystusa i uważali, że Bóg stworzył tylko świat duchowy, nie materialny; głosili też konieczność ubóstwa, czym zyskiwali spore poparcie wśród biednych ludzi). Piotr bardzo intensywnie ewangelizował wiernych w południowej Francji. Współpracował z nim m.in. św. Dominik Guzman, przyszły założyciel Zakonu Kaznodziejskiego. Albigensi byli bardzo niezadowoleni z dzieła, którego dokonywał Piotr. W 1208 r. zasadzili się na niego niedaleko opactwa Saint Gilles-du-Gard (Langwedocja we Francji) i tam go zamordowali. Byli oni wspierani przez hrabiego Rajmunda VI z Tuluzy, który pragnął wykorzystując albigensów wzmocnić swoją pozycję polityczną (prawdopodobnie mordercą był paź hrabiego). Według przekazów, ostatnie słowa Piotra brzmiały: „Niech Bóg wam wybaczy, bracia, jak i ja wam w pełni wybaczyłem”. Zamordowanie Piotra stało się bezpośrednim powodem zorganizowania krucjaty przeciwko albigensom na południu Francji, która rozpoczęła się w marcu 1208 r. W czerwcu 1209 r. Rajmund VI po odbyciu pokuty pielgrzymował do grobu Piotra i dla jego uczczenia złożył znaczną jałmużnę. Relikwie męczennika zostały spalone przez hugenotów w 1592 r. Kult Piotra został zaaprobowany przez papieża Piusa IX.

Opowiadanie Brać, czy dawać?

 Pewnego razu urzędnik siedział sobie na krawędzi miejskiej fontanny. Wtem zamyślony wpadł do środka. Widzący go przechodnie pobiegli natychmiast w jego stronę z wyciągniętymi rękoma, wołając: Niech pan da rękę. Ale urzędnik nikomu jej nie podał, jakby ich nie słyszał.W pewnym momencie jakiś człowiek przedarł się przez uliczny tłum i powiedział:Przyjaciele, nasz urzędnik od wielu lat słyszał jedynie słowo „brać”; słowo „dać” jest mu zupełnie nieznane.Potem człowiek ów wyciągnął do niego dłoń i powiedział:Dzień dobry, niech pan bierze moją rękę.Urzędnik zaraz uczepił się jej i wydostał się z fontanny. Ludzie bardzo często mylą słowa. Bóg zna tylko słowo dawać.





Patron tygodnia – św. Józef Freinademetz, prezbiter - 29 styczniaJózef urodził się 15 kwietnia 1852 r. w Dolomitach w północnych Włoszech. Pochodził z ubogiej rodziny chłopskiej. W 1872 r. wstąpił do miejscowego seminarium duchownego. W trakcie studiów zainteresował się misjami. W 1875 r. przyjął święcenia kapłańskie. Trzy lata później, w 1878 r., wyjechał do Holandii i wstąpił do Zgromadzenia Słowa Bożego - Misjonarzy Werbistów. Pod kierunkiem założyciela, św. Arnolda Janssena, rozpoczął przygotowania do podjęcia misji.W marcu 1879 r. wyjechał do Chin. Najpierw przez dwa lata uczył się w Hongkongu języka i posługiwał miejscowym chrześcijanom, by następnie wyjechać do powierzonych mu 158 chrześcijan w liczącej 12 milionów mieszkańców prowincji Południowego Szantungu.W marcu 1882 r. Józef zamieszkał w prymitywnej, glinianej chacie w Puoli. Do pomocy w pracy duszpasterskiej zapraszał ludzi świeckich, którzy dzięki znajomości języka mogli o wiele skuteczniej pomagać w ewangelizacji. Z myślą o nich przygotował wyjaśnienia do katechizmu i różne inne pomoce duszpasterskie w języku chińskim.W grudniu 1885 r. został zastępcą wikariusza apostolskiego, ustanowionego dla całej prowincji. W 1894 r. Józef przeniósł się do Wangchungu, gdzie został wkrótce rektorem nowego seminarium. W 1900 r. został mianowany przełożonym prowincji werbistów w Południowym Szantungu. W 1908 r. w prowincji wybuchła epidemia tyfusu. Ojciec Józef gorliwie spieszył na pomoc wszystkim potrzebującym. Zaraził się od nich chorobą i zmarł 28 stycznia 1908 r. w Taikii. Paweł VI beatyfikował go w październiku 1975 r, a św Jan Paweł II ogłosił go świętym 5 października 2003 r.


... i nie zabierzesz ze sobą nic, prócz duszy nieśmiertelnej

W dniu 09.01.2015 roku w wieku 89 lat zmarła:
Śp. Maria MOCZYGEMBA
Pogrzeb w dniu 13 stycznia o godzinie 11.00 na cmentarzu w Boroszowie.


Kwiatowy symbol różańca ufundowany przez "Różę różańcową" do której należała ś.p. Maria. W zwyczaju parafian jest organizowanie "Róż różańcowych". Do jednej z nich należała też ś.p. Maria. Pozostałe członkinie róży z zapalonymi świecami odprowadzały ją do kościoła, w którym modliła się przez tak wiele lat.
 I nie zabierzesz ze sobą nic prócz duszy nieśmiertelnej, powiedział między innymi ksiądz proboszcz Bernard Joszko żegnając w ciepłych słowach zmarłą parafiankę.


Matkę żegnali: córka, dwaj synowie,

           oraz sześciu wnukówi i dziewięcioro prawnucząt.


Ś.p Maria do końca wspominała przedwcześnie zmarłą wnuczkę Małgorzatę.

Pośród żegnających była także ta nieco dalsza rodzina,

licznie stawili się też znajomi, sąsiedzi i inni mieszkańcy wsi.

Nie przebrzmiały jeszcze echa świątecznego powitania przez rodziców Józefa i Maryję narodzonego Jezusa. Tuż przy szopce betlejemskiej stanęła trumna, a w niej zwłoki matki, tak bliskie żegnającym ją dzieciom Krystynie, Joachimowi i Janowi.

Kościółek wypełnił się po brzegi żałobnikami.

Większość z nich przystąpiła do sakramentu, a wszyscy złożyli ofiarę.

Proboszcz po raz ostatni pokropił 

i okadził trumnę ze zwłokami. To symboliczne "wyprawienie" zmarłej w drogę do "domu Ojca gdzie mieszkań jest wiele"

Janek, Krysia i Achim po raz ostatni wyprowadzili mamę z parafialnego kościoła.

Wreszcie, po latach spoczęła przy prochach swego męża Wiktora.

Jej "wieloletni proboszcz" jak mówił o sobie ksiądz Bernard, pożegnał doczesne szczątki szanowanej parafianki. Podziękował jej też za okazywaną głęboką wiarę.

Także przykładne wychowanie swoich dzieci, co przełożyło się też na wychowanie młodszego potomstwa.

Proboszcz złożył najbliższym zmarłej wyrazy współczucia. W imieniu rodziny podziękował też wszystkim uczestnikom pogrzebu.


Wieczne odpoczywanie racz jej dać Panie...

Na wesoło  Na lekcji historii wywiązała się rozmowa: - Królowie nie zdejmują kapeluszy przed nikim - mówi nauczycielka  - Nieprawda - krzyczy Jasiu  - To powiedz nam Jasiu przed kim zdejmują?  - Przed fryzjerem.

Kompozytora Camille'a Saint-Saensa (1835–1921) poproszono, by posłuchał i ocenił grę na fortepianie dziewczyny uchodzącej za cudowne dziecko. Gdy już skończyła – mistrz powiedział: – Wydaje mi się, że ona miała wychowanie bardzo religijne; gra w sposób ewangeliczny. Jej ręka prawa nie wie, co czyni lewa-

Patron tygodnia – św. Adrian z Canterbury, opat - 9 stycznia  Adrian (znany także jako Hadrian) urodził się w VII w. w północnej Afryce. W wieku ok. 10 lat przybył z rodziną do Neapolu, uciekając przed arabską inwazją. Wstąpił do klasztoru benedyktynów niedaleko Monte Cassino. Został z czasem opatem Niridanum, klasztoru na wyspie Nisida w Zatoce Neapolitańskiej. Papież św. Witalian (pontyfikat 657-672) nominował go dwukrotnie na arcybiskupa Canterbury. Adrian odmówił przyjęcia tego zaszczytu, gdyż uważał się za niegodnego. Na to miejsce zaproponował św. Teodora z Tarsu. Witalian zgodził się, ale mianował Adriana asystentem nowego arcybiskupa Canterbury. Obaj przez Francję wyruszyli w 668 r. do Brytanii.Podczas podróży Adrian został uwięziony przez Ebroina, burmistrza Neustrii we Francji, który podejrzewał, że Święty udaje się do angielskich królów z tajną misją od cesarza Konstansa II. Teodor musiał pojechać dalej sam. Kiedy Adrian został uwolniony, pojechał do Brytanii i tam został mianowany opatem w klasztorze świętych Piotra i Pawła w Canterbury (późniejsze opactwo św. Augustyna z Canterbury). Adrian wspierał biskupa Teodora w umacnianiu rzymskiego Kościoła w Anglii. Jemu przypisuje się zasługę utrwalenia chorału gregoriańskiego w angielskich kościołach.Opat Adrian przekształcił szkołę klasztorną w Canterbury w prężny ośrodek naukowy, w którym wiedzę pobierało wielu studentów, także z zagranicy. Oprócz prowadzenia studiów biblijnych, nauczał tam greki i łaciny, matematyki, poezji i astronomii. Tłumaczył też na staroangielski. Zmarł 9 stycznia 710 roku i został pochowany w klasztornym kościele. Jego grób stał się miejscem licznych pielgrzymek za sprawą cudów. Kiedy nastąpiło otwarcie grobu w roku 1091, ciało znaleziono w nienaruszonym stanie.

BOŻE NARODZENIE - SZOPKA 2014

Bożonarodzeniowa szopka wkomponmowana jest w wystrój ukochanego przez Boroszowian kościoła.

Od lat pieczę nad budową szopki pełni Norbert Krawczyk wspierany przez ministrantów.

Budowniczowie szopki starają się by w każdym roku choć drobnym elementem różniła się od poprzedniej i była ładniejsza. Doceniają to najmłodsi parafianie.

Szopkę przyozdabiały też śliczne, srebrne choinki ofiarowane przez rodzinę Bartoszków.

foto. Norbert Krawczyk

  1. Porządek kolędy – odwiedzin duszpasterskich kapłana w rodzinie:

1.sobota 27 grudnia – Biskupice r. Pisula – Maruska od g. 900

2.niedziela 28 grudnia –Kolonia Biskupska r. Niklel - Kowalski od g. 1500

3.poniedziałek 29 grudnia – Drogi Biskupskie g. 1200

4.wtorek 30 grudnia – Kolonia Biskupska od str. Radłowa od g. 1300

5. piątek 2 stycznia Biskupice r. Włóczyk – Wloczyk od g. 1400

6.sobota 3 stycznia Biskupice od r. Kopyto do r. Krawczyk od g. 1000

7.niedziela 4 stycznia Biskupice P G R r. Bardosz - Lesik od g. 1600

8.poniedziałek 5 stycznia B o r o s z o w Piaski do ulicy od g. 1300

9.wtorek 6 stycznia B o r o s z ó w - majątek – folwark od g. 1400

10.środa 7 stycznia r. B o r o s z ó w - r. Kajda – Krawczyk od g. 1500

11.czwartek 8 stycznia – B o r o s z ó w – cegielnia od g. 1600

12.sobota 10 stycznia P G R r. Bakalarczyk – Świerczek od g. 1500

13.sobota 17 stycznia – plebania g. 1000

Ofiara kolędowa przeznaczona będzie na prace w parafii: dalsze prace renowacyjne w kościele św. Jadwigi (odnowienie stacji drogi krzyżowej i figur), początek prac we wnętrzu kościoła w Boroszowie (odnowienie ołtarza, ambony, figur, podniesienie stropu kościoła, malowanie kościoła). Kolekta kolędowa w niedzielę 18 stycznia 2015 r.

DRODZY PARAFIANIE ! Życzę wszystkim mieszkańcom parafii i gościom na terenie naszej parafii błogosławionych i obfitych w łaski Boże Świąt Narodzenia Pańskiego, a także pomyślnego Nowego Roku Pańskiego 2015. Niech dobry Bóg wszystkim błogosławi! Wasz ks. prob. Bernard Joszko





Od dziś dorosła?


Osiemnaste urodziny nominują do wejścia w "dorosłość". W dniu 23 października 2014 roku w tej właśnie intencji modliła się Magdalena Pacek w otoczeniu najbliższych. Ksiądz proboszcz zawsze z takiej okazji przygotowuje dla jubilatów drobny upominek.


Sześćdziesiąte urodziny


Sześćdziesiąte urodziny Jana Moczygemby, członka Rady Parafialnej i lokalnego społecznika były okazją do wdrożenia nowego elementu życia parafialnej wspólnoty. Bez wiedzy jubilata zorganizowano przyjęcie na jego cześć. Ksiądz proboszcz Bernard Joszko przyznał się, że także uczestniczył w "tym spisku", zaintonował też odśpiewanie uroczystego STO LAT!


Rodzinny święty – bł. Marceli Callo

Marceli urodził się w Rennes 6 grudnia 1921 r. Był najstarszym z dziewięciorga dzieci niezamożnych rodziców. Kiedy tylko trochę podrósł, pomagał matce w domu. W trzynastym roku życia zaczął pracę w drukarni. Nie był zadowolony z panującej tam atmosfery, koledzy razili go wulgarnym językiem, dlatego chętnie chodził na zajęcia prowadzone przez członków Stowarzyszenia Młodych Robotników Katolickich (JOC), którego stał się członkiem. Należał także do harcerstwa.

Marceli zakochał się w Małgorzacie Derniaux. Zwierzał się koledze: „Aż do dwudziestego roku życia nie chodziłem z dziewczyną, bo wiedziałem, że muszę czekać na prawdziwą miłość. Trzeba doskonalić serce zanim się je ofiaruje komuś, kogo wybrał mi sam Chrystus”. Marceli i Małgorzata przyrzekli sobie nawzajem, że będą dla siebie wsparciem duchowym, odmawiając te same modlitwy i często przystępując do Komunii świętej.

W marcu 1943 r., podczas bombardowania, zginęła siostra Marcelego, a on sam został wysłany na roboty do Niemiec. Pracował w fabryce produkującej rakiety po 11 godzin dziennie. Zaczął podupadać na zdrowiu. Kiedy jednak znalazł w okolicy kaplicę, w której sprawowano w niedziele Mszę świętą, odzyskał siłę ducha. Wkrótce zorganizował wśród kolegów grupę sportową i teatralną, także Msze święte w języku francuskim.

Wiara i duch apostolski Marcelego nie pozostały niezauważone i w związku z tym w kwietniu 1944 roku został aresztowany i wywieziony do obozu w Gotha, a później do obozu koncentracyjnego we Flossenburgu, a na koniec w Mathausen-Gusen. Stale chorował, ale znosił wszystko spokojnie, w duchu ufności w Bożą wolę. Wszystkich zachęcał do modlitwy. Skrajnie wycieńczony, odszedł do Domu Ojca w dniu 19 marca 1945 roku, w uroczystość św. Józefa. Dokładnie dwa lata wcześniej żegnał na dworcu w Rennes swoją narzeczoną. Małgorzata powiedziała mu wtedy, że zostanie męczennikiem. Do grona błogosławionych wprowadził go św. Jan Paweł II w dniu 4 października 1987 roku. Wspomnienie liturgiczne błogosławionego narzeczonego przypada 19 marca.

Refleksja Kiedy życie upływa spokojnie, wiara w Jezusa wydaje się bajecznie prosta: lubimy to, co Jezus mówi, mamy ochotę robić to, czego od nas wymaga, zwłaszcza gdy mówi o miłości.

Nadciąga burza, noc cierpień fizycznych, noc porażki, zdrady, starości. Jak wierzyć, że Jezus wydobędzie nas z tych odmętów? Cud, który się wtedy wydarzył, może powtórzyć się teraz dla nas. Ten sam Jezus jest przy nas i mówi: „Nie bój się”. I mówi: „Przyjdź!”. Usłyszeć i zrozumieć to „przyjdź”, to odczuć w sobie ciepło ufności. Prosimy Go, aby pozwolił nam iść ku sobie, ku odrobinie stabilności i spokoju, a On mówi: „Przyjdź!” Jeśli walka z lękiem jest ciężka, czujemy na sobie Jego spojrzenie pełne czułej surowości: „Małej wiary, czemu wątpisz?”. Gdy już usłyszymy ten głos mówiący: „Nie bój się”, czy wówczas zmienia się bieg wydarzeń? Niekoniecznie, choć czasem to się zdarza. Na pewno jednak zmieniamy się my, potrafimy nieść to, co wydawało nam się nie do uniesienia. „Ty jesteś Synem Bożym, z Tobą będę kroczył po wodach lęku i cierpienia”. Dalej nie mogę już nic powiedzieć. Tylko ten, kto doświadczył takiej ufności, wie, co to znaczy: „I wiatr się uciszył”. Andre Seve




R e f l e k s j a Co to jest modlitwa? Najpowszechniej się mniema, że to jest rozmowa. W rozmowie zawsze jest: „ja” i „ty”, w tym wypadku „Ty” pisane przez duże T. Początkowo doświadczenie modlitwy uczy, że „ja” wydaje się tu wiodące. Potem przekonujemy się, że naprawdę jest inaczej. Wiodące jest „Ty”, w którym bierze początek nasza modlitwa. (…) W modlitwie najważniejszy jest Bóg. Najważniejszy jest Chrystus, który stale wyzwala stworzenie z niewoli zepsucia i prowadzi ku wolności, ku chwale dzieci Bożych. Najważniejszy jest Duch Święty, który „przychodzi z pomocą naszej słabości”. Modlitwę zawsze zaczynamy z myślą, że to jest nasza inicjatywa. Tymczasem jest to zawsze Boża inicjatywa w nas. Dokładnie tak, jak pisze św. Paweł. Ta inicjatywa przywraca nam nasze własne człowieczeństwo, przywraca nam naszą szczególną godność. Owszem, wprowadza nas w wyższą godność dzieci Bożych, synów Bożych, którzy są oczekiwaniem całego stworzenia (…). O modlitwie napisano bardzo dużo. Jeszcze więcej niż napisano, doświadczono modlitwy w dziejach rodzaju ludzkiego, a zwłaszcza w dziejach Izraela, a także w dziejach chrześcijaństwa. Pełnię modlitwy osiąga człowiek nie wtedy, kiedy najbardziej wyraża siebie, ale wtedy, gdy w niej najpełniej staje się obecny sam Bóg. Świadczą o tym dzieje modlitwy mistycznej na Wschodzie i na Zachodzie: św. Franciszek, św. Teresa z Avila, św. Jan od Krzyża, św. Ignacy Loyola, a na Wschodzie na przykład św. Serafin z Sarowa i wielu innych.


Rodzinny święty – św. Anastazja Anastazja urodziła się w Rzymie w połowie III w. Była córką poganina i chrześcijanki. Miała męża okrutnika, który jej życie zamienił w pasmo udręk. Po jego śmierci zajęła się pomocą uwięzionym chrześcijanom. Opłacała strażników więziennych, żeby uzyskać dostęp do więzionych i niosła taką pomoc, jaka była dostępna.

Kierownikiem duchowym Anastazji był św. Chryzogon, który z polecenia cesarza Dioklecjana został uwięziony i skazany na śmierć za wyznawanie wiary. Wyrok został wykonany w 303 r. w Akwilei. Anastazja towarzyszyła Chryzogonowi do ostatnich chwil. Wtedy również i ona została uwięziona i wtrącona do więzienia w Sirmium (Dalmacja, obecnie Sremska Mitrovica). Po wielu torturach, które zniosła bez słowa skargi, została skazana na śmierć. Z rozkazu sędziego wysłano Anastazję dziurawym statkiem na pełne morze, jednak ku zdumieniu wszystkich statek nie poszedł na dno. Skazano ją więc na śmierć przez spalenie; wyrok wykonano w Sirmium w 304 r.Imię Anastazji wymienia się w Kanonie Rzymskim. Jest patronką wdów. Wspomnienie liturgiczne świętej żony i wdowy przypada 25 grudnia.


Na wesoło: W czasach głębokiej komuny pielgrzymka wraca z Francji i zostaje zatrzymana do kontroli granicznej: Co to takiego? - pyta celnik. To woda święcona z Lourdes. Celnik wziął butelkę, odkorkował, powąchał i krzyczy: Przecież to koniak! Widzicie, panie celnik! Zaś cud!

Turysta spotyka bacę i pyta: Baco, mogę przejść przez waszą łąkę? Chce zdążyć na pociąg o

10:40.Idźcie, idźcie, a jak spotkacie mojego psa, to i na ten o 9:15 zdążycie.



Opowiadanie W i e c z n o ś ć : Był sobie mnich, który prowadził pogodne i spokojne życie. Miał tylko jedno zmartwienie: bał się wieczności. Wybrani w Raju śpiewają chwałę Bogu, tak jak to robią mnisi. Ale co innego robić to przez jakiś czas, a co innego przez całą wieczność! Co za nuda musi przyjść po kilku milionach lat na szczęśliwców przebywających w obecności Boga... Pewnego wiosennego dnia mnich wyszedł, aby swoim zwyczajem pospacerować w lesie, który otaczał klasztor. Powietrze było świeże i lekkie, przesycone zapachem traw i kwiatów. Mnich westchnął, myśląc o swoim problemie. Nad jego głową zaczął śpiewać słowik. Śpiew był tak czysty i melodyjny, że mnich zasłuchał się i zapomniał o swoich myślach. Nigdy w życiu nie słyszał czegoś

tak pięknego. Przez chwilę słuchał w zachwycie. Potem pomyślał, że czas powracać do wspólnoty na modlitwy popołudniowe i pośpieszył ku klasztorowi. Otworzył mu brat furtian, którego nie znał. Przeszedł jeden, potem drugi, potem kolejny mnich, ale on ich nigdy nie widział.– Czego sobie brat życzy? – zapytał furtian. Mnich z lekka

zdenerwowany powiedział, że chce jedynie wejść, aby się nie spóźnić. Furtian nie rozumiał. Mnich zaprotestował i stanowczo poprosił o spotkanie z ojcem przeorem. Lecz także przeorem okazał się ktoś nieznajomy. Biedny mnich wystraszył się. Jąkając się, wyjaśnił, że wyszedł z klasztoru na krótką przechadzkę i zatrzymał się na chwilę, aby posłuchać śpiewu słowika. A potem pośpieszył do klasztoru, aby zdążyć na modlitwę popołudniową.

Przeor słuchał go w milczeniu. – Sto lat temu – rzekł w końcu – jeden mnich z tego opactwa o tej porze roku i w tych godzinach wyszedł z klasztoru. Nie powrócił i nikt go więcej nie widział. Wtedy mnich zrozumiał, że Bóg go wysłuchał. Jeżeli bowiem sto lat zdało mu się jedną chwilą, gdy był w ekstazie, w którą wprowadził go śpiew
słowika, to wieczno
ść nie będzie niczym innym jak chwilką ekstazą w Bogu.


Rodzinny święty – św. Adelajda Adelajda urodziła się w 931 lub 932 r. Gdy miała 16 lat, została wydana za Lotara, króla Włoch. Dała mu córkę, Emmę. Owdowiała mając 20 lat. Pretendentem do tronu Włoch był wówczas Berengariusz II. Uwięził on Adelajdę i chciał ją zmusić, by wyszła za jego syna. Chciał bowiem w ten sposób prawnie zagarnąć koronę włoską. Adelajda nie załamała się, a zamążpójścia odmówiła. Zdołała też zbiec z więzienia. Schroniła się pod opiekę Ottona I, który pokonał Berengariusza i niebawem pojął Adelajdę za żonę. Dała mu troje dzieci, wśród nich jego następcę, Ottona II. Papież Jan XII w Boże Narodzenie 962 roku dokonał w bazylice św. Piotra uroczystej koronacji Ottona I na pierwszego cesarza Niemiec.W 973 roku Adelajda po raz drugi została wdową - po śmierci Ottona I. Jej synowa, żona Ottona II i córka cesarza bizantyńskiego, Teofana, zaczęła jej okazywać jawną niechęć. Zmusiła nawet męża, żeby własną matkę skazał na banicję. Dopiero po śmierci żony Otto II przeprosił matkę. Po jego śmierci w 983 r. Adelajda stała się regentką w zastępstwie jeszcze małoletniego cesarza, Ottona III. Wyróżniała się wielkim miłosierdziem i hojnością w przeznaczaniu dóbr na cele kościelne. Nazwano ją jedną z najwybitniejszych kobiet X stulecia. Korzystając z pełnego cesarskiego skarbca, wystawiła kilkanaście opactw i klasztorów. Wśród znaczniejszych wymienia się opactwa w Peterlingen, w Pavii i w Selz pod Strasburgiem. Właśnie tu szaty cesarskie zamieniła na habit. Ostatnie lata spędziła jako mniszka, by w ten sposób przygotować się na drogę do wieczności. Zmarła 16 grudnia 999 roku. Jej imię jest wybite na odwrocie monety Bolesława Chrobrego. Od początku doznawała czci. Jej kult zatwierdził papież bł. Urban II, wynosząc ją do chwały ołtarzy uroczystym aktem w 1097 roku. Wspomnienie liturgiczne świętej matki i żony przypada 16 grudnia.


Jezus zapytał uczniów: A wy za kogo Mnie uważacie? Odpowiedział Szymon Piotr: Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego”. Św. Piotr pod Cezareą Filipową wyznał wiarę w Chrystusa, jako Mesjasza. Czy można czegoś więcej? Czy nie o to Jezusowi chodziło, gdy zapraszał uczniów, aby Mu towarzyszyli i w końcu stali się Jego apostołami? Oto ten, w którym Jezus pokładał wielką nadzieję wyznaje prawdę o Chrystusie. Mogło się wydawać, że teraz to będzie już tylko dobrze. Piotrowe rozumienie wyjątkowości i boskości Jezusa niestety różniło się od woli Ojca. „Panie, nigdy to na Ciebie nie przyjdzie” – taka była reakcja apostoła na zapowiedź męki i śmierci Mistrza. I w końcu przeniknięte jakąś dozą zwątpienia „Nie znam tego człowieka” na dziedzińcu arcykapłańskim. Piękne słowa św. Piotra w konfrontacji z rzeczywistością okazały się kruche, jak zbutwiała ławka ukryta na chórze bocznym kościoła. Apostoł powoli dorastał do tego, by słowa stały się kształtem jego życia. Jak jest z Tobą? Czy wyznajesz swoją wiarę? Pewnie to czynisz co niedzielę na Mszy świętej, a w ciągu tygodnia w pacierzu. Czy jesteś lepszy od św. Piotra? Czy z łatwością przychodzi Ci zgodzić się z wolą Bożą? A może nierzadko szepczesz pod nosem: „To niemożliwe”, tak jakby możliwości Boga były mocno ograniczone. Historia św. Piotra wcale nie znaczy, że nie mamy wyznawać wiary. Powinna nam w tym jednak towarzyszyć pokora i świadomość, że jeszcze w niejednym upadku będziemy się uczyć prawdziwego zaufania do Boga.




PRZED PROCESJĄ

Przystrojony przez rodzinę Famułów

Przystrojony przez rodzinę Grobelnych

Przystrojony przez rodzinę Kajdę i Korzonek

Przystrojony przez rodzinę Kopciów
Przygotowaniem ołtarzy na Świąto Bożego Ciała od lat zajmują się te same rodziny. Główne elementy ołtarza są zachowane. Dodatkowe przystrojenie powoduje, że w każdym roku są one nieco inne.

UROCZYSTOŚĆ PIERWSZEJ KOMUNII ŚWIĘTEJ 2014

W parafialnej uroczystości Pierwszej Komunii Świętej, w dniu 15 czerwca 2014 roku uczestniczyły także Boroszowianki Julia Kustra i Justyna Foryta.

Foto. N.Krawczyk



Św. Jan Paweł II o rodzinie

W rodzinie, wspólnocie osób, szczególną troską winno być otoczone dziecko; należy rozwijać głęboki szacunek dla jego godności osobistej, oraz ze czcią i wielkodusznie służyć jego prawom” (FC 26).

Tu i ówdzie słyszymy wypowiedzi rzecznika praw dziecka. W kontekście różnych tragedii pojawia się ubolewanie nad tym, że w jednym kraju dzieci mogą żyć w zupełnie innych uwarunkowaniach. Czy jednak do końca odkryliśmy czym jest godność dziecka? Jakie z tego wypływają zobowiązania dla nas, dorosłych?




W STRONĘ TURYSTÓW

Staraniem Jana Moczygemby. członka rady parafialnej, kościół w Boroszowie stanie się bliższy turystom. W gablocie przed wejściem umieszczono skróconą historię kościoła, którą Aleksandra Borek przełożyła także na język Niemiecki. O wykonanie całości zadbał Stanisław Banaśkiewicz.


Kościół św. Marii Magdaleny zabytkowa, drewniana świątynia znajdująca się w Boroszowie w gminie Olesno, powiat oleski, województwo opolskie. Kościół należy do parafii pod wezwaniem świętej Jadwigi Śląskiej i świętego Jacka w Biskupicach. Jest kościołem filialnym tej parafii.

W roku 1954 został wpisany do rejestru zabytków województwa opolskiego. Znajduje się na Szlaku Drewnianego Budownictwa Sakralnego.

Architektura i wnętrze kościoła - budynek jest konstrukcji wieńcowej z dachem dwuspadowym, krytym gontem. Kościół jest orientowany. Wieża konstrukcji słupowej, nakryta ośmiobocznym dachem namiotowym; posiada cechy wskazujące na to, że dobudowano ją do stojącej już budowli kościoła. Ściany nawy i wieży są oszalowane. Prezbiterium jest zamknięte trójbocznie i posiada kolebkowe sklepienie; po stronie północnej znajduje się zakrystia. W nawie głównej, szerszej od prezbiterium, strop jest płaski. Wystrój wewnętrzny kościoła jest rokokowo-klasycystyczny i pochodzi przeważnie z XVIII wieku – w tym okresie powstał ołtarz główny, ambona oraz obrazy Matki Boskiej Częstochowskiej, Anioła Stróża i Marii Magdaleny. Również rzeźby Jana Nepomucena i Franciszka z Asyżu o charakterze ludowym powstały w XVIII wieku. Chór o prostym, pozbawionym ozdób parapecie, wsparty jest na dwóch słupach.

Wokół kościoła znajduje się cmentarz; groby dawnych właścicieli majątku (rodziny von Paczeńskich) znajdują się w krypcie kościoła, choć niektórzy byli też grzebani na cmentarzu w grobowcu, który znajdował się do lat 60. XX wieku po południowej stronie kościoła. Można przypuszczać, że to z tego grobowca pochodzą dwie zachowane płyty epitafijne. Obok kościoła znajduje się grób dziecka Kazimierza Genge, syna zarządcy dominium boroszowskiego


Historia kościoła:

Pierwsza pisemna wzmianki o kościele w Boroszowie pochodzi z roku 1679, podał ją wizytator biskupi z Wrocławia. Napisał że kościół jest poświęcony świętej Katarzynie, a przy kościele znajduje się osobno stojąca wieża z dwoma małymi nie poświęconymi dzwonami. Posadzka kościoła była z surowego drewna i cegły, a na środku stała chrzcielnica, wykonana ze zdobionego drewna, nie było w nim konfesjonału. Ściany nie były pomalowane.

- lata 1687 - 1720 wizytatorzy napisali, że kościół jest pod wezwaniem „Wszystkich Świętych”.

- lata 1723 - 1730 - podali, że kościół znajduje się w całkowitej ruinie i postulowali jego odbudowę lub zamknięcie.

- rok 1730 właściciel Boroszowa hrabia Paczeński zobowiązał się odbudować kościół od fundamentów. Nie można dociec kiedy te prace zostały wykonane.

W tym samym roku wizytator biskupi napisał, że kościół jest pod wezwaniem „świętej Marii Magdaleny”. Nie można dociec przyczyny zmiany wezwania kościoła. Mogło mieć związek z obrazem świętej Marii Magdaleny namalowanym na desce i zawieszonym w kościele, bądź też z tym, że już w roku 1687 był tam ołtarz murowany poświęcony obecnej patronce.

- rok 1844 stan kościoła od wewnątrz i z zewnątrz został określony jak dobry. W kościele były nowe organy i zawieszone stacje Drogi Krzyżowej.

- lata 1855-1956 przeprowadzono remont wieży kościoła, a w latach 1872 - 1873 jego dachu.

- rok 1902 w kościele została położona drewniana podłoga, którą ufundował rolnik z Boroszowa Albert Kulesa. Nowa podłoga przykryła cztery marmurowe płyty nagrobne właścicieli Boroszowa rodziny Paczeńskich, które znajdują się po północnej stronie w pobliżu ambony.

- lata 1901 - 1902 został przeprowadzony gruntowny remont kościoła, który został podmurowany i obity nowymi gontami. We wnętrzu postawiono nową ambonę i ołtarz. Dolną część ołtarza wykonał parafianin z Boroszowa cieśla Józef Kruppa, a górną mistrz stolarski z Boroszowa Karol Krawczyk. Obraz świętej Marii Magdaleny namalował artysta z Wrocławia Julian Wałdowski. Umieszczono w kościele obrazy Drogi Krzyżowej. Wykonał je artysta malarz Jan Gajda z Żor. Ustawiono dwie figury: Serca Pana Jezusa, którą ufundowała parafianka z Boroszowa Maria Ligus i Matki Bożej, która jest fundacją Róży Różańca Świętego z Boroszowa. Taki wystrój kościoła utrzymuje się do chwili obecnej.

- rok 1926 w wieży kościoła umieszczono dzwon o imieniu „Święta Maria Magdalena”.

- rok 1942 - na cele wojenne został zabrany z kościoła dzwon z roku 1517 z napisem „ O Królu chwały przyjdź do nas z pokojem”.

- rok 1965 przeprowadzono gruntowny remont wieży kościoła, a latach 1968 i 1981 remont dachu kościoła, który polegał na wymianie gontów i ich konserwacji.

- rok 1988 wykonano prace: położono nową drewnianą podłogę, postawiono nowe ławki, ołtarz twarzą do wiernych i ambonkę, które wykonał parafianin z Boroszowa stolarz Jan Moczygemba. Odnowiona została polichromia kościoła.

- rok 1997 stary ołtarz z kościoła wraz z obrazem, który był tam do 1902 roku został odnowiony i umieszczony w nowo wybudowanej kaplicy przedpogrzebowej.

- rok 1997 został umieszczony w wieży kościoła drugi dzwon o imieniu „św. Wojciech”. Został ufundowany przez parafian z Boroszowa z okazji 1000 lecia męczeńskiej śmierci świętego Wojciecha, Międzynarodowego Kongresu Eucharystycznego we Wrocławiu i 25 – lecia święceń kapłańskich księdza proboszcza Bernarda Joszko.

- rok 2010 została przeprowadzona konserwacja drewna na zewnątrz całego kościoła.

- rok 2013 powiększono i utwardzono plac kościelny przed cmentarzem, który służy jako parking. .

Źródło: Wikipedia oraz opracowanie ks. dr Bernarda Joszko.

Maria-Magdalena-Kirche – historisches Gotteshaus aus Holz, das sich in Boroschau (poln. Boroszów) in der Gemeinde Rosenberg (poln. Olesno) – Kreis Rosenberg, Woiwodschaft Oppeln (poln. Opole) – befindet. Die Kirche gehört zum Pfarrbezirk Bischdorf (poln. Biskupice) – der heiligen Hedwig von Schlesien und des heiligen Hyazinth von Polen. Die Maria-Magdalena-Kirche ist eine Filialkirche dieses Pfarrbezirks.
Im Jahre 1954 wurde sie in das Denkmalregister der Woiwodschaft Oppeln eingetragen. Sie befindet sich auf dem Wanderweg
Szlak Drewnianego Budownictwa Sakralnego1.


Die Architektur und das Innere der Kirche – das Gebäude wurde in der Bauweise der Log Cabin gebaut. Es ist nach Osten ausgerichtet. Das Satteldach der Kirche wurde mit Schindeln bedeckt. Der Turm wurde in der Säulenweise gebaut und mit dem achtseitigen Zeltdach zugedeckt; durch seine Eigenschaften weist der Turm darauf hin, dass er zu dem bereits stehenden Kirchengebäude zugebaut wurde. Die Wände des Schiffs und des Turms sind verkleidet. Das Presbyterium ist dreiseitig abgeschlossen und hat ein Tonnengewölbe; auf der nördlichen Seite befindet sich die Sakristei. In dem Hauptschiff, das breiter als das Presbyterium ist, ist die Decke flach. Das Innere der Kirche wurde im rokoko-klassizistischem Stil eingerichtet und stammt größtenteils aus dem 18. Jahrhundert – in diesem Zeitraum sind auch der Hauptaltar, die Kanzel sowie die Bilder der Schwarzen Madonna von Tschenstochau, des Schutzengels und der Maria Magdalena entstanden. Auch die volkstümlichen Skulpturen von Johannes Nepomuk und Franz von Assisi wurden im 18. Jahrhundert erstellt. Der Chor mit einer einfachen Fensterbank ohne Verzierung ist auf zwei Säulen gestützt.

Um die Kirche herum befindet sich der Friedhof; die Gräber der ehemaligen Besitzer des Landgutes (also der Familie von Paczensky) befinden sich in der Krypta der Kirche, wobei einige auch in dem Grabmal, das sich bis zum 60er Jahren des 20. Jahrhunderts auf der südlichen Seite der Kirche befand, begraben wurden. Man kann vermuten, dass aus diesem Grabmal die zwei erhalten gebliebenen Epitaphplatten stammen. Neben der Kirche befindet sich das Grab von dem Kind Kazimierz Genge, dem Sohn des Verwalters vom Boroschauer Dominium.



Die Geschichte der Kirche:

Die erste Notiz über die Kirche in Boroschau, die von dem bischöflichen Visitator aus Breslau gemacht wurde, stammt aus dem Jahre 1697. Der Visitator hat geschrieben, dass die Kirche der heiligen Katharina gewidmet ist und dass sich neben der Kirche ein getrennt stehender Turm mit zwei kleinen nicht geweihten Glocken befindet. Der Fußboden der Kirche wurde aus rohem Holz und Backstein gefertigt. In der Mitte hat ein Taufbecken aus verziertem Holz gestanden, es gab keinen Beichstuhl. Die Kirchenwände wurden nicht bemalt.

In den Jahren 1687-1720 war die Kirche, laut den Visitators, Allen Heiligen gewidmet.

In den Jahren 1723-1730 – haben die Visitators bestätigt, dass die Kirche völlig ruiniert wurde. Sie haben ihren Wiederaufbau oder Abschluss gefordert.

Im Jahre 1730 hat sich der Eigentümer von Boroschau, Graf Paczensky, dazu verpflichtet, die Kirche von den Fundamenten wieder aufzubauen. Es lässt sich nicht feststellen, wann genau diese Arbeiten ausgeführt wurden.

In demselben Jahr hat der bischöflicher Visitator geschrieben, dass die Kirche der heiligen Maria Magdalena gewidmet ist. Die Ursache der besagten Änderung ist nicht bekannt. Dies konnte entweder mit dem auf einem Brett gemalten Maria Magdalena-Bild, das in der Kirche gehängt wurde, oder mit der Tatsache, dass sich dort im Jahre 1687 bereits ein gemauerter, der gegenwärtigen Patronin der Kirche gewidmeter Altar befand, zusammenhängen.

Im Jahre 1844 wurde der äußere und innere Stand der Kirche als gut bezeichnet. In der Kirche gab es damals eine neue Orgel und gehängte Stationen des Kreuzweges.

In den Jahren 1855-1956 wurde der Turm der Kirche renoviert und in den Jahren 1872-1873 – das Dach.

In dem Jahre 1902 wurde der Holzfußboden gelegt, der von dem Bauer Albert Kulesa aus Boroschau finanziert wurde. Der neue Fußboden hat die vier Grabplatten der Eigentümer von Boroschau (also der Familie Paczensky), die sich auf der nördlichen Seite neben der Kanzel befinden, bedeckt.

In den Jahren 1901-1902 wurde eine generelle Renovierung der Kirche durchgeführt, wobei diese untermauert und mit neuen Schindeln verkleidet wurde. Das Innere wurde mit einer neuen Kanzel und einem neuen Altar ausgestattet. Der niedere Teil des Altars wurde von dem Gemeindemitglied, Zimmerer aus Boroschau, Karol Krawczyk gefertigt. Das Maria Magdalena-Bild wurde von einem Künstler aus Breslau – Julian Wałdowski – gemalt. In der Kirche wurden die Bilder des Kreuzweges gehängt. Diese wurden von dem Künstler Jan Gajda aus Żory gemalt. Es wurden zwei Figuren gestellt: Heiligstes Herz Jesu-Figur, die von dem Gemeindemitglied aus Boroschau - Maria Ligus – finanziert wurde, sowie Heilige Mutter Gottes-Figur, die von der Rosenkranzgemeinschaft aus Boroschau gestiftet wurde. Solch eine Einrichtung der Kirche ist bis heute erhalten geblieben.

Im Jahre 1926 wurde in dem Kirchenturm die Maria Magdalena-Glocke gehängt.

Im Jahre 1942 wurde von der Kirche zu den Kriegszwecken die Glocke aus dem Jahre 1517 mit der Unterschrift Oh König der Herrlichkeit komme mit Frieden (poln. O Królu chwały przyjdź do nas z pokojem) weggenommen.

Im Jahre 1965 wurde der Kirchenturm gründlich renoviert und in den Jahren 1968 und 1981 – das Dach der Kirche, wobei die Schindel gewechselt und konserviert wurden.

Im Jahre 1988 wurden folgende Arbeiten ausgeführt: es wurde der neue Holzfußboden gelegt, es wurden neue Bänke, eine neue Kanzel sowie ein neuer Altar (den Gläubigen zugewandt) reingestellt. Diese wurden von dem Gemeindemitglied aus Boroschau – Tischler Jan Moczygemba – gefertigt. Die Polychromie der Kirche wurde erneuert.

Im Jahre 1997 wurde der alte Kirchenaltar (mit dem Bild), der dort bis zum 1902 Jahr da war, renoviert und in die neu gebaute Begräbniskapelle gestellt.

In dem Kirchenturm wurde im Jahre 1997 die Adalbert von Prag-Glocke (poln. Swięty Wojciech) gehängt. Sie wurde von den Gemeindemitgliedern aus Boroschau anlässlich des 1000-jährigen Jubiläums des Märtyrertodes von dem Heiligen, des Eucharistischen Weltkongresses in Breslau sowie des fünfundzwanzigsten Jubiläums der Priesterweihe vom Pfarrer Bernard Joszko finanziert

Im Jahre 2010 wurde das Äußere der Kirche völlig konserviert.

Im Jahre 2013 wurde der Kirchenplatz vor dem Friedhof, der als Parkplatz dient, erweitert und befestigt.

Quelle: Wikipedia und die Bearbeitung vom Priester Doktor Bernard Joszko.


Przekład: mgr Aleksandra Borek

1Szlak Drewnianego Budownictwa Sakralnego – der Wanderweg zwischen den Ortschaften Rosenberg (poln. Olesno) und Alt Rosenberg (poln. Stare Olesno), der für hölzerne Kirchen aus dem 17. Und 18. Jahrhundert bekannt ist.


Organy do remontu

W dniu 26 maja 2014 roku przed kościołem w Boroszowie zatrzymał się firmowy samochód. Przyjechali pracownicy zajmujący się remontami organów.


Kościelne organy zostały całkowicie rozłożone. Poddane zostaną kompleksowemu remontowi i konserwacji.

Organista Alojzy Roj chwali wyremontowany instrument. Teraz grają wszystkie piszczałki co poprawia barwę dźwięków wygrywanych pieśni. Koszt remontu sięga 30 tys. zł.



Opowiadanie Jak ja się wytłumaczę? Młoda kobieta wracała do domu z pracy samochodem. Jechała bardzo ostrożnie, gdyż auto było nowiutkie, wczoraj odebrane i opłacone z oszczędności męża, który z wielu rzeczy zrezygnował, by móc kupić właśnie ten model. Na bardzo zatłoczonym skrzyżowaniu kobieta zawahała się przez moment i to wystarczyło, by uderzyła błotnikiem w tył innego samochodu. Wybuchła płaczem. Jak będzie mogła wytłumaczyć tę szkodę mężowi? Kierowca drugiego auta był wyrozumiały, ale wytłumaczył jej, że muszą wymienić sobie numery prawa jazdy i inne dane. Kobieta szukała dokumentów w plastikowej torbie. Wypadł z niej kawałek papieru. Zdecydowanym charakterem pisma napisane były słowa: „Gdy zdarzy się wypadek, pamiętaj skarbie, że ja kocham Ciebie, a nie auto”


Opowiadanie

Gdzie jest baranek?

Od Wielkiego Czwartku do Niedzieli Wielkanocnej ministranci mają mnóstwo pracy w kościele. Ileż się wtedy trzeba natrudzić, ilu nowych rzeczy trzeba się nauczyć?

W Wielką Sobotę Marek od rana był już w kościele. Biegali z Kajtkiem tak przejęci, że całkiem zapomnieli przyklękać przed Hostią w monstrancji. Jakby tam Pana Jezusa już nie było i jakby została tylko Jego zimna gipsowa figura. Potem stali ze strażakami na warcie przy Bożym grobie, zapatrzeni w hełmy i halabardy. W końcu weszli zmęczeni do pokoju nazwanego ciemnicą, usiedli i zasnęli. Dziwne, ale mieli taki sam sen: że spotkali na łące małego białego baranka, na którego rzuciły się jakieś psy, kruki, gawrony… Chcieli go ratować, lecz zlękli się gromady drapieżników. Te w końcu go zostawiły, ale baranek umierał cały we krwi. Podeszli do niego i obaj zaczęli płakać tak bardzo, jakby nie tylko baranek, ale cały świat umarł na amen. Chcieli go zanieść do kościoła, ale on im nagle gdzieś zniknął. I wtedy obaj się przebudzili, obaj z tym samym pytaniem:

- Gdzie jest baranek?!

Lecz wszędzie było ciemno jak w grobie…

Zlękli się, że naprawdę wszystko umarło wraz z barankiem i rozpłakali się w głos. Zaczęli szukać po omacku. I nagle w kącie ich oczom ukazało się światło tak jasne, że nie mogli patrzeć… Tuż przed sobą zobaczyli świetlistą monstrancję z Hostią, a pod nią… figurkę Baranka – takiego samego jak ten ze snu. I wtedy obaj uklękli tak pięknie i nisko, jak nigdy…

Klęczeli tak i klęczeli, aż ksiądz wziął monstrancję z Panem Jezusem, a w kościele zabrzmiało głośne i radosne „Alleluja!”. Chłopcy podnieśli umorusane twarze, a w ich oczach błysnęło coś złotego i radosnego jak czerwona chorągiewka Baranka z krzyżykiem. Wstali i śpiewali ze wszystkimi najgłośniej, jak umieli. Potem, gdy wracali do domu, Marek powiedział do Kajtka:

Wiesz, ten sen, ten baranek, ta ciemność… to Pan Jezus dał nam znak, że On tu jest NAPRAWDĘ ŻYWY, tylko myśmy to przegapili.

Bł. Jan Paweł II o zmartwychwstaniu


Sekwencja Wielkanocna przypomina i z nową mocą ogłasza orędzie nadziei, które usłyszeliśmy podczas uroczystej Wigilii Paschalnej: «Choć poległ Wódz życia, króluje dziś żywy». Chrystus zwycięża zło i śmierć! To radosne orędzie rozbrzmiewa w tych dniach w sercu Kościoła. Zwyciężywszy śmierć, Chrystus obdarza nieskończonym życiem tych, którzy Go przyjmują i wierzą w Niego. Jego śmierć i zmartwychwstanie stanowią zatem fundament wiary Kościoła.

Kościół jako powszechny depozytariusz tajemnicy zbawienia przekazuje ją z pokolenia na pokolenie ludziom w każdej epoce na całej ziemi. Konieczne jest, aby dzięki staraniom wierzących także w naszej epoce rozbrzmiewało donośnie orędzie o Chrystusie, który umarł, ale dziś mocą Ducha żyje i zwycięża.

Fragment katechezy w ramach audiencji generalnej, 14 IV 2004



Tematem tegorocznego Światowego Dnia Młodzieży jest tytuł Orędzia Papieskiego "Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie" (Mt 5,3) napisanego przez Ojca Świętego Franciszka specjalnie na tą okazję. Światowe Dni Młodzieży są okazją do dzielenia się entuzjazmem wiary i radością Ewangelii. Tegoroczne Diecezjalne Obchody Światowego Dnia Młodzieży będą szczególnie ważne. W Niedzielę będzie miało miejsce zakończenie Prologu ŚDM, czyli 2-dniowych warsztatów dla liderów, którzy mają zaangażować się w przygotowanie naszych parafii na Światowe Dni Młodzieży w Krakowie w 2016 roku oraz do Tygodnia Misyjnego w naszej diecezji, który będzie tydzień wcześniej. Zapraszamy młodzież ze wszystkich rejonów duszpasterskich na centralne spotkanie do kościoła seminaryjnego w Opolu w Niedzielę Palmową 13 kwietnia br. na godz. 15.00. Razem z nami będzie modlił się ks. biskup Rudolf Pierskała. W programie nabożeństwo oraz Eucharystia.

Refleksja „Marta rzekła do Jezusa: Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga. Rzekł do niej Jezus: Brat twój zmartwychwstanie”.
Czy spotykające nas nieszczęście jest dowodem na to, że Bóg nas opuścił? „Gdybyś tu był…” – słowa Marty nic nie straciły na swojej aktualności. Czy można je jednoznacznie potępiać? Nieludzką byłaby religia odrzucająca smutek, rozterki, trudne pytania. Nie możemy wymagać od siebie i innych wiary graniczącej z zuchwałością, w której skaczemy z radości, mimo, że mamy prawo wyrazić wątpliwość. Zdarza się, że w naszej, nasyconej dramatem, niepewności, pojawia się podszept złego ducha, który chce wykorzystać każdą okazję, aby zniszczyć w nas prawdziwy obraz Boga. W logice demona każde trudne doświadczenie przeczy dobroci Boga i w konsekwencji jeśli chcemy na kimś polegać, to możemy liczyć jedynie na samych siebie. Marta jest pełna smutku, może nawet rozgoryczenia, ale przeczuwa, że taka właśnie – „bez pudru i makijażu” – może wołać do Chrystusa, który przecież „stał się do nas podobnym we wszystkim oprócz grzechu”. Czy Jezus nie miałby Marty zrozumieć? Zaufanie do Niego rodzi odwagę: „Bóg da Ci wszystko”.W bólu i niepewności przyjdź do Jezusa. Szczerze. Bez udawania. Ten, który wskrzesił Łazarza, nie będzie obojętny na Twoje wołanie.


Rodzinny święty – św. Zdzisława Czeska - Zdzisława urodziła się w 1215 r. na zamku Krzyżanów na Morawach. Według tradycji była najstarszą córką Przybysława z Krzyżanowa, burgrabiego w Brnie, i Sybilli, pochodzącej ze szlacheckiej rodziny sycylijskiej. Jej ojciec należał do najprzedniejszych panów czeskich. Wraz ze swoją małżonką czynił hojne fundacje na potrzeby Kościoła na Morawach. Popierał gorliwie zakony. Oboje ufundowali opactwo cysterskie w Żdar, wspierali dominikanów i franciszkanów, niedawno przybyłych do Czech. Jako 17-letnia dziewczyna Zdzisława poślubiła Havla, kasztelana zamku w Lemberku. Rodzice pana młodego pochodzili z niemniej znakomitego rodu. Założyli miasta, do dziś istniejące - Jabłonne i Turnowo. Bóg obdarzył małżonków czworgiem dzieci, które Zdzisława wzorowo wychowała. Wraz z mężem troszczyła się o ewangelizację okolicznych ziem, na których Kościół był jeszcze słabo zakorzeniony. Nawiązała współpracę z dominikanami i ufundowała dwa konwenty: w Jabłonnem, koło Lemberku, i w Turnowie. Była tercjarką dominikańską i gorliwą uczennicą św. Dominika, oddana modlitwie i ludziom. Słynęła jako opiekunka ubogich. Kroniki klasztorne przypisują jej modlitwie liczne cudowne uzdrowienia. Zdzisława zmarła w 1252 r. w Jabłonnem (przypuszczalnie 1 stycznia; przyczyną śmierci w kwiecie wieku była prawdopodobnie tuberkuloza). Została pochowana w tamtejszym kościele św. Wawrzyńca, który stał się celem pielgrzymek jej czcicieli. Jej kult szerzył się w Czechach i na Węgrzech. 28 sierpnia 1907 r. jej kult zatwierdził papież św. Pius X. Jan Paweł II kanonizował Zdzisławę razem z Janem Sarkandrem w Ołomuńcu 21 maja 1995 r. Zdzisława jest patronką młodych małżeństw i matek.
Wspomnienie św. Zdzisławy w kalendarzu liturgicznym przypada 30 maja.




     ZACHOWAĆ DLA POTOMNYCH


Herbert Czaja z Kadłuba Wolnego (z lewej) wraz z zięciem Andrzejem Bębenkiem włączyli się do dzieła uratowania zabytkowych, historycznych tablic epitafijnych leżących dotychczas i niszczejących przy kościele w Boroszowie. Do współpracy pozyskali też Franciszka Pietrzoka, kamieniarza z Olesna.

Inicjatorem dzieła pozostaje działający w imieniu tygodnika "Kulisy Powiatu" i "prawie Boroszowianin" Stanisław Banaśkiewicz. Do grona wspierających należyte zabezpieczenie przedmiotów o wartości historycznej dołączył Armin Kupski z Jam, producent kostki granitowej. Na potrzeby inicjatywy nie pozostał obojętny prowadzący firmę transportową Jan Wiencierz z Olesna.

Nowe miejsce dla tablic epitafijnych zostało przygotowane. Leżące przy kościele tablice, po raz pierwszy od dziesiątków lat zostały uniesione i ułożone na drewnianych klockach celem ich osuszenia. Szczególnym zaangażowaniem wykazał się Roch Grabiński. Pomagał też Piotr Pacek.

Projekt zrealizowany! Tablice, które przez dziesiątki lat leżały i niszczały przy kościele w Boroszowie zostały postawione. Prócz pozujących do zdjęcia (od lewej) Edwarda Wyrwicha, Joachmia Moczygemby, Rocha Grabińskiego i Norberta Krawczyka przy przenoszeniu i stawianiu pomagali Kopeć Franciszek, Korzekwa Grzegorz i Mateusz Grabiński. Wszyscy musieli dać z siebie wszystko, tak ciężkie były tablice. Uporządkowaniem terenu przy kościele, po tablicach zajął się N.Krawczyk.
Dziękuję wszystkim, którzy wsparli mnie w dziele zabezpieczenia tablic przed dalszym niszczeniem w tym Herbertowi Czai, który prócz pracy wniósł dodatkowo znaczny wkład finansowy - Stanisław Banaśkiewicz.
O powyższym fakcie powiadomiono wojewódzkiego i powiatowego konserwatora zabytków, którzy wyrazili zgodę na wykonywanie prac.

"Wiekowy brud"(mech) zmył z tablic Paweł Foryta. By dodać końcowego blasku, do cynkowania elementów ogrodzenia swój wkład wniosła także firma BLYSS z Lasowic Wielkich. Cała reszta pozostaje do dyspozycji Rady Parafialnej.


Rekolekcje wielkopostne to taki szczególny i wyjątkowy czas w roku liturgicznym Kościoła. Jest to czas próby, czas lekcji i nauk, kiedy uczymy się roztropności, mądrości ducha i stajemy się lepsi. Czas rekolekcji jest bardzo znanym aktem pokutnym w Kościele od wieków – aktem duchowych ćwiczeń. Dlatego rekolekcje odprawiają wszyscy: papież, biskupi, kapłani, zakonnicy i zakonnice, małżonkowie, rodzice, dziadkowie, studenci, uczniowie, osoby chore i niepełnosprawne, osoby samotne i żyjący w związkach małżeńskich niesakramentalnych… Kościół naucza i przygarnia wszystkie owieczki rozproszone na całym świecie.

Ktoś kiedyś napisał: „Trudniej jest dzień dobrze przeżyć, niż napisać księgę…”. To prawda, nie będzie nam łatwo stać się lepszymi po godzinie lub po kilku godzinach nauk rekolekcyjnych. W ciągu kilku chwil nie da się naprawić całego duchowego rozgardiaszu. To jest praca na całe życie. Ale warto od czegoś zacząć, warto w tych rekolekcyjnych dniach przyjść do kościoła, by za Julianem Tuwimem zawołać:

Jeszcze się kiedyś rozsmucę, Jeszcze do Ciebie powrócę, Chrystusie. Jeszcze tak strasznie zapłaczę, Że przez łzy Ciebie zobaczę, Chrystusie… I z taką wielką żałobą Będę się żalił przed Tobą,
Chrystusie, Że  duch mój przed Tobą klęknie I wtedy serce mi pęknie, Chrystusie…

Opowiadanie - Na skróty?

Pewien mistrz murarski pracował wiele lat w wielkim zakładzie budowlanym. Kiedyś jednak od prezesa tegoż zakładu otrzymał interesujące zamówienie na wybudowanie wspaniałej willi według własnego projektu i uznania. Mógł wybrać najpiękniejsze miejsce i nie przejmować się żadnymi kosztami. Wszystkie koszty miały być pokryte z funduszy zakładu. Prace rozpoczął natychmiast. Wykorzystując jednak pokładane w nim bezgraniczne zaufanie, jakim go obdarzono, pomyślał sobie, że może użyć starych surowców z odzysku oraz zatrudnić mniej wykwalifikowanych robotników, aby w ten sposób zagarnąć dla siebie nieuczciwie zaoszczędzone pieniądze. I tak w krótkim czasie wybudował zamówioną willę, ale jej jakość daleka była od tego, co mógłby zrobić gdyby był uczciwy i rzetelny. Kiedy dom został ukończony, w czasie wydanego na tę okoliczność przyjęcia, wręczył swojemu prezesowi klucze do posiadłości. Prezes jednak zwrócił mu je natychmiast i z uśmiechem powiedział: - Ten dom jest naszym podziękowaniem dla ciebie za rzetelną pracę. Niech będzie wyrazem naszego poważania i szacunku dla ciebie i twojej pracy.

Na czas naszych rekolekcji wilkopostnych niech Bóg nam błogosławi !



       I zaprowadź Go do Królestwa Niebieskiego


W dniu 20 marca 2014 roku po długiej i ciężkiej chorobie zmarł  Tadeusz Matyja powszechnie nazywany MARKIEM. Pogrzeb odbył się w sobotę 22 marca o godzinie 13.30 na cmentarzu przy kościele w Boroszowie.Przez okres jesieni i zimy walczył z chorobą. Spotkał się w tym czasie z olbrzymią życzliwością ze strony rodziny: Ireny i Daniela Anczurowskich, Janusza Stockiego, Krystyny Kajdy. Dzięki staranim Marii Galus w ostatnie dni żyło Mu się wygodniej. Znajdował wsparcie i rzeczową pomoc przyjaciela Rocha Grabińskiego. Nie zapominali o nim pozostali mieszkańcy miejscowości. Na dzień przed nadejściem wiosny odszedł! Pozostawił pogrążonych w smutku: żonę Marię, syna Grzegorza, uwielbianych wnuków Patryka i Antonię.

Opłakiwali Go bracia z rodzinami, przyjaciele i znajomi. Na czas ostatniego pożegnania stawili się bardzo licznie. 

Pośród żegnających nie zabrakło strażaków ochotników. Zawsze wspierał ich poczynania.

Bardzo poruszony Jego przedwczesną śmiercią był proboszcz Bernard Joszko. Wypowiedział wiele ciepłych słów opisujących życie w parafialnej wspólnocie.

Ułożona na trumnie wiązanka z białych kwiatów wydawała się krzyczeć "to zbyt szybko, nie tak miało być"!
Czerwone róże w rękach wnuków, płakały wraz z Nimi.



Pośród żałobników byli i Ci przybyli z daleka.

W czasie swego ostatniego pobytu w kościele Marek zajął honorowe miejsce. Przed z górą trzydziestu laty stojąc tam ślubował miłość i wierność w życiu małżeńskim. Słowa dotrzymał, zrobił wiele by wspólne życie było szczęśliwe i trwałe!

W tym smutnym dniu Jego małżonka miała za co dziękować Bogu.

Msza żałobna była pełna wzruszeń, a nie wszystkie przymioty Tadeusza, Marka zostały wymienione. Z chwilą ostatniego namaszczenia tak właściwe wszystkim śmiertelnikom grzechy zostały wybaczone!

Moment wyprowadzenia zwłok ze świątyni zawsze bywa dla zgromadzonych smutny. Dla głęboko wierzących to tylko kolejny etap przed wyruszeniem w dalszą drogę?

Na miejsce wiecznego spoczynku wybrano Markowi plac obok mogiły teściów. Jeszcze tak niedawno swoim staraniem upamiętnił to miejsce wspaniałym pomnikiem. Przez długie lata opiekował się teściową, która do samego końca nie wypowiedziała pod Jego adresem złego słowa.
Kościelne dzwony są symbolicznym głosem Boga. Głos ten towarzyszył Markowi w momencie oddawania trumny z Jego zwłokami "matce Ziemi".
"Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz" przypomniał ksiądz posypując trumnę ziemią. Po wielokroć dodawał wcześniej, że prócz garści prochu pozostanie po Tadeuszu Marku duże naręcze dobrych wspomnień sprawiających, że nadal żył będzie!
W imieniu zmarłego ksiądz proboszcz wypowiedział podziękowania, na pierwszym miejscu dla żony Marii, z którą zmarły ponosił trud wspólnego, ziemskiego pielgrzymowania.

Niech Jego dusza dostanie się do Raju, kończył ksiądz! Niech się stanie, zanosili modły  zgromadzeni.  AMEN!!!

Bywają momenty kiedy ludziom brakuje łez na wyrażenie własnego żalu. Pozostają wówczas wypowiadane w skupieniu słowa modlitwy. Nadchodzi moment gdy opuszczone głowy podniosą się. Wymaga tego ciągle toczące się "koło życia".

Dla wnuczki Antonii pocieszeniem niech będzie, że jej dziadek zmienił się w ślicznego motyla i gdy wszyscy wyszli z kościoła On także odleciał ku nowemu, lepszemu przeznaczeniu.


Po raz pierwszy fruwającego po kościele motyla zauważyłem w czasie uroczystości pogrzebowych Augusta Galusa. Jeżeli sutuacja kiedyś powtórzy się, uwierzę, że dusze dobrych Boroszowian zamieniają się w motyle. Przez jakiś czas pozostają jeszcze posród najbliższych by swoimi barwami uprzyjemniać im smutek rozstania.

Nie mogłem wziąść udziału w popogrzebowej stypie. Do wspomnień o Marku, o którym tylko nieliczni wiedzieli, że miał na imię Tadeusz mogę dodać własną refleksję. Rozmawialiśmy wiele i wiem, że odchodząc wierzył, iż trud włożony w wychowanie syna, poświęcanie się dla dobra wnuków, zaowocuje. Że w dniu kiedy Ich czas będzie się kończył, ze spokojem będą zmierzać na spotkanie z Nim. Oby, żegnani przez tak liczne grono, współczujących żałobników jak spotkało to, wybranego dla nich przez życie ojca i dziadka. Pozostaje wierzyć, że spełnią się także Jego marzenia o szczęśliwym życiu pozostawianych na życiowych zakrętach najbliższych. CZEŚĆ JEGO PAMIĘCI!.

Na tablicę nagrobną powróciło imię Marek, pod takim właśnie imieniem znali go wszyscy. Imię Tadeusz znane było nielicznym. To lepiej przysłuży się jego pamięci. Jego życie upamiętnił też pomnik, bliźniaczy do tego jaki on ufundował swoim teściom. 


Rodzinny święty – bł. Eurozja Barban

Eurozja urodziła się w 1866 roku w Quinto Vicentino, we Włoszech. Gdy miała 4 lata, cała rodzina przeniosła się do Maroli koło Torri di Quartesolo, gdzie Eurozja spędziła resztę swego życia. Tylko przez dwa lata mogła chodzić do szkoły podstawowej; potem musiała przerwać naukę, by pomagać rodzicom w gospodarstwie. W wolnych chwilach chętnie czytała Pismo święte, katechizm, Filoteę św. Franciszka Salezego i Duchowe wskazówki św. Alfonsa Marii Liguoriego. W wieku 12 lat przystąpiła do Pierwszej Komunii świętej. Od tej chwili codziennie przyjmowała Chrystusa w Komunii świętej; to sytuacja wyjątkowa, bo dopiero w 1905 roku Pius X zalecił oficjalnie w całym Kościele praktykowanie codziennej Komunii świętej. Eurozja wstąpiła do Stowarzyszenia Córek Maryi, które działało w jej rodzinnej parafii. Tam mogła służyć potrzebującym, ofiarować swe modlitwy osobom wymagającym opieki. 5 maja 1886 roku wyszła za mąż za wdowca Carlo Barbana, ojca dwóch malutkich córeczek (trzecia zmarła krótko po urodzeniu). Jedna miała dwa miesiące, a druga około półtora roku. W małżeństwie tym przyszło na świat jeszcze dziewięcioro dzieci. Rodzina zaadoptowała też kolejnych czworo dzieci. Eurozja zdołała swą cierpliwością i łagodnością powoli zmienić konfliktowy charakter męża. W 1916 r. wstąpiła do tercjarzy franciszkańskich. Częsta modlitwa indywidualna i we wspólnocie, cierpliwe wykonywanie swych obowiązków, nieustanna troska o najbliższych - stały się jej całym życiem. Powszechnie nazywana była „Mamą Różą”. Pomagała swym dzieciom odnaleźć Boże powołanie. Trzech synów przyjęło święcenia kapłańskie, w tym jeden - w zakonie franciszkańskim. Najmłodszy wstąpił do niższego seminarium w Vicenzy, lecz zmarł w 14. roku życia. Jedna z córek obrała życie konsekrowane w zgromadzeniu Sióstr Miłosierdzia, zaś jeden z adoptowanych synów wstąpił do zakonu franciszkańskiego. W 1930 r. Eurozja została wdową; przyjęła to z pokorą, poddając się woli Bożej. Zmarła 8 stycznia 1932 roku.

Beatyfikacji Eurozji dokonał 6 listopada 2005 roku w Vincenzy, w imieniu Benedykta XVI, prefekt Kongregacji Sprawa Kanonizacyjnych, kardynał Jose Saraiva Martins. Wspomnienie liturg. bł. Eurozji – 8 stycznia


Rodzinny święty św. Chryzant i Daria, małżonkowie

Chryzant, żył w III wieku, był synem senatora. Przybył do Rzymu na studia, przypadkowo przeczytał Ewangelię i zapragnął zostać chrześcijaninem. Kiedy ojciec dowiedział się, że syn przyjął chrzest, chciał go siłą odwieść od wiary. Najpierw więził go i głodził, a następnie sprowadził do niego prostytutki. Kiedy nic nie osiągnął i syn dalej uparcie trwał w wierze, postanowił zmusić go do małżeństwa z westalką Darią. Efekt był taki, że Chryzant nawrócił Darię.

Podczas prześladowania za czasów cesarza Numeriana zostali oni pochwyceni i skazani na śmierć. Wyrok wykonano w sposób okrutny - wrzucono ich do dołu powstałego po nieużywanym akwedukcie przy via Salaria i tam żywcem zasypano ziemią oraz kamieniami. Śmierć ponieśli w 283 lub 284 r.

W ikonografii przedstawia się św. Chryzanta jako rzymskiego młodzieńca z palmą w dłoni. Czasami jako rycerza Chrystusa w wianku na głowie. Jego atrybutami są: chorągiew, kamienie, korona, tarcza.

Św. Daria ukazywana jest w sztuce religijnej jako matrona rzymska z palmą w jednej, a z księgą w drugiej ręce. Jej atrybutami są: kamienie, korona, lew.

Wspomnienie liturgiczne świętych małżonków przypada 25 października.

Opowiadanie - Beduin i pustelnik

Pewien Beduin ścigany przez okrutnych wrogów uciekł tam, gdzie pustynia była zupełnie dzika, a dokoła widać było jedynie nagie skały. Biegł tak długo, aż całkowicie ucichł tętent koni, których dosiadali jego prześladowcy. Dopiero wtedy rozejrzał się wokół siebie. Znajdował się w przerażającym wąwozie, nad którym zwisały granitowe pojedyncze skałki i skąd widać było szczyty zbudowane z ciemnego bazaltu. Z ogromnym zdziwieniem dojrzał ścieżkę biegnącą w poprzek wąwozu. Szedł nią przez jakiś czas, aż znalazł się przed wejściem do potężnej, ciemnej jaskini. Niepewnym krokiem wszedł do jej wnętrza. – Chodź dalej, bracie – zachęcił go przyjemny głos. W półmroku Beduin dostrzegł modlącego się pustelnika. – Mieszkasz tutaj? – zapytał. – Oczywiście. – Ale jak udaje ci się przetrwać w tej jaskini? Przecież jesteś tutaj sam, ubogi, z dala od wszystkich. Pustelnik uśmiechnął się. - Nie jestem ubogi. Posiadam wielkie skarby.

- Gdzie? - Spójrz tutaj – pustelnik wskazał małą szczelinę w jednej ze ścian jaskini i spytał: - Co widzisz? - Nic. - Na pewno nic? – nalegał pustelnik. - Jedynie skrawek nieba. - Skrawek nieba! Czy nie uważasz, że to wspaniały skarb?


Rodzinny święty – św. Joanna Beretta Molla

Joanna Beretta Molla urodziła się w 1922 roku w Magencie, obok Mediolanu. Dom, w którym rosła, pełen był miłości i wiary. W 1942 r. rozpoczęła studia medyczne. Niestety również w tym roku, jedno po drugim, w odstępie zaledwie czterech miesięcy umarli jej rodzice. Żywa wiara i zaufanie Bogu nie pozwoliły jej i rodzeństwu na pogrążenie się w rozpaczy. Studiując, Joanna podjęła intensywną pracę w szeregach Akcji Katolickiej i Stowarzyszeniu Wincentego a Paulo.

Po uzyskaniu dyplomu z medycyny i chirurgii w 1949 r., otworzyła klinikę medyczną. Następnie zrobiła specjalizację z pediatrii na uniwersytecie w Mediolanie, gdzie później prowadziła swoją praktykę lekarską. Joanna swojego przyszłego męża, Piotra poznała, w 1951 r. Wzięli ślub 24 września 1955 r. Temu wydarzeniu towarzyszyło głębokie pragnienie Joanny: „Chciałabym, aby nasza nowa rodzina mogła się stać jakby wieczernikiem zjednoczonym wokół Jezusa”.

Jako małżonkowie byli ludźmi pracowitymi, uczciwymi, pogodnymi i szczęśliwymi. Starali się spędzać razem jak najwięcej czasu. Chodzili po górach, jeździli na nartach, lubili koncerty i przedstawienia teatralne. Joanna interesowała się modą. Umiała prowadzić samochód, co w tamtych czasach nie było częste wśród kobiet. Rok po ślubie, w 1956 r., urodził się Pierluigi. W 1957 r. przyszła na świat Maria Zita, a dwa lata później - Laura. W 1962 r. miało urodzić się kolejne dziecko. We wrześniu 1961 r., pod koniec drugiego miesiąca ciąży, okazało się, że w macicy Joanny rozwinął się włókniak, który zagrażał rozwijającemu się płodowi i życiu matki. Mimo wskazań medycznych do przerwania ciąży, Joanna zdecydowała się donosić ją do końca. Stanowczo domagała się ratowania życia dziecka za wszelką cenę. Operacja usunięcia włókniaka udała się, dziecko mogło rosnąć bez przeszkód, ale stan zdrowia matki pogorszył się. 20 kwietnia 1962 r., w Wielki Piątek, Joanna przyjechała do szpitala. Nazajutrz rano urodziła zdrową, piękną córeczkę, ale sama znalazła się w agonii. Tydzień później - 28 kwietnia 1962 r. zmarła. Oddała swoje życie za dziecko, by mogło się bezpiecznie urodzić. Miała niecałe 40 lat. Jan Paweł II beatyfikował Joannę podczas Światowego Roku Rodziny 24 kwietnia 1994 r., a kanonizował ją dziesięć lat później - 16 maja 2004 r. Na uroczystej Mszy św. byli obecni m.in. mąż Joanny i najmłodsza córka - Joanna Emanuela. Wspomnienie św. Joanny przypada w kalendarzu liturgicznym 28 kwietnia.



Ofiara kolędowa przeznaczona będzie na prace remontowe w parafii: renowacja ołtarza w k. św. Jadwigi (koszt ok. 33 000 zł), złocenie tabernakulum z k. św. Jadwigi (2000 zł) i na inne prace w roku 2014 w k. św. Jadwigi - wymiana drewnianej podłogi oraz od zewnątrz renowacja starej plebanii. Ponadto spłacamy parking i remont organ w k. św. Jacka. Kolekta kolędowa w niedzielę 12 stycznia 2013 r. Refleksja

Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło (…). Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie”.W codziennych rozmowach, gdy chcemy, aby nasz rozmówca czymś się do głębi przejął, używamy zwrotu „weź to sobie do serca”. Spróbujmy z perspektywy naszych doświadczeń spojrzeć na sen Józefa, zatroskanego o dobre imię Maryi. Anioł, w tak nieprawdopodobnej sytuacji, chce wzbudzić w Józefie zaufanie do Boga, które przełoży się na troskliwą opiekę nad Maryją. „Nie bój się wziąć do siebie Maryi”. Czy chodzi o wspólne mieszkanie? Tak, ale nie tylko. Zanim małżonkowie zaczynają tworzyć widzialną, zewnętrzną wspólnotę, tworzy się bardzo subtelna więź duchowa. Wziąć do siebie to przede wszystkim wziąć kochaną osobę do serca. Wiąże się z tym przejęcie się do cna tym, co ją cieszy i smuci. Na horyzoncie relacji rysuje się wówczas pejzaż współodczuwania, które przygotowuje do tego, aby słowa św. Pawła „Jedni drugich brzemiona noście” (Ga 6,2) stały się czymś więcej, niż tylko pobożnym życzeniem. Przed nami kilka dni, w których szalony pęd życia, ustępuje miejsce spokojnemu świętowaniu. „Nie bój się wziąć do siebie” Jezusa i swoich bliskich.



Rodzinny święty – bł. Zelia i Ludwik Martin

Zelia urodziła się 23 grudnia 1831 w Saint-Denis-sur-Sarthon we Francji. Chciała wstąpić do zakonu Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego à Paulo, ale nie została do niego przyjęta ze względu na problemy z oddychaniem i częste bóle głowy. Później zdecydowała się zostać koronkarką.
Ludwik Martin urodził się 22 sierpnia 1823 w Bordeaux. Mimo wyuczonego zawodu zegarmistrza, nosił się z zamiarem wstąpienia do augustianów. Pewien doświadczony zakonnik powiedział mu otwarcie, że to nie jego droga, a więc Ludwik rozpoczął poszukiwanie towarzyszki życia.
Ludwik z Zelią poznali się w 1858 roku i po trzech miesiącach wzięli ślub. Pomiędzy małżonkami zaistniała głęboka duchowa więź. Fundamentem ich wzajemnej miłości była miłość do Boga, do swoich dzieci i do bliźnich.
Bóg obdarzył ich dziewięciorgiem dzieci, czwórka z nich zmarła bardzo wcześnie. Pozostałe z piątki dziewcząt po kolei wstępowały do Karmelu, jedna z nich została wizytką. Najbardziej znaną z córek jest najmłodsza, św. Teresa od Dzieciątka Jezus. Swojego ojca nazywała królem. Podziwiała go za to, że wspomagał chorą na raka piersi mamę Zelię, a po jej śmierci 28 sierpnia 1877 roku, sam wychowywał dziewczęta, troszcząc się o ich religijną formację. Czynił to przede wszystkim przez solidną pracę i modlitwę.
W 1889 roku Ludwik bardzo zachorował na miażdżycę, przeszedł paraliżujące dwa udary mózgu i przez trzy lata był hospitalizowany. Wszystko znosił z wielką cierpliwością, cały powierzając się Bożej Opatrzności. Zmarł 29 lipca w 1894 roku. Mała Teresa napisała o swoich rodzicach, że „bardziej byli godni nieba niż ziemi”.
19 października 2008 w Bazylice świętej Teresy w Lisieux, wspólnej beatyfikacji Zelii i Ludwika Martin dokonał legat papieski, kardynał Jose Saraiva Martins.
Wspomnienie błogosławionych małżonków przypada w kalendarzu liturgicznym 22 sierpnia.
 



Rodzinny święty – św. Małgorzata Szkocka, urodziła się w 1046 roku. Pierwszych kilkanaście lat spędziła poza swoją ojczyzną - na Węgrzech. W roku 1057 Małgorzata z ojcem powróciła do Anglii. W 1066 roku Małgorzata musiała wraz z matką i rodzeństwem ponownie uciekać z kraju. Statek, którym płynęli, rozbił się u wybrzeży Szkocji (zwanej wówczas Albą), której władca zaofiarował uciekinierom gościnę.

W 1070 r. Małgorzata poślubiła króla Szkotów, Malcolma III, zwanego później Canmore (co znaczy dosłownie Duża Głowa). Bóg obdarzył ich sześcioma synami i dwoma córkami. Od tej pory jej życie toczyło się na dwóch zamkach: w Edynburgu i Dunfermline. Bardzo sumiennie wypełniała obowiązki żony i matki. Osobiście zajmowała się wychowywaniem dzieci, mimo zwyczaju oddawania dzieci królewskich na wychowanie osobom postronnym.
Malcolm był niepiśmiennym poganinem. Żona modliła się o jego nawrócenie, uczyła go modlitwy, pokazywała, jak czynić miłosierdzie ubogim. Wiodła życie bardzo skromne i umartwione. Troszczyła się o ubogich, pokrzywdzonych i więźniów. Nigdy nie zasiadała do posiłku, jeśli wcześniej nie nakarmiła dziewięciu sierot, które wychowywała na zamku, i 24 dorosłych żebraków. Zapamiętano też, że często uczestniczyła we Mszy odprawianej o północy, a wracając z niej zawsze dokonywała obmycia stóp sześciu ubogich.
Zmarła 16 listopada 1093 roku na zamku w Edynburgu. Pochowano ją w założonym przez nią opactwie benedyktyńskim w Dumfermline. Grób Świętej stał się miejscem licznych pielgrzymek. Kanonizował ją papież Innocenty IV w 1250 roku. W 1692 roku kult św. Małgorzaty rozciągnięto na cały Kościół. Małgorzata jest patronką Szkocji, wielodzietnych rodzin, jak również w ogóle rodzin katolickich i królowych. Wspomnienie liturgiczne św. Małgorzaty przypada w kalendarzu liturgicznym 16 listopada.
 Opowiadanie Starzy ludzie Babcia Fritzowa w wieku 92 dwóch lat ciągle mieszkała w swoim starym gospodarstwie, robiła sama makaron, prała w pralce z wyżymaczką, którą trzymała w piwnicy. Uprawiała warzywniak - tak wielki, że mógłby wyżywiać wszystkich mieszkańców okręgu Benton - jedynie za pomocą motyki i szpadla. Jej siedemdziesięcioletnie dzieci żywo protestowały, gdy upierała się, że będzie kosić swój olbrzymi trawnik archaiczną kosiarką bez napędu.
- Pracuję na dworze tylko wtedy, gdy jest chłodno, wczesnym rankiem i wieczorem - tłumaczyła babcia - i zawsze mam na głowie kapelusz, który chroni przed słońcem.
Mimo to jej dzieci poczuły zrozumiałą ulgę, gdy usłyszały, babcia chodzi w południe na lunch do miejscowego klubu seniora.


W dniu 07 grudnia 2013 roku święty Mikołaj odwiedził dzieci z Boroszowa. Ksiądz proboszcz swoim autorytetem potwierdził świętość oczekiwanego gościa. Jego autentyczność potwierdziły też wręczone grzecznym dzieciom prezenty.






Szkoda tylko, że renifery ukryły się przed zimnym wiatrem i dzieci nie mogły ich pogłaskać. Nic straconego. Mikołaj w roku przyszłym także nawiedzi grzeczne dzieci. Dorośli zaś powinni się wystrzegać, laska Mikołaja jest gruba i groźna!
foto. N.Krawczyk


Refleksja
„Gdy niektórzy mówili o świątyni, że jest przyozdobiona pięknymi kamieniami i darami, powiedział: Przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie był zwalony”. Świątynię zbudowano z pobudek religijnych i z miłości do Boga Jedynego. Była ona jednak tylko obrazem Boga, bardzo niedoskonałym. Tak jest z każdą religijnością. Nie wolno zapominać, że religia jest jedynie poszukiwaniem Boga, a nie samym Bogiem, już ostatecznie odkrytym. A jeśli nawet, dla nas chrześcijan, jest Bogiem odnalezionym w Chrystusie, czy raczej uczciwiej jest powiedzieć - Bogiem, który nas w Nim odszukał, to należy pamiętać, że „znaleźć Boga, to szukać Go nieprzerwanie... nigdy nie nasycić się pragnieniem Boga, to widzieć Go rzeczywiście” (św. Grzegorz z Nyssy). Bóg jest Tajemnicą i choć nic nie ma do ukrycia przed nami, bo uczynił nas swymi kochanymi dziećmi, to jednak pozostaje wiecznie „ukrytym”. Nieustannie przekracza nasze ludzkie zrozumienie, które chciałoby Boga „zamknąć” w swoich wyobrażeniach. Tylko pokora poszukującego rozpoznaje prawdziwe ślady Boga i Jego Imię, „dlatego wielką jest rzeczą o Bogu mówić, ale większą jest siebie oczyścić dla Boga” - pisał św. Grzegorz z Nazjanzu. Paul Evdokimov w „Wiekach życia duchowego” zwraca uwagę: „tam gdzie możliwości inteligencji zostały wyczerpane, kiedy ostatnia strzała - strzała mitu - została już wysłana do samego serca bytu, tajemnica, nie pozwalając przeniknąć swojej natury, może sama stać się czymś rozświetlającym i budzić poczucie czegoś o ogromnej doniosłości. Tajemnica nie jest tym, co rozumiemy, lecz tym, co rozumie nas”.Szukaj więc Boga w sobie samym. W twoim wnętrzu, zgodnie ze słowami Chrystusa – „królestwo Boże jest w was”, ukryte jest samo centrum religii.
Maciej Biskup OP Patron tygodnia bł. Salomea, dziewica  -  19 listopada
Salomea urodziła się w Krakowie, około 1212 roku. Była córką księcia krakowsko-sandomierskiego Leszka Białego i księżnej Grzymisławy oraz siostrą księcia Bolesława V Wstydliwego. W dziewczęcym wieku została zaręczona z księciem węgierskim Kolomanem, którego siostrą była św. Elżbieta z Turyngii (1207-1231).Salomea wychowała się na dworze królewskim u rodziców swojego przyszłego męża. W wieku 13 lat poślubiła Kolomana, z którym złożyła ślub dozgonnej czystości. Została tercjarką franciszkańską, zajmowała się m.in. posługą ubogim, opuszczonym i chorym. Po śmierci męża, który zginął w bitwie z Tatarami w 1241 roku, wróciła do Polski. Sprowadziła Ubogie Panie, czyli siostry klaryski z czeskiej Pragi i w Sandomierzu utworzyła pierwszą wspólnotę polskich klarysek. Razem ze swoim bratem Władysławem Wstydliwym ufundowała klasztor klarysek w Zawichoście. W roku 1245, jako 33-letnia wdowa wstąpiła w Zawichoście do zakonu klarysek, składając śluby na ręce franciszkańskiego prowincjała br. Rajmunda. Z powodu zagrożenia najazdami tatarskimi, klasztor ten w roku 1257 przeniesiono do Skały-Grodziska koło Ojcowa. Salomea założyła miasto Skałę, fundowała szpitale. Kilkadziesiąt lat później, na pewno przed 1316 rokiem, siostry opuściły Skałę i przeniosły się do Krakowa, gdzie zamieszkały przy kościele św. Andrzeja. Salomea umarła po ciężkiej chorobie, 17 listopada 1268 roku. Rok później, zgodnie z wolą zmarłej, przeniesiono jej ciało do Krakowa i pochowano w bazylice św. Franciszka z Asyżu. Papież Klemens X beatyfikował Salomeę w roku 1673.

Na wesoło 

Bóg stworzył Adama i chce zabrać od niego żebro: - Nie dam! - obrusza się Adam. - Nawet nie poczujesz - obiecuje Bóg. - Nie dam i już! - Ale dlaczego? - Mam złe przeczucia.

Pewien szanowany mieszkaniec Śląska, który miał całą rodzinę w Niemczech, nie musiał się martwić o pieniądze, a zarazem miał bardzo dobre serce. Pomagał bardzo wielu potrzebującym. Jego jedyną wadą był jego wygląd. Był okropnie brzydki. Ze świadomością, że stać go na prywatną opiekę medyczną zgłosił się na operację plastyczną, po której wyglądał już dużo lepiej. Kilka dni po wyjściu ze szpitala potrącił go samochód i zginął. Będąc w niebie pyta Boga: - Boże, czemuś mi to zrobił? Byłem dobry, pomagałem ludziom i chodziłem do kościoła!

- Alojz! Jo żech Cie nie poznoł!


Dla zainteresowanych?

Przy dotychczas anonimowych tablicach epitafijnych ustawiono tablicę informacyjną (polsko-niemiecką). Zainteresowani będą mogli poznać historię jaką tablica upamiętnia. Ufundowana przez rodzinę Banaśkiewiczów. Tłumaczenie na jężyk niemiecki mgr Aleksandra Borek.


Patron tygodnia – św. Juda Tadeusz, apostoł  -  28 października O życiu św. Judy nie wiemy prawie nic. Miał przydomek Tadeusz, czyli „Odważny” (Mt 10, 3; Mk 3, 18). Nie wiemy, dlaczego Ewangeliści tak go nazywają. Był bratem św. Jakuba Młodszego, Apostoła (Mt 13, 55), dlatego bywa nazywany również Judą Jakubowym (Łk 6, 16; Dz 1, 13). Nie wiemy, dlaczego Orygenes, a za nim inni pisarze kościelni nazywają Judę Tadeusza także przydomkiem Lebbeusz. Mogłoby to mieć jakiś związek z sercem (hebrajski wyraz leb znaczy tyle, co serce) albo wywodzić się od pewnego wzgórza w Galilei, które miało nazwę Lebba. Był jednym z krewnych Jezusa. Prawdopodobnie jego matką była Maria Kleofasowa, o której wspominają Ewangelie. Imię Judy umieszczone na dalszym miejscu w katalogu Apostołów sugeruje jego późniejsze wejście do grona uczniów. To on przy Ostatniej Wieczerzy zapytał Jezusa: „Panie, cóż się stało, że nam się masz objawić, a nie światu?” Zasadne jest zatem przypuszczenie, że św. Juda, przystępując do grona Apostołów, kierował się na początku perspektywą zrobienia przy Chrystusie kariery. Juda jest autorem jednego z listów Nowego Testamentu. Sam w nim nazywa siebie bratem Jakuba (Jud 1). Z listu wynika, że prawdopodobnie był człowiekiem wykształconym. List ten napisał przed rokiem 67, gdyż zapożycza od niego pewne fragmenty i słowa nawet św. Piotr. Po Zesłaniu Ducha Świętego Juda głosił Ewangelię w Palestynie, Syrii, Egipcie i Mezopotamii; niektóre z wędrówek misyjnych odbył razem ze św. Szymonem. Część tradycji podaje, że razem ponieśli śmierć męczeńską. Inne mówią, że Szymon został zabity w Jerozolimie, a Juda Tadeusz prawdopodobnie w Libanie lub w Persji. Kult św. Judy Tadeusza jest szczególnie żywy od XVIII w. w Austrii i w Polsce. Bardzo popularne jest w tych krajach nabożeństwo do św. Judy jako patrona od spraw beznadziejnych. Jest także patronem szpitali i personelu medycznego.




W dniu 29 września 2013 roku Boroszowanie na uroczystej mszy świętej dożynkowej podziękowali Panu Bogu za obfite plony.




foto.D.Krawczyk



 W dniu 22.09.2013 roku na Górze Świętej Anny odbyły się dożynki diecezjalne. Dekanat gorzowski reprezentowała delegacja Boroszowian. Podobny zaszczyt spotkał Ich w dniu 17.09.2000 roku.





Koronę dożynkową przynieśli: Agata i Henryk Krawczykowie, Agnieszka i Roch Grabińscy, Eryka i Bernard Bartoszkowie oraz Maria i Eryk Stenclowie. W delegacji Boroszowian byli jeszcze: Ewa Wieczorek - sołtys, Anna Stencel, Beata Korzonek, Andrzej Grobelny i Jan Moczygemba.



Koronę dożynkową tradycyjnie już wykonała Anna Stencel wspomagana przez mieszkańców wsi.






Kosz z darami od mieszkańców Boroszowa.


Kosz z darami Boroszowian przekazali Andrzej Grobelny i Jan Moczygemba.

Na wesoło: Sowieccy żołnierze w czasie wojny dokonywali spisu ludności gminy. Przyszli na jedno probostwo i spisywali kolejno:- 1 Ksiądz. Piszy Wania: pop rimski.- 2 Kościelny... Szto eto kościelny? Szto on diełajet?

- Otwiera i zamyka kościół, zapala i gasi świece - pada odpowiedź. - Aha! Piszy Wania: pop mechanik.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 Lekarz niedowiarek mówi do Teresy Neumann, znanej stygmatyczki:

- Masz rany na rękach, bo je sobie wmawiałaś przez całe życie. 

Na to Teresa: - Niech pan od dziś wmawia sobie, że jest wołem, zobaczymy czy wyrosną panu rogi.



OSTATNIE POŻEGNANIE

W dniu 02 sierpnia 2013 roku w wieku 84 lat zmarł Galus August, pogrzeb 6 sierpnia (wtorek) o godzinie 11.00


Augustyn Galus był najstarszym strażakiem w Boroszowie. Z dużym sentymentem wspominał zawsze historię boroszowskich strażaków ochotników. Był dumny z przynależności do grona tych odważnych i bezinteresownych społeczników.

W jego ostatniej ziemskiej drodze towarzyszyła mu więc delegacja strażaków ze sztandarem i kwiatami.

Na mszę pożegnalną odprowadzała Go najbliższa rodzina oraz licznie przybyli znajomi.


Odszedł przy upalnej pogodzie, w czasie tak ważnych dla gospodarzy prac żniwnych. Jeszcze nie tak dawno, mimo podeszłego wieku, sam krzątał się po polu. Długo ubarwiał też boroszowski krajobraz powożąc swoim ukochanym konikiem.

W czasie pożegnalnej mszy, pod rozświetlonym sufitem kościoła pojawił się barwny motyl. Niczym duch zmarłego asystował pogrzebowej ceremonii.


Strażacy, w zadumie wspominali swego, byłego już druha.

Ksiądz proboszcz okadził i poświęcił trumnę ze zwłokami zmarłego. W czasie uroczystej mszy świętej wspomagał Go zaprzyjaźniony z rodziną Galusów zakonnik.


Trumnę wyniesiono z kościoła.

Opuszczaniu trumny do mogiły towarzyszył głos kościelnych dzwonów oraz syreny na strażackiej remizie. 

Doczesnym symbolem upamiętniającym zmarłych jest pamięć o nich. Opisany pomnik przypomina o ich życiu. Kwiaty, uporządkowany wokół grobowca teren, są niejako odwzajemnieniem ich wcześniejszej troski o najbliższych pozostałych przy życiu.
Dostrzec można, że na pomniki powracają imiona zmarłych, wciąż żywe pośród najbliższych lecz dawno zapomniane przez dawnych sąsiadów lub ich potomków.

UROCZYSTOŚCI ODPUSTOWE


Przywitanie i wprowadzenie procesji z Biskupic.

Mszę świętą odpustową odprawił ojciec Felicjan Kraft, franciszkanin z Częstochowy, który jak zawsze wygłosił wartościowe kazanie.


Procesja eucharystyczna.


Stragany z zabawkami i odpustowymi cukierkami.

Tekst i zdjęcia N.Krawczyk



Od wielu lat, w dniu Bożego Ciała, wybrane rodziny przystrajają ołtarze wokół kościoła.


Ołtarz przystrajany przez rodzinę Famułów

Ołtarz przystrajany przez rodzinę Grobelnych

Ołtarz przystrajany przez rodzinę Kajdów

Ołtarz przystrajany przez rodzinę Kopciów



  1. Weźmijcie Ducha Świętego…” J 20, 22

    Aby zrozumieć, na czym polega rola Ducha Świętego w naszym życiu, trzeba zwrócić uwagę na sytuację i postawę Apostołów przed i po zesłaniu Ducha Świętego. Przez trzy lata przebywali codziennie z Jezusem, byli świadkami Jego życia, cudów, które czynił. Mieli najlepszego nauczyciela, jakiego kiedykolwiek miała grupa uczniów, a jednak Ewangelia wielokrotnie stwierdza, że byli uczniami niepojętnymi. Chrystus zna ich słabości obecne i przyszłe, dlatego najpierw zapowiada, a w dzień Pięćdziesiątnicy spełnia obietnicę - zsyła im Ducha Świętego. Apostołowie zostali Nim napełnieni i odtąd ich życie zmieniło się radykalnie. Stali się nieustraszonymi świadkami, idą na cały świat, aby dać świadectwo o Chrystusie i Jego zmartwychwstaniu.

    Spoglądając na przeciętnych współczesnych chrześcijan, dostrzegamy, że poziom ich życia można by porównać z życiem apostołów przed zesłaniem Ducha Świętego. Wielu z nich zachowuje się jak ludzie niewierzący. Ich życie jest jałowe, są zawiedzeni, sfrustrowani, nie mają pewności swojej wiary, nie żyją nadzieją chrześcijańską, nie są zdolni do dawania świadectwa. Na szczęście obietnice Boga są wciąż aktualne, Bóg jest im wierny. On nie wycofał się ze swoich zobowiązań. Wszystko zależy od nas, od naszej wiary i dlatego w chwili obecnej, kiedy wypełnienie nakazu misyjnego Chrystusa staje się sprawą coraz bardziej naglącą, musimy wpatrywać się w przykład pierwszych chrześcijan, musimy nauczyć się żyć Duchem Świętym, Jego mocą, tak jak oni. Musimy się od nich nauczyć napełniać się Duchem Świętym. 

    Niech więc nie zabraknie dziś i na co dzień gorliwej modlitwy o światło i dary Ducha Świętego dla wiernego realizowania swojego chrześcijańskiego powołania. Niech nie zabraknie w tych dniach naszej szczególnej modlitwy o odwagę świadectwa dla neoprezbiterów naszej diecezji, którzy wczoraj przyjęli święcenia kapłańskie.

    Złota myśl tygodnia

    Wszystkie dobra Pana przychodzą do nas przez ręce Maryi. Jest prawie niemożliwe udać się do Jezusa, jeżeli nie przychodzi się przez Maryję. Św. Jan Bosko

    Na wesoło

- Jasiu, czy możesz dać mi słowo, że tatuś nie pomagał ci przy tym wypracowaniu o sakramentach? - Daję słowo proszę księdza. - Nie kłamiesz Oczywiście, że nie. Tatuś mi nie pomagał. On je po prostu napisał.

    - Ksiądz katecheta przepytuje grupę dzieci. Zwracając się do jednego z uczniów, pyta:To powiedz mi, Pawełku, jakie jest czwarte przykazanie Boże?

    Pawełek, wpatrzony w księdza, recytuje jak z nut:– Chrzcij ojca swego i matkę swoją.

    Opowiadanie

    Prawdziwe szczęście

    Do mędrca przyszedł pewien człowiek, prosząc go o zapisanie mu jakiejś myśli, która byłaby dla niego samego i jego rodziny inspiracją do działania i zobowiązaniem, tak by szczęście nie opuszczało jego domu.

    Mędrzec pokiwał w zamyśleniu głową. Następnie wziął pióro i zanotował: „Ojciec umrze. Syn umrze. Wnuk umrze”.Dla owego człowieka nie było to wcale mądre motto, obiecujące mu szczęście w takim sensie, jak się tego spodziewał. – Czy chcesz sobie ze mnie szydzić?! – zawołał ze złością. – Naturalnie, że wszyscy pomrzemy. Ale nie jest to motto szczęścia, które ma być dla mojej rodziny pomocą! – Nie miałem zamiaru cię rozgniewać – powiedział mędrzec. – A myśl, którą ci zapisałem, jest istotnie myślą szczęścia. Bo pomyśl tylko o nieszczęściu, gdyby twój syn umarł przed tobą. Gdyby twój wnuk umarł przed twoim synem, co byłoby wówczas z waszym szczęściem? Jeśli w twojej rodzinie przez wiele pokoleń umierać się będzie w kolejności, którą zapisałem, to będzie to naturalna kolej rzeczy, życie niewstrząsane bolesnymi stratami. I to właśnie nazywam prawdziwym szczęściem.

    POŻEGNANIE PARAFIANKI


W dniu 18 maja 2013 roku na cmentarzu w Boroszowie została pochowana Cynian Janina, która zmarła w wieku 91 lat.
 

Patron tygodnia – 15 maja Święty Izydor Oracz - urodził się w Madrycie ok. 1080 r. Pochodził z ubogiej, ale szczerze religijnej rodziny, która z niewiadomych przyczyn przeniosła się na wieś. Bieda w domu zmusiła św. Izydora jako młodzieńca do pracy w charakterze parobka u zamożnych sąsiadów, Jana Vargasa. Z tego czasu pochodzi piękna legenda: oskarżono Izydora, że za mało pracuje, a za wiele się modli. Zdziwiło to gospodarza, u którego pracował, gdyż zawsze powierzone mu prace były na czas dobrze wykonane. Postanowił jednak podpatrzeć. Ujrzał Izydora zatopionego w modlitwie, a za niego wykonującego orkę anioła. Po pewnym czasie Izydor ożenił się i wraz ze swoją małżonką, bł. Marią Toribia przeniósł się do Madrytu. Tu żona porodziła mu syna. Kiedy Arabowie zajęli Madryt, Święty był zmuszony go opuścić. Rychło jednak do niego powrócił, kiedy miasto zostało odbite z rąk Arabów. Św. Izydor zasłynął z pobożności, z ducha pokuty i z uczynków miłosierdzia. Ze wszystkim, co w jego mniemaniu mu zbywało, sam ubogi chętnie dzielił się z uboższymi od siebie. Zmarł około roku 1130. Pochowany został na cmentarzu św. Andrzeja. W roku 1170 przeniesiono jego śmiertelne szczątki do kościoła, w którym jako dziecko, otrzymał chrzest święty. Cuda, jakie działy się na jego grobie, ściągały mnóstwo pielgrzymów. Pomiędzy błogosławionych zaliczył go papież Paweł V w roku 1619, a w kilka lat potem, papież Grzegorz XV, w roku 1622 wyniósł go do chwały świętych. W Polsce czczony jest jako patron rolników.

 Tak się zaczynała budowa parkingu przy kościele



Ruszyła budowa przykościelnego parkingu. To Oni wykonali pierwsze "cięcie". (Od lewej stoją) Sebastian Jurczyk, Piotr Wincer, Andrzej Grobelny, Sławomir Korzonek, Henryk Krawczyk, Janusz Stocki, Jan Moczygemba, Paweł Foryta, Marek Matyja, Roch Grabiński (przykucnęli od lewej) Edward Grus, Paweł Kajda, Janusz Jurczyk.

Tak budowanie parkingu się kończyło.


Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem” J 13, 34 Św. Paweł w swoim wspaniałym hymnie o miłości podkreśla z całą stanowczością: Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, gdybym miał dar prorokowania i czynienia cudów, gdybym nawet wszystko rozdał na jałmużnę, a miłości nie miał ... na nic to wszystko! Miłość jest największą wartością i darem. I chyba właśnie dlatego tuż przed swoją śmiercią Chrystus, niejako w testamencie swego ziemskiego posłannictwa, przekazał swoim uczniom przykazanie miłości wzajemnej. Nie miłości byle jakiej, nie miłości sentymentalnej, nie miłości z hollywoodzkich seriali. Dodał bowiem: „przykazuję wam, abyście się tak miłowali, jak Ja was umiłowałem”. Po miłości wzajemnej świat rozpoznaje przynależność do Chrystusa. O świadectwo takiej miłości świat dziś woła. Nie przekonuje dziś chórem wypowiedziane Credo, nie przekonuje sama tylko metryka chrzcielna. Świat i ludzie, zwłaszcza chwiejący się  w wierze i poszukujący Boga w swoim życiu, chcą zobaczyć, jak my, nazywający siebie uczniami Chrystusa, realizujemy Jego testament z Wieczernika: Miłujcie się wzajemnie!

Jakie jest moje świadectwo miłości? Jakim jestem wzorem miłowania dla innych? Czy pamiętam o prawdzie, którą św. Augustyn wyraził w słowach: Przy końcu twego życia będziesz sądzony z miłości?


Zaproszenie do Jemielnicy – fragment listu Biskupa Opolskiego.

Diecezjalne Święto Rodziny, obchodzone pod hasłem: „Rodzina Miłością Wielka” będzie dniem szczególnej modlitwy za nasze rodziny. Jak przed rokiem zapraszam Was wszystkich do Jemielnicy w liturgiczne wspomnienie św. Józefa Robotnika, czyli 1 maja. Przyjedźcie całymi rodzinami, by dziękować Bogu za dar bł. Jana Pawła II i modlić się o jego kanonizację, by zamanifestować swą wiarę i wołać do Pana: Przymnóż wiary w naszych rodzinach! Może to być wspaniały czas odnowienia przymierza z Bogiem, czas wyznania razem miłości Jezusowi, powierzenia mu na nowo wspólnoty małżeńskiej i dobra rodziny.Centralnym punktem naszego pierwszomajowego świętowania będzie uroczysta liturgia sprawowana w intencji rodzin naszej diecezji i za członków Bractwa św. Józefa. (…) Mieszkańcy Jemielnicy przygotowują bardzo bogaty program artystyczny w formie III Jarmarku Cysterskiego. Będzie można wiele zobaczyć, spożyć wspólny posiłek, kupić pamiątki i rodzinnie odpocząć. W ten sposób zamierzamy zaoferować przybyłym możliwość przeżycia całego dnia bardzo rodzinnie i z Bogiem, we wspólnocie modlitwy i rekreacyjnie. Tym sposobem chcemy Was zachęcić do podobnego przeżywania każdej niedzieli – na chwałę Boga i razem ze sobą. W przeddzień święta, wieczorem 30 kwietnia, zapraszam do Jemielnicy młodzież naszej diecezji. Program spotkania obejmuje promocję Ruchu Czystych Serc, wspólną adorację Najświętszego Sakramentu i Eucharystię. 


 Patron tygodnia – św. Katarzyna ze Sienny, dziewica i doktor Kościoła Katarzyna Benincasa urodziła się 25 marca 1347 r. w Sienie (Włochy). Katarzyna już jako kilkuletnia dziewczynka była przeniknięta duchem pobożności. Wspierana Bożą łaską w wieku 7 lat złożyła Bogu w ofierze swoje dziewictwo i od wczesnej już młodości marzyła o całkowitym oddaniu się Panu Bogu. Pomimo wielu trudności ze strony rodziny, w 1363 roku wstąpiła do Sióstr od Pokuty św. Dominika (tercjarek dominikańskich) w Sienie i prowadziła tam surowe życie. Modlitwa, pokuta i posługiwanie trędowatym wypełniały jej dni. Jadła skąpo, spała bardzo mało, gdyż żal jej było godzin nie spędzonych na modlitwie. W 1367 roku, gdy Katarzyna spędzała czas na nocnej modlitwie, Chrystus Pan dokonał z nią mistycznych zaślubin, zostawiając jej jako trwały znak obrączkę. Odtąd Katarzyna stała się posłanką Chrystusa. Będzie przemawiać i pisać listy w imieniu Boskiego Oblubieńca do najznakomitszych osób ówczesnej Europy, tak duchownych, jak i świeckich. Kiedy miasto nawiedziła dżuma, Katarzyna oddała się posłudze zarażonym z heroicznym oddaniem. W nagrodę za to w 1375 roku otrzymała od Chrystusa stygmaty (jednak nie w postaci ran, lecz krwawych promieni). W czasie panowania dwóch papieży, Katarzyna robiła wszystko, by jak najwięcej zwolenników skupić koło osoby prawowitego papieża. Nawoływała do modlitw w jego intencji. Popierała też usilnie reformy, jakie Urban VI wprowadził. Na jego życzenie udała się do Rzymu, by tam pracować dla dobra Kościoła. Wielu mężczyznom i kobietom, pochodzącym z różnych warstw społecznych, pomogła wejść na drogę cnoty lub osiągnąć pokój.  Umarła z wyczerpania 29 kwietnia 1380 r. w Rzymie w wieku 33 lat. Pozostawiła po sobie trzy dzieła, które zawierają jej naukę: "Dialog o Bożej Opatrzności", "Listy" oraz "Modlitwy". Jej kult rozpoczął się zaraz po jej śmierci. Pan Bóg wsławił też jej grób wielu cudami. Pius II w 1461 roku w bazylice Św. Piotra dokonał uroczystej kanonizacji sługi Bożej. Paweł VI w 1970 roku ogłosił ją doktorem Kościoła, A Jan Paweł II, w 1999 roku, współpatronką Europy.




  1. Na wesoło

    Drugi dzień świąt Wielkanocnych. Ksiądz rozpoczyna kazanie:

    Drodzy bracia i siostry, dzisiaj będę mówił o dwóch uczniach idących do Emaus. W pierwszej części kazania zastanowimy się ilu ich było, a w drugiej, dokąd szli…

    --------------------------------------------------------------------------

    Mamo – pyta mały Tobiasz – czy dzisiaj jest piękny dzień?

    Dlaczego pytasz synku?

    Bo siostra katechetka powiedziała, że pewnego pięknego dnia zwariuje.

    ---------------------------------------------------------------------------

    Jadłem w Wielki Piątek mięso - spowiada się mały penitent.

    - I co jeszcze, synku - pyta pedantyczny spowiednik.

    - Ziemniaki tłuczone, zieloną sałatę i na deser kisiel - odpowiada dobrodusznie malec.

    ---------------------------------------------------------------------------

    Pan młody skarży się przed ołtarzem pani młodej:

    - Kochanie  obrączka mnie uwiera - I dobrze, od tego jest!

    --------------------------------------------------------------------------

    Do zakrystii przychodzi młoda dziewczyna i mówi stanowczo:

    - Proszę o ślub. Jak najszybciej. Ksiądz patrzy podejrzliwie i pyta:

    - Skąd ten pośpiech? - A co, nie słyszał ksiądz: „Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą”? Więc spieszę się, żeby mi nie uciekł.

    ---------------------------------------------------------------------------

    Pewna kobieta postanowiła wysłać Biblię swojemu studiującemu w innym mieście synowi.

    Urzędniczka na poczcie zadaje jej pytanie:

    - Czy w paczce jest coś, co mogłoby ulec naruszeniu? - Tylko dziesięć przykazań...




Niedziela Palmowa w historii i liturgii

Nazwa tego dnia pochodzi od wprowadzonego w XI w. zwyczaju święcenia palm. Liturgia bowiem wspomina uroczysty wjazd Jezusa do Jerozolimy, bezpośrednio poprzedzający Jego Mękę i Śmierć na Krzyżu. Witające go tłumy rzucały na drogę płaszcze oraz gałązki, wołając: "Hosanna Synowi Dawidowemu". O uroczystym wjeździe Pana Jezusa do Jerozolimy piszą wszyscy czterej Ewangeliści. Już to świadczy, jak wielką rangę przywiązują do tego wydarzenia z życia Jezusa Chrystusa. Liturgia Niedzieli Palmowej jest rozpięta między dwoma momentami: radosną procesją z palmami oraz czytaniem - jako Ewangelii - Męki Pańskiej według jednego z 3 Ewangelistów: Mateusza, Marka lub Łukasza (Mękę Pańską wg św. Jana czyta się podczas liturgii Wielkiego Piątku). W ten sposób Kościół podkreśla, że triumf Chrystusa i Jego Ofiara są ze sobą nierozerwalnie związane. Bardziej uroczyste niż zwykle rozpoczęcie Eucharystii ma swoją wielowiekową historię. W Jerozolimie już w IV w. patriarcha dosiadał oślicy i otoczony radującymi się tłumami wjeżdżał na niej z Góry Oliwnej do miasta. Zwyczaj ten wszedł w powszechną praktykę na Zachodzie w wieku V i VI. Aż do reformy z 1955 r. istniał zwyczaj, że celebrans wychodził w Niedzielę Palmową przed kościół, a bramę świątyni zamykano. Kapłan uderzał w nią krzyżem trzykrotnie, wtedy dopiero brama otwierała się i kapłan z uczestnikami procesji wstępował do wnętrza kościoła, aby odprawić Mszę świętą. Symbol ten miał wiernym przypominać, że zamknięte niebo zostało nam otworzone dzięki zasłudze krzyżowej śmierci Chrystusa. Obecnie kapłan w Niedzielę Palmową nie przywdziewa szat pokutnych, fioletowych, jak to było w zwyczaju dotąd, ale czerwone. Procesja zaś ma charakter triumfalny. Chrystus wkracza do świętego miasta jako jego Król i Pan. Przez to Kościół chce podkreślić, że kiedy Chrystus Pan za kilka dni podejmie się tak okrutnej śmierci, to jednak nigdy nie pozbawi się swojego majestatu królewskiego i prawa do panowania.
W XI w. pojawił się zwyczaj święcenia palm. Palmy w Polsce zastępują często gałązki wierzbowe z baziami. Po ich poświęceniu zatyka się je za krzyże i obrazy, by strzegły domu od nieszczęść i zapewniały błogosławieństwo Boże. Wtykano także palmy na pola, aby Pan Bóg strzegł zasiewów i plonów przed gradem, suszą i nadmiernym deszczem. Palmy poświęcone w Niedzielę Palmową zostają przechowane przez cały rok, aby w następnym roku mogły zostać spalone na popiół, którym są posypywane nasze głowy w Środę Popielcową.




Rekolekcje wielkopostne (od środy 13 marca do niedzieli 17 marca 2013r.) poprowadził dla nas o. Felicjan Kraft , franciszkanin z Częstochowy. Wygłosił bardzo bogate w treść nauki , przypomniał nam najważniejsze sakramenty i płynące z nich konsekwencje dla naszego osobistego życia.


Informacja: Norbert Krawczyk

Rekolekcje wielkopostne to taki szczególny i wyjątkowy czas w roku liturgicznym Kościoła. Jest to czas próby, czas lekcji i nauk, kiedy uczymy się roztropności, mądrości ducha i stajemy się lepsi. Czas rekolekcji jest bardzo znanym aktem pokutnym w Kościele od wieków – aktem duchowych ćwiczeń. Dlatego rekolekcje odprawiają wszyscy: papież, biskupi, kapłani, zakonnicy i zakonnice, małżonkowie, rodzice, dziadkowie, studenci, uczniowie, osoby chore i niepełnosprawne, osoby samotne i rozwiedzione… Kościół naucza i przygarnia wszystkie owieczki rozproszone na całym świecie.

Ktoś kiedyś napisał: „Trudniej jest dzień dobrze przeżyć, niż napisać księgę…”. To prawda, nie będzie nam łatwo stać się lepszymi po godzinie lub po kilku godzinach nauk rekolekcyjnych. W ciągu kilku chwil nie da się naprawić całego duchowego rozgardiaszu. To jest praca na całe życie. Ale warto od czegoś zacząć, warto w tych rekolekcyjnych dniach postawić sobie odważne pytania: 
Czy ja mam jeszcze wiarę? Czy jestem w stanie uwierzyć jeszcze więcej Bogu i mocniej Mu zaufać? Czy kocham Go ze wszystkich sił, wszelkim myśleniem i całym sercem? Muszę sobie także odpowiedzieć na pytanie: Czy ja się jeszcze modlę? Czy potrafię rozmawiać z Bogiem?

W czasie rekolekcji wielkopostnych warto także przeczytać coś, co pomoże inaczej myśleć, zobaczyć bliźniego i z nim się pojednać.  Same zaś rekolekcje mają dodać sił, odwagi, otuchy i nadziei, aby pójść pod krzyż i zobaczyć Ukrzyżowanego. Żeby mieć odwagę podnieść oczy, zapłakać i zapytać: „Panie, czy Ty mi jeszcze raz przebaczysz? Czy przygarniesz mnie ponownie do swego serca?”.  Odpowiedź usłyszysz na pewno… Zobaczysz ją w oczach i rozpiętych ramionach Chrystusa, w przebitym sercu Jezusa. Sam dojdziesz do wniosku: „To nie gwoździe Cię przybiły, lecz mój grzech”, moje słabości, namiętności, moja niewierność, moja zdrada i oddalenie…
Wtedy, gdy poprawnie odczytasz odpowiedź płynącą z krzyża, podejmiesz skruchę, wolę poprawy i wyspowiadasz się. A potem wrócisz do krzyża i ucałujesz przez łzy przebite stopy Chrystusa.

 I to będą twoje prawdziwe rekolekcje. Zobaczysz, że inny jest świat, inna rzeczywistość, inni będą ludzie, a ty przeżyjesz prawdziwe nawrócenie. Podczas rekolekcji wielkopostnych trzeba „załatwić” wiele spraw nie tylko z Bogiem, ale i ze współmałżonkiem, z rodzicami, z dziećmi i bliźnimi. Rekolekcje są po to, aby wyprostować to wszystko, inaczej zmarnujemy dni, które zostały nam dane na uleczenie duszy.
Naprawdę warto wybrać się na wielkopostne ćwiczenia duchowe, by za Julianem Tuwimem zawołać:

Jeszcze się kiedyś rozsmucę, I z tak wielką żałobą
Jeszcze do Ciebie powrócę, Będę się żalił przed Tobą,
Chrystusie.
Chrystusie...

Jeszcze tak strasznie zapłaczę, Że duch mój przed Tobą klęknie
Że przez łzy Ciebie zobaczę, I wtedy serce mi pęknie,
Chrystusie… Chrystusie...

Drodzy Parafianie!

Niech Bóg nam błogosławi podczas naszych rekolekcji!

Wasz ksiądz proboszcz



W dniu 26 lutego 2013 roku, w wieku 88 lat zmarła Władysława KRĄPIEC. 




Boroszowska świątynia zyskała nową oprawę i blask. Staraniem rady parafialnej w listopadzie 2012 roku została oświetlona mocnymi lampami halogenowymi.


Opowiadanie: Cierpliwość Pewien człowiek, udający się do odległego miasta, aby objąć swoją pierwszą posadę jako nauczyciel, spotkał się na pożegnanie ze swoim przyjacielem. - Kiedy już wkrótce staniesz przed swoją klasą, to zważaj zawsze na jedną rzecz, o której nie wolno ci nigdy zapomnieć w kontaktach z uczniami: Musisz mieć cierpliwość! – pouczał go przyjaciel. Młody nauczyciel obiecał wziąć sobie te słowa do serca. W toku rozmowy przyjaciel powtórzył swoją radę jeszcze trzy razy. Jednak kiedy zabierał się do udzielenia jej z naciskiem po raz piąty, rozzłoszczony nauczyciel zawołał: Nie denerwuj mnie swoją śmieszną radą! Sądzisz, że nie zrozumiałem jej już za pierwszym razem?

To przecież absolutnie oczywiste, że w kontaktach z ludźmi trzeba się ćwiczyć w cierpliwości! - Dlaczego w takim razie tego nie czynisz? – westchnął przyjaciel



Ksiądz proboszcz Bernard Joszko jest dumny ze swoich ministrantek. Z lewej Justyna
Foryta, z prawej Patrycja Korzonek. Dziewczęta świetnie sobie radzą w służbie liturgicznej przy ołtarzu.


Święty Tomasz z Akwinu, prezbiter i doktor Kościoła  –  28 stycznia Tomasz urodził się niedaleko Akwinu (Włochy) w 1225 r. Studiował w Neapolu, gdzie zapoznał się założonym przez św. Dominika (+ 1221) Zakonem Kaznodziejskim, do którego wstąpił w wieku 20 lat. Następnie studiował w Rzymie, a potem w Kolonii. Po ukończeniu studiów wykładał teologię w Paryżu na Sorbonie. Zadziwiał wszystkich jasnością wykładów, wymową i głębią. Stworzył własną metodę, w której najpierw wysuwał trudności i argumenty przeciw danej prawdzie, a potem je kolejno zbijał i dawał pełny wykład. 

Na skutek intryg, jakie przeciwnicy dominikanów rozbudzili na Sorbonie, Tomasz po siedmiu latach powrócił do Włoch. Przez pewien czas prowadził wykłady na dworze papieskim Urbana IV. Przebywał także w Viterbo jako kaznodzieja papieski, następnie znowu w Paryżu, potem wykładał w Neapolu. Tomasz, mając 48 lat, po krótkiej chorobie zmarł 7 marca 1274 roku w drodze na sobór, w opactwie cystersów w Fossanuova. Wsławił się szczególnie niewinnością życia oraz wiernością w zachowywaniu obserwancji zakonnych. Właściwe Zakonowi zadanie, jakim jest służba Słowu Bożemu w dobrowolnym ubóstwie, znalazło u niego wyraz w długoletniej pracy teologicznej: w gorliwym poszukiwaniu prawdy, którą należy nieustannie kontemplować i przekazywać innym. Odznaczał się pokorą oraz szlachetnym sposobem bycia.  W swej skromności kilkakrotnie odmawiał propozycji zostania biskupem. Stworzył zwarty system nauki filozoficznej i teologii katolickiej, zwany tomizmem. Wywarł głęboki wpływ na ukierunkowanie zachodniej myśli chrześcijańskiej. Spuścizna literacka św. Tomasza z Akwinu jest olbrzymia. Do najważniejszych jego dzieł należą: Summa contra gentiles, czyli apologia wiary przeciwko poganom, Kwestie dysputowane, Summa teologiczna i komentarze do niektórych ksiąg Pisma świętego. Szczególną czcią Tomasz otaczał Chrystusa Zbawiciela, zwłaszcza na krzyżu i w tajemnicy Eucharystii, co wyraził w tekstach liturgicznych do brewiarza i mszału na uroczystość Bożego Ciała, m.in. znany hymn Zbliżam się w pokorze. Płonął synowską miłością do Najświętszej Maryi Panny. Papież Jan XXII zaliczył go do grona świętych 18 lipca 1323 roku. Papież św. Pius V ogłosił go 11 kwietnia 1567 roku piątym doktorem Kościoła zachodniego. Papież Leon XIII ustanowił go 4 sierpnia 1880 roku patronem wszystkich uniwersytetów i szkół katolickich. 


UŚMIECH TYGODNIA: Pewien człowiek wpadł na księdza na ulicy. Pamiętał, że gdzieś go widział, ale nie mógł sobie skojarzyć jego twarzy.– Gdzie ja u diabła księdza widziałem?– A u jakiego diabła był pan ostatnio?

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Rozmawia dwóch księży: – Przyznam ci się, że mam olbrzymie kłopoty z zasypianiem, już nie wiem co z tym zrobić! – Ja też miałem z tym kłopot, ale znalazłem bardzo prosty i skuteczny sposób.

Jaki? Ilekroć obudzę się i nie mogę zasnąć–, powtarzam sobie w myślach niektóre z

moich kazań. Okazuje się, że działają na mnie identycznie jak na niektórych parafian.



Figurki, które w przeszłości zdobiły kościół w Boroszowie - ze zbiorów Christina Wawocznego (Gettyngia)
Figurki zachowały się. Są odnowione! Figura św. Antoniego w kościele św. Jacka, a aniołki i Chrystus Zmartwychwstały w kosciele św. Jadwigi w Biskupicach.

ŚWIĘTO ZMARŁYCH 2012


W procesji modlitewnej w intencji zmarłych, pośród ministrantów zadebiutowała Patrycja Korzonek. W Boroszowie ministrantką jest także Justyna Foryta. Tą historyczną zmianę odnotowano w parafii już wiosną 2012 roku.

W dniu Wszystkich Świętych msze odprawiał i głosił kazania zaproszony przez proboszcza Bernarda Joszkę ksiądz profesor Janusz Podzielny, który pochodzi z Olesna.

W dniu święta zmarłych, Polska staje się jakby mniejsza. Wszędzie jest blisko. Drogę z Sosnowca do Boroszowa przemierza także 88 letni Czesław Jurczyński, by pomodlić się przy grobie zmarłych wiele lat temu rodziców.



Przygotowania do mszy odpustowej







fot. Norbert Krawczyk
Od setek lat Boroszów znany był z dużej liczby rosnących w nim dębów. Przez pewien czas miejscowość nazywano nawet "Alteneichen - Stare Dęby". W chwili obecnej, w pobliżu kościoła rośnie sześć dębów uznanych jako pomniki przyrody. Nad pobliskim stawem zwanym "Żurawiniec" znajduje się piękna aleja dębowa.
Liście dębu są bardzo dekoracyjne. Od ponad stu lat mieszkańcy wykorzystują więc je w dni szczególne, do dekorowania kościoła. Takim dniem jest "odpust" imieniny patrona kościoła. Mieszkańcy miejscowości pozyskują dębowe liście i głównie kobiety wyplatają z nich girlandy. które rozwieszane są przy ołtarzu.